Od "Inland Empire" do "Czy mnie słychać?". Laura Dern o polskich wspomnieniach i najnowszym projekcie
Obecność hollywoodzkich gwiazd w rodzimym kontekście zawsze budzi zrozumiałą ciekawość - gdy w grę wchodzą zaś autentyczne wspomnienia, rozmowa niemal każdorazowo nabiera wyjątkowego charakteru. Laura Dern - wybitna aktorka i zdobywczyni Oscara za rolę w dramacie "Historia małżeńska" - w wywiadzie, udzielonym reporterowi "halo tu polsat" Maksowi Behrowi, udowodniła, że jej więź z europejskim kinem wykracza daleko poza kurtuazyjne frazesy. Amerykańska gwiazda powróciła pamięcią do pracy w Polsce, ale też opowiedziała o nowym rozdziale zawodowym. Tym razem na ekranie eksploruje bowiem skomplikowane relacje międzyludzkie w filmie "Czy mnie słychać?" Bradleya Coopera; to słodko-gorzka, pozbawiona lukru opowieść o rozstaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości i dojrzałej miłości, która nie boi się życiowych potknięć.

Filmowe echa przeszłości. David Lynch i nadwiślański sentyment
Nim rozmowa zeszła na tory najnowszych projektów, aktorka z nieskrywanym entuzjazmem opowiedziała o swoim osobistym stosunku do Polski. Głównym łącznikiem okazał się David Lynch - zmarły przed rokiem legendarny twórca, u którego Dern stworzyła niezapomniane kreacje w takich klasykach jak "Blue Velvet" czy "Dzikość serca". Nad Wisłę sprowadziła ją zaś praca nad awangardowym obrazem "Inland Empire", pozostawiając trwały ślad w pamięci.
"Kocham Polskę. Spędziłam czas głównie w Warszawie i Łodzi, ale naprawdę bardzo ją pokochałam", mówiła, dodając, że spora w tym zasługa właśnie kultowego reżysera.
"Kręciliśmy tam, odwiedziliśmy szkołę filmową, mieliśmy spotkania w Warszawie. To było niesamowite, piękne; to cudowny kraj i mam nadzieję, że jeszcze tam wrócę i spędzę więcej czasu", dopowiadała.
Artystka doskonale orientuje się również w krajobrazie rodzimych wydarzeń kulturalnych, wymieniając festiwale w Krakowie, Gdyni oraz dedykowany sztuce operatorskiej Camerimage (a więc Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych, który odbywa się od 1993 roku).
"Pracowałam z wieloma reżyserami i operatorami, którzy wyszli z polskiej szkoły. Byli bardzo bliscy sercu Davida Lyncha. Mam nadzieję, że kiedyś wrócę i podziękuję im za całą miłość, którą od nich czuł", przyznała.
Catharsis w połowie życia. Bradley Cooper i redefinicja siebie
Głównym powodem spotkania była jednak najnowsza produkcja zatytułowana "Czy mnie słychać?". Obraz, którego scenariusz - oparty luźno na życiu angielskiego komika Johna Bishopa - stworzyli Will Arnett oraz Mark Chappell, opowiada historię Alexa (w tej roli sam Arnett). Gdy jego małżeństwo dobiega końca, mężczyzna próbuje poradzić sobie z kryzysem i odnaleźć nowy sens życia na nowojorskiej scenie komediowej. Byli partnerzy stają przed trudnym zadaniem: muszą wypracować model wspólnego wychowywania dwóch synów, jednocześnie definiując siebie na nowo. Laura Dern wciela się w postać Tess, byłej żony Alexa.
Aktorka niezwykle ceni sobie współpracę z Bradleyem Cooperem, który stanął po drugiej stronie kamery.
"Pierwszym wielkim darem było to, że zaprosił mnie do projektu i powierzył mi ożywienie Tess. [...] Bradley szuka prawdy, za wszelką cenę, ale jednocześnie potrafi wejść w bardzo spokojną, wręcz zenową przestrzeń i powiedzieć: »Teraz ty jesteś Tess, więc pokaż mi, kim ona jest«", opowiadała, podkreślając swobodę twórczą na planie.
Postać byłej olimpijki i profesjonalnej sportsmenki okazała się dla niej fascynująca do odkrywania, zwłaszcza że obie - choć w zupełnie innych dziedzinach - rozpoczęły realizację swoich pasji w bardzo młodym wieku.
Największą siłą filmu jest jednak jego szczery przekaz dotyczący relacji. Jak zauważyła aktorka, nie jest to klasyczna historia o kryzysie, lecz o swoistym catharsis w połowie życia.
"Myślimy czasem, że kiedy już odkryjemy, kim jesteśmy, to się nie zmieni, a potem wchodzimy w relację i zakładamy, że ona też pozostanie taka sama [...]. A prawda jest taka, że się zmieniamy, dojrzewamy, przeżywamy rozczarowania i straty", tłumaczyła.
Dla gwiazdy ten obraz stanowi pierwszą od dawna, prawdziwie dojrzałą opowieść o miłości, pokazującą życie jako skomplikowane i pełne wrażliwości, gdzie nie ma miejsca na iluzoryczne bajki. Uczucie polega tam na akceptacji i byciu razem, niekiedy nawet w nieszczęściu.
"Po dwóch pokazach podeszło do mnie kilkadziesiąt par i mówili, że powiedzieli mężom czy żonom, że chcą być z nimi nawet w nieszczęściu. To jest dla mnie niesamowicie urocze i wzruszające", podsumowała, dodając, że idealnie wyważony humor nadaje tej trudnej historii niezbędnej lekkości i łagodności.
Zobacz też:






