Polacy wciąż wierzą w ślubne przesądy. W psychologii jest na to proste wyjaśnienie
"Ślub to jest jeden z takich dni, kiedy nawet bardzo racjonalni ludzie robią dziwne rzeczy, tak na wszelki wypadek", zaczął rozmowę z gościniami Maciej Kurzajewski i trudno się z nim nie zgodzić.
Dawne przesądy związane ze ślubem i weselem są głęboko zakorzenione w naszej kulturze.
"Badania społeczne, w tym CBOS, pokazują, że około 40-60% Polaków deklaruje, że wierzy w przesądy. Tylko 20-30% mówi, że stanowczo nie", mówiła psycholożka Paulina Biernat i dodała: "Ciekawostką jest to, że nawet ci, którzy mają się właśnie za racjonalnych, mówią, że może nie do końca wierzą w przesądy, ale takie rytuały na wszelki wypadek odprawiają".
Z perspektywy naszej ekspertki jest nawet pewne logiczne wyjaśnienie tego mechanizmu.
"Pod kątem psychologicznym, co ciekawe, myślenie magiczne, w tym przesądy, to sposób, w jaki nasz mózg radzi sobie z niepewnością. Upraszczamy ten świat i daje nam to takie iluzoryczne poczucie wpływu, które tak naprawdę nie do końca istnieje", wyjaśniła.
Wypełnianie zaleceń dawnych przesądów daje nam więc złudne poczucie kontroli nad rzeczami, nad którymi żadnej kontroli mieć nie możemy. Paulina Biernat przypomniała, że przecież ten najpiękniejszy dzień w życiu bywa wyjątkowo stresujący, a "magiczne działania" mogą nieco obniżyć poziom nerwów i jeżeli w ten sposób do nich podchodzimy, jej zdaniem, nie ma w tym nic złego.

Buty na parapet, a kiełbasa... do ziemi. Dawne przesądy ślubne zaskakują
Hanna Juszczak, wedding plannerka, w swojej pracy codziennie przekonuje się o tym, że ślubne przesądy nadal funkcjonują. "Coś niebieskiego, pożyczonego, nowego - to zdecydowanie cały czas ma się świetnie. Ma się świetnie również literka R w miesiącu. [...] W lipcu realnie często jest faktycznie mniej tych wesel. Więc to się dzieje", opowiadała.
Nasza gościni mówiła, że wiele razy widziała zachowania w stylu: "Co nam szkodzi spróbować?". Młodzi uważają, że warto wystawić buty na parapet, tak na wszelki wypadek - kto wie, może akurat słynny przesąd okaże się prawdą?
Buty na parapecie dotyczą pogody - wystawia się je, aby nie padało. "Gadżety" panny młodej - wiadomo - mają zapewnić szczęście i dobry związek, tak samo jak rzucanie ryżem. Istnieje jednak kilka bardziej szczegółowych "zasad".

Mimo obecnych trendów, starsze pokolenia z pewnością odradziłyby pannie młodej zakładanie pereł - mają zwiastować łzy w małżeństwie. Tort państwo młodzi powinni pokroić razem, aby zapewnić sobie zgodę i współpracę. Przesądy mówią też o banknocie w kieszeni pana młodego - dla zapewnienia dostatku i nie zmienianiu raz ustalonej daty ślubu - bo to wedle dawnych przekonań miało przynosić pecha.
Wydarzeniem, po którym jeszcze niedawno niektórzy mogliby wręcz odwołać ślub, było upadnięcie obrączek. To jeden z bardziej negatywnych "znaków" dotyczących przyszłości pary, według dawnych wierzeń.
Chyba najbardziej absurdalnym przesądem jest ten związany z... zakopywaniem kiełbasy. Dawniej wierzono, że w noc przed ślubem warto schować w ziemi porcję tego wyrobu, aby zapewnić sobie ładną pogodę. A zdecydowanie najbardziej kłopotliwym jest wierzenie, które zabrania zawracać w drodze na ślub, nawet gdy zapomnimy czegś ważnego - żeby przypadkiem "nie zawrócić" z obranej drogi życiowej.
Trudno się nie uśmiechnąć pod nosem. A jednak, jak mówiły nasze ekspertki, tego jednego dnia nawet najwięksi sceptycy robią różne dziwne rzeczy.
Zobacz też: Racjonaliści się śmieją, ale wiele osób to robi. Przesądy o pieniądzach
"Klasyczny mechanizm psychologiczny". Paulina Biernat tłumaczy, dlaczego przesądy mogą się spełniać
Maciej Kurzajewski dopytywał nasze gościnie jak to jest możliwe, że chociaż jesteśmy coraz bardziej nowocześni, otacza nas tak zaawansowana technologia, to nadal wielu z nas wierzy w przesądy.
"To właśnie jest ta kwestia tego, że nasze mózgi bardzo lubią poczucie kontroli", tłumaczyła Paulina Biernat i dodała, że w sytuacji zwiększonego stresu czy niepewności szukamy sobie czegoś, czego możemy się "złapać", aby było nam łatwiej.

"Jeżeli nie jest to skrajność, jeżeli nam to nie zaburzy tego dnia, jeżeli sobie przetłumaczymy w ten sposób rzeczywistość, to okej. Gorzej by było wtedy, kiedy na przykład: panna młoda miałaby już na sobie kolczyki z perłami, przyszłaby babcia i powiedziała: »Dziecko, Boże, zdejmij to. Będzie nieszczęście!«", mówiła dalej.
Kasia Cichopek zwróciła uwagę na jeszcze jedną kwestię: "Czy takie przesądy i wierzenia napędzają mechanizm, który nazywa się samospełniające się proroctwo?".
"Dokładnie. To oczywiście jest klasyczny mechanizm psychologiczny samospełniającego się proroctwa. Czyli jeżeli nadajemy temu wiarę, znaczenie, no to prowokujemy, to też bardziej wychwytuje nasz mózg i to często przyciągamy", potwierdziła Paulina Biernat.
Tak robiła babcia, tak robiła mama... Ślubne przesądy wciąż mają się dobrze
Kasia Cichopek zasugerowała jeszcze jedną rzeczy - czy czasem nie jest tak, że ślubne przesądy ciągle funkcjonują ze względu na starsze pokolenia, które "nakręcają" te młodsze?
Hanna Juszczak od razu przytaknęła - z jej obserwacji wynika, że to babcie i mamy najmocniej pilnują przestrzegania dawnych zwyczajów w dniu ślubu.
"To jest takie kulturowe w ogóle, że robimy tak, bo robiła mama albo robiła babcia, prawda? To troszkę też tradycja, którą przekazujemy", dodała Paulina Biernat.
Nasza gościni zupełnie wbrew dawnym, jak się okazuje wciąż żywym, przekonaniom, swój ślub zaplanowała na maj. Pozostaje więc zarówno jej, jak i wszystkim parom młodym, życzyć szczęścia - bez względu na to, czy będą się trzymać "przesądnej" tradycji, czy też nie.







