Odwołane loty, nagłe przesunięcia i dodatkowe kilometry. Trudne początki ekspedycji Wachowicz
Choć Ewa miała rozpocząć swoją wielką przygodę w Krakowie, 6 stycznia, los postanowił spłatać jej figla i to już na samym początku. Pierwotnie planowany lot został bowiem... odwołany, co zmusiło całą ekipę do szybkiej zmiany planów oraz samochodowej podróży do Warszawy.
"Wylatujemy dzień później, mamy o jeden dzień mniej, jeżeli chodzi o wyprawę, bo niestety wczorajszy lot nasz został odwołany. Ciągle jesteśmy jednak pełni optymizmu, siły i nadziei, że wszystko dobrze się potoczy", mówiła Ewa w jednym z instastories.
Choć sytuacja wymagała szybkiego działania, a przy okazji kosztowała sporo nerwów, energia Wachowicz pozostała niezachwiana (my nie powiemy zaś, by nas to zaskoczyło.
"Trochę nerwów było od wczoraj, ale już jest dobrze. Za moment ruszamy", dodała z uśmiechem, w typowy dla siebie sposób pokazując, że każdą przeszkodę można zamienić w... kolejną część przygody.
Ostatecznie Ewa wystartowała z Warszawy do Toronto, stamtąd zaś skieruje się na południowy kraniec świata. Przed nią i jej ekipą lot do chilijskiego Punta Arenas, a potem kluczowy etap wyprawy – dotarcie na Antarktydę i atak na Mount Sidley. Optymizm i siła, które towarzyszą całej trójce od samego początku, wydają się być jednak najlepszymi towarzyszami w tym wielkim przedsięwzięciu.
"Gotowi na przygodę!" – zakończyła.
Trzymamy tym samym kciuki, by kolejne etapy poszły już z górki (a właściwie pod górkę). I czekamy na kolejne wieści!
Zobacz też:
Ewa Wachowicz pokazała, jak pakuje się na Antarktydę: kombinezon, śpiwór, ubrania i polska flaga







