Bradley Cooper i Will Arnett o nowej produkcji: "Chcieliśmy, żeby widzowie zobaczyli w tym filmie siebie"
W "halo tu polsat" wyemitowano dziś rozmowę Maksa Behra z hollywoodzkimi aktorami - Bradleyem Cooperem i Willem Arnettem. Artyści opowiedzieli o pracy nad filmem "Czy mnie słychać?", kulisach współpracy na planie oraz o wyjątkowych emocjach i relacjach, które są osią tej historii.

Film "Czy mnie słychać?" opowiada historię Alexa, którego życie rozpada się w momencie, gdy kończy się jego małżeństwo. Bohater, grany przez Willa Arnetta, próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości - mierzy się z rozwodem, kryzysem wieku średniego i potrzebą zdefiniowania siebie na nowo. Za reżyserię tej produkcji odpowiadał Bradley Cooper, który wraz z Arnettem i Markiem Chappellem współtworzył scenariusz filmu. Film zadebiutował na świecie 10 października 2025 roku, a polska premiera kinowa zaplanowana jest na 27 lutego 2026 roku. O kulisach pracy, emocjonalnej otwartości bohaterów i autentyczności, która stała się fundamentem tej historii, twórcy opowiedzieli w rozmowie z Maksem Behrem w "halo tu polsat".
Chemia, której nie da się wyreżyserować
Już od pierwszych minut rozmowy pojawił się temat wyjątkowej relacji między bohaterami. Maks Behr zauważył, że ekranowa chemia, poczucie humoru i lekkość dialogów wydają się niezwykle naturalne. Zapytał, czy to efekt reżyserii, czy raczej prawdziwego porozumienia między aktorami.
Bradley Cooper (w filmie wciela się w Ballsa) przyznał, że kluczowe było szybkie tempo pracy i zaufanie, które zbudowali niemal od razu:
"Kiedy się wcześniej nie znacie, próbujecie to zbudować tak, żeby można było wyłączyć myślenie i po prostu być. Nasze sceny kręciliśmy bardzo szybko, czasem w jednym albo dwóch dublach".
Chwilę później do rozmowy włączył się Will Arnett, podkreślając, jak bardzo byli ze sobą zsynchronizowani:
"Kończyliśmy za siebie zdania".
Droga od zamknięcia do emocjonalnej otwartości
Film opowiada o męźczyźnie, który stopniowo uczy się kontaktu z własnymi emocjami. Maks Behr zwrócił uwagę, że ta przemiana jest jednym z najmocniejszych elementów historii i zapytał, jak ważne było dla aktorów pokazanie tej wrażliwości.
Bradley Cooper tłumaczył, że obserwowanie tej zmiany było jednym z najbardziej poruszających doświadczeń na planie:
"Cała historia polega na tym, żeby zobaczyć, jak bohater przechodzi drogę od niemal katatonicznego stanu na początku filmu do momentu, w którym potrafi już pozwolić sobie na bardzo wrażliwe, szczere emocje. Obserwowanie tego procesu każdego dnia było niesamowite", zdradził gwiazdor.
Dla Willa Arnetta ta historia miała także bardzo osobisty wymiar:
"Dla mnie osobiście dojście do miejsca, w którym mogę mówić otwarcie i być tak wrażliwy, zajęło prawie całe życie. I to jest bardzo wyzwalające".
Łzy, niedoskonałości i prawda o życiu
Maks Behr podziękował aktorom za odwagę w pokazywaniu łez i emocji, które w kinie wciąż bywają rzadkością wśród męskich postaci. Zauważył, że film przełamuje stereotyp siły rozumianej jako brak słabości i pokazuje coś znacznie bliższego codziennemu doświadczeniu widza.
Bradley Cooper wyjaśnił, że nie chodziło o opowieść o szczęściu w klasycznym sensie:
"Ludzie często mówią, że celem jest szczęście. Ale to nie jest historia o tym. Jeśli masz szczęście, jak mówi ojciec bohatera, życie po prostu się dzieje, a ty musisz odnaleźć w nim dobro. I samo znalezienie kogoś, z kim można iść przez życie, to już ogromna wartość".
Will Arnett dodał, że najważniejsze było pokazanie prawdy, bez upiększeń:
"Mam nadzieję, że widzowie zobaczą w tym filmie siebie. Że zrozumieją, że życie nie jest idealne, nie wygląda jak reklama. Jest prawdziwe i autentyczne".
Na koniec rozmowy padło pytanie o to, z jakim uczuciem twórcy chcieliby zostawić widzów po seansie. Bradley Cooper podkreślił, że od początku mieli bardzo jasno określony cel.
"To był nasz punkt odniesienia. Dobrze mieć taki cel, który prowadzi cię przez całą pracę. Chcieliśmy, żeby widzowie zobaczyli w tym filmie siebie i poczuli nadzieję".
Zobacz też:






