Anielskie skrzydła, ploteczki, a może patyczki? Czyli jak Europa faworkami stoi
Powtarzana od dawien dawna legenda głosi, że pewien adept cukiernictwa (choć, jak bywa to w podobnych przypadkach – nie wiadomo kiedy, nie wiadomo gdzie) przez przypadek wrzucił do wypełnionego tłuszczem kotła niewielki pasek pączkowego ciasta. Po dostrzeżeniu swojego błędu próbował wydobyć ów kawałek (z marnym skutkiem), a gdy w końcu się to udało, postanowił zamaskować wpadkę... cukrem pudrem. Co z tego wyszło – wszyscy wiemy.
Tyle z legendarnych opowieści, jak jednak było naprawdę? Cóż... i w tym przypadku nie jest to do końca jasne. Coś "faworkokształtnego" powstało zapewne jeszcze w średniowieczu i rzeczywiście, początkowo korzystano głównie z pączkowego ciasta. W innych wersjach wykorzystywano także ciasta biszkoptowe, kruche czy zbijane... i tak też jest po dziś dzień. Wersji tych samych słodkości są bowiem dziesiątki.
I tak po angielsku określa się je mianem angel wings, czyli "anielskich skrzydeł". We Włoszech mamy chiacchiere ("ploteczki"), w Niemczech Raderkuchen ("kołowe ciastka"), w Litwie žagarėliai ("patyczki"), a w Norwegii... fattigmann ("biednych ludzi"). Wersje te moglibyśmy wymieniać jeszcze długo, w tym miejscu należy jednak wspomnieć, skąd wzięły się te polskie. Tak więc słowo "faworki" pochodzi od francuskiego "faveur", które oznacza "wstążkę" lub "kokardkę" i odnosi się, rzecz jasna, do kształtu. Co do chrustu (lub chruściku) – wersje są dwie. Według pierwszej z nich wyraz ten nawiązuje do kruchości ciastek i ich łamliwości (podobnie, jak w przypadku chrustu na opał), według drugiej zaś, pochodzi od białoruskiego i wileńskiego wyrazu "chrustać", znaczącego "chrupać". Dziś jednak faworek i chrust stosowane są równorzędnie i wymiennie – jedynie wspomniane grochowinki pozostają charakterystyczne jedynie dla Kociewia.
A skoro historyczno-lingwistyczny wstęp mamy już za sobą, czas na przepis i to nie byle jaki. Ten pochodzi bowiem z wydanej w 1913 roku "Uniwersalnej książki kucharskiej" Marii Ochorowicz-Monatowej (zwanej następczynią Lucyny Ćwierczakiewiczowej) i jak na ówczesne czasy jest dość oszczędny. Kilka żółtek (charakterystycznych dla przywoływanego już ciasta zbijanego) zastąpiło bowiem jedno całe jajko. Zapis zaś, dla ułatwienia, odpowiednio uwspółcześniliśmy.
Chrust, czyli faworki – według Marii Ochorowicz-Monatowej
Składniki:
- 300 gramów mąki
- 1 łyżka masła
- 2 łyżki cukru
- 1 jajko
- 1 łyżka octu
- około 100 gramów kwaśnej śmietany
- 500 mililitrów oleju (opcjonalnie 500 gramów smalcu)
- waniliowy cukier puder
- miód
Sposób przygotowania:
Do miski wsypać mąkę, dodać masło, cukier, jajko i ocet, a następnie stopniowo dodawać śmietanę (w razie potrzeby modyfikując jej ilość), zagniatając ciasto, by stało się ono elastyczne i gładkie.
Rozwałkować je cienko na grubość około 2 milimetrów, a następnie pokroić na paski o szerokości mniej więcej 3 i długości rzędu 10 centymetrów. Na środku każdego kawałka zrobić nacięcie, przez które należy przełożyć jeden koniec ciasta, formując charakterystyczny kształt faworków.
W głębokiej patelni lub garnku rozgrzać olej (lub smalec) do temperatury około 180°C i smażyć faworki partiami, aż nabiorą złocistego koloru, obracając je w trakcie smażenia.
Po usmażeniu odsączyć je na papierowym ręczniku i posypać waniliowym cukrem pudrem. Faworki podawać z podgrzanym miodem.







