"Ona tańczy dla mnie" – i tak od 30 lat. Radosław i Dorota Liszewscy o recepcie na udany związek
W świecie show-biznesu, gdzie relacje bywają równie nietrwałe co wszelkiego rodzaju mody, oni stanowią chlubny wyjątek. Radosław Liszewski, lider zespołu Weekend, oraz jego żona Dorota są ze sobą od ponad trzech dekad. Choć cała Polska śpiewała "Ona tańczy dla mnie", dla niego jedyną "tancerką" od zawsze jest ta sama kobieta. W "halo tu polsat" opowiedzieli o początkach swojej miłości, radzeniu sobie z popularnością oraz o tym, dlaczego w ich domu nie ma "cichych dni".

"Film hollywoodzki" w Sejnach
Historia ich miłości sięga połowy lat 90., a scenerią dla rodzącego się uczucia były rodzinne Sejny i okoliczne dyskoteki. Jak wspominają, wszystko zaczęło się w nieistniejącym już klubie pod Augustowem.
"To było trochę jak z filmu hollywoodzkiego. Dorota była ze swoimi przyjaciółmi, ja ze swoimi. Nagle obracamy się na siebie: »O ,cześć. Co robisz? Z kim jesteś? To może dzisiaj się pobawimy razem«. I tak już zostało", opowiadał Liszewski.
Znali się "tylko z widzenia" już wcześniej, niejednokrotnie zerkając na siebie na ulicach miasteczka. Dorota Liszewska przyznała nawet, że czuła pewne przeczucie na długo przed oficjalnym poznaniem. Często przebiegała w pobliżu domu przyszłego męża, czując niewytłumaczalne "przyciąganie" z tamtej strony. Ich relacja szybko ewoluowała, prowadząc do ślubu, który odbył się 17 kwietnia 1995 roku - w śmigus-dyngus.
Życie w rytmie disco i... zazdrości
Radosław Liszewski nie ukrywa, że sukces zespołu Weekend to także zasługa jego żony; Dorota towarzyszyła mu bowiem na każdym etapie kariery - od lokalnych występów po największe sceny w kraju.
"Radek nie był tym Radkiem, którego wszyscy znają. Każdy ten etap i schody, które pokonywałem - Dorota mi w tym towarzyszyła. Wszystko, co nas w życiu spotkało, dzieliliśmy na dwoje", podkreślał.
Prowadzący zapytali również o cienie popularności, w tym o zazdrość. Dorota podchodzi do tego tematu z pragmatyzmem i spokojem, choć przyznaje, że uczucie to nie jest jej obce.
"Bez zazdrości nie ma miłości", stwierdziła, dodając, że przez lata przyzwyczaiła się do specyfiki pracy męża.
Sam Liszewski przyznał z kolei, że jego największy hit, "Ona tańczy dla mnie", jest w dużej mierze inspirowany jego życiem osobistym.
"Piosenki przychodzą takie, a nie inne, bo »pełną gębą« doświadczam miłości. Stąd wychodzą takie romantyczne utwory", tłumaczył.
O recepcie na udane życie i kolejnej podróży poślubnej
Jaka jest recepta na tak długi staż małżeński? Para zgodnie twierdzi, że nie ma gotowego przepisu, a kluczem jest po prostu bycie ze sobą i naturalne dopasowanie. W ich związku to Radosław jest stroną bardziej ekspresyjną. "Radek to choleryk", zdradziła Dorota.
Muzyk potwierdził te słowa, przyznając się do wyrzucania z siebie emocji. Jednak to, co ich ratuje, to umiejętność natychmiastowego wyjaśniania konfliktów.
"Nie mieliśmy ze sobą cichych dni. Ja nie potrafię się na kogoś obrazić i unikać tej osoby. Jeżeli mam z kimś na pieńku, wolę to przegadać, wyjaśnić", mówił.
Plany Liszewskich na 2026 rok zapowiadają się intensywnie. Zespół Weekend promuje nową piosenkę "Halo, tu Londyn", która spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, szczególnie wśród młodszego pokolenia.
"Widzę grono młodych ludzi i to ogromnie budujące", uzupełnił.
W lutym para planuje wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Będzie to połączenie pracy z przyjemnością. Radosław zagra serię koncertów, po czym małżonkowie udadzą się na zwiedzanie zachodniego wybrzeża, w tym San Francisco i Los Angeles. Jak żartowali w studiu, będzie to ich "trzecia podróż poślubna", co tylko potwierdza, że po trzech dekadach ich związek wciąż ma się doskonale.
Zobacz też:






