"Borsuk, który zamienia się w rosomaka". Marian Opania o pracy, miłości i pasji
Materiał zawiera linki partnerów reklamowych.
Jak sam przyznaje - w każdej z kreowanych przezeń postaci można odnaleźć cząstkę jego skomplikowanego, nierzadko porywczego charakteru. Przy okazji niedawnej premiery drugiej części filmu "Dalej jazda!" dziennikarz programu "halo tu polsat", Tomasz Wolny, odwiedził w domu jednego z najbardziej cenionych polskich aktorów. W kameralnej rozmowie Marian Opania opowiedział o swoim zawodowym temperamencie, rzeźbiarskiej pasji oraz recepcie na wieloletni, choć nierzadko pełen napięć, związek.

O pracy jako napędzie do działania. "W każdej roli jest część mnie"
Choć w wieku 83 lat wciąż pozostaje aktywny zawodowo, grając w teatrze, filmie oraz telewizji, Marian Opania z dystansem przyznaje, że uważa się za człowieka mało ciekawego; jak sam twierdzi, to koledzy po fachu, tacy jak Marek Kondrat czy Wiktor Zborowski, wiodą prym w opowiadaniu kuluarowych anegdot. Praca stanowi jednak dla niego absolutny fundament.
"Nie mogę żyć bez pracy. To trzyma mnie przy życiu. [...] W każdej roli jest część mnie, mojego dziwnego charakteru. Oczywiście i w tej roli, w »Dalej jazda!« jest kawałek, choćby moja porywczość. [...] Ja jestem takim borsukiem, który czasem potrafi zamienić się w rosomaka", mówił.
Ten temperament bezpośrednio przekłada się na stosowany przez niego warsztat. Wspominając słowa legendarnego reżysera, Kazimierza Kutza, artysta z pełnym przekonaniem przyznał rację jego trafnej diagnozie.
"Kutz mówił, że gram miłość przez nienawiść. Ja mówiłem, że tak jest. Te dwa uczucia są bliziutko siebie", dodał.
65 lat od pierwszego pocałunku. "Kłócimy się codziennie"
Pytany o miłość swojego życia, Marian Opania wspominał pierwszy pocałunek - z 3 maja 1960 roku - żartując, że nie rozumiał wówczas powszechnego zachwytu nad tym gestem.
"Co ci ludzie w tym widzą?", myślał wówczas.
Dziś, po ponad sześciu dekadach trwania w relacji dwojga zupełnie niepasujących do siebie znaków zodiaku - Wodnika i Koziorożca - aktor bez ogródek opowiada o burzliwej codzienności.
"Żremy się jak psy. [...] Kłócimy się codziennie, ale trwamy", podsumował, dodając przy tym, że mimo owych różnic przez całe życie pozostaje człowiekiem niezwykle wiernym, zarówno w miłości, jak i w wieloletnich przyjaźniach.
Odskocznią od codziennych starć okazuje się dla artysty niespodziewana, wyciszająca pasja. Rzeźbienia nauczył się od swojego brata, profesora architektury; to właśnie jemu zawdzięcza umiejętność cierpliwej pracy w drewnie, której wyrazem jest między innymi pieta stworzona specjalnie dla matki, a której proces powstawania zajął aktorowi aż trzy miesiące. Z perspektywy bogatego doświadczenia i upływającego czasu płynie również jego nadrzędna dewiza: "Trzeba żyć tu i teraz. Nie odkładać na święta nigdy".
Pytany zaś o to, czego można mu dziś życzyć, nestor polskiej sceny odpowiada krótko i niezwykle pragmatycznie.
"Szczęścia rodzinnego, a dla mnie zdrowia. Z resztą sobie poradzę".
Całą rozmowę Tomasza Wolnego z Marianem Opanią (podobnie jak i wszystkie odcinki "halo tu polsat") zobaczyć można na platformie Polsat Box Go.
Zobacz też:






