Włoski temperament i kulinarna uważność
Dla wielu obserwatorów i obserwatorek specyficzna dynamika włoskich rozmów - pełna zamaszystych gestów, wysokich tonów i niebywałej ekspresji - może jawić się jako nieustanna kłótnia. W rzeczywistości to jednak czysta pasja; sposób na uzewnętrznienie emocji, które towarzyszą mieszkańcom oraz mieszkankom Italii na każdym kroku. Jak przekonywał Matteo Brunetti, za tą żywiołową fasadą kryje się paradoksalnie ogromny spokój i umiejętność celebrowania chwili. Zjawisko "la dolce vita", a więc "słodkiego życia", opiera się bowiem na świadomym przeżywaniu codzienności; na zatrzymaniu się w biegu, by autentycznie docenić dobrą pogodę w drodze do pracy czy obecność bliskich przy wspólnym stole. Ta swoista uważność manifestuje się nawet w pozornie błahych rytuałach - jak choćby w delektowaniu się filiżanką espresso.
Kulinarna filozofia Półwyspu Apenińskiego to z kolei przede wszystkim szacunek do produktu. Matteo podkreślał, że tajemnica tamtejszych smaków tkwi w nieprzetworzonej świeżości i soczystości poszczególnych składników. Doskonałym przykładem jest tu klasyczne caprese; danie banalne w swojej strukturze, które jednak przy wykorzystaniu różnorodnych tekstur staje się pełnoprawnym arcydziełem. Owa prostota zyskuje jednak swój ostateczny sens dopiero w momencie wspólnej konsumpcji. Kucharz z ogromnym sentymentem przywoływał niedzielne spotkania ze swoją babcią, która w leśnym domu już od dziewiątej rano przygotowywała wielką ucztę. Serwowana przez nią potężna misa makaronu dla trzydziestu osób to absolutna esencja włoskiego dbania o rodzinne więzi. Choć menu to obfitowało w węglowodany, doskonały balans zapewniała ogromna ilość świeżych warzyw.
Pomiędzy zgiełkiem Rzymu a spokojem Apulii
Włoska perspektywa to oczywiście nie tylko stół, lecz także fizyczna przestrzeń. Urodzony w Rzymie Brunetti spędził młodość we Frascati - niezwykle malowniczym miasteczku usytuowanym na wzgórzach otaczających stolicę. To właśnie stamtąd pochodzi słynna porchetta. Matteo gorąco zachęcał również do głębszej eksploracji południa; Apulia, określana przez niego mianem "włoskich Malediwów", stanowi fenomenalną przestrzeń o krystalicznej wodzie i zachwycających plażach, gwarantującą doskonały, letni wypoczynek.
Sam Rzym, choć bywa przytłaczający, wciąż skrywa lokalizacje pozwalające na ucieczkę od utartych, turystycznych szlaków. Obok tak ikonicznych i mocno obleganych punktów jak Piazza dei Cavalieri di Malta - gdzie przez dziurkę od klucza w zabytkowych drzwiach można podziwiać perfekcyjnie wykadrowany pejzaż - istnieją enklawy znane niemal wyłącznie mieszkańcom. Perełką jest choćby Via Nicolò Piccolomini; niepozorna uliczka, zwieńczona małym placem. Skrywa ona w sobie unikalną iluzję optyczną związaną z kopułą watykańskiej Basilica di San Pietro - w miarę zbliżania się do punktu widokowego, ta zdaje się zmniejszać, by paradoksalnie rosnąć w oczach przy oddalaniu. To specyficzne zjawisko zyskuje na dynamice szczególnie wtedy, gdy przestrzeń tę pokonuje się klasycznym skuterem.
Muzyczny rytm i telewizyjny parkiet
Owa południowa dynamika, ogromny temperament oraz naturalna skłonność do przełamywania schematów z pewnością zaprocentują w nadchodzących miesiącach. Jesienią Matteo Brunetti zadebiutuje w zupełnie nowej, pozbawionej kuchennych rekwizytów rzeczywistości; weźmie on bowiem udział w kolejnej edycji programu "Taniec z Gwiazdami".
Swoją pozycję startową ekspert ocenił za pomocą "branżowej" metafory.
"Jestem w tańcu zielony jak bazylia. Jestem bazylią. Ale zróbmy z tego dobre pesto. Pomieszajmy to wszystko, pomieszajmy techniki, rodzaje tańca klasyczne czy latynowskie, i zobaczymy, jak to pójdzie. Nic nie wiem o tańcu, więc dla mnie będzie to wejście na bardzo głęboką wodę. Bardzo głęboki parkiet", podsumował.
Przyszły uczestnik telewizyjnych zmagań może jednak liczyć na bardzo solidny fundament; przez wiele lat realizował się jako perkusista, co w połączeniu ze śródziemnomorskim poczuciem rytmu zwiastuje nad wyraz intrygujące widowisko.







