Między domową autentycznością a scenicznym żywiołem. Małgorzata Ostrowska o powrocie do pracy po osobistej stracie
Od ponad czterech dekad hipnotyzuje publiczność niepodrabialnym głosem i sceniczną charyzmą. Jubileuszowa trasa koncertowa jest jednak dla niej nie tylko świętem muzyki, ale również swoistym antidotum na osobiste pożegnania. Gościnią porannego pasma "halo tu polsat" była Małgorzata Ostrowska, która w niezwykle szczerej rozmowie opowiedziała o ewolucji swojej drogi zawodowej, czerpaniu siły z dobrych wspomnień oraz poszukiwaniu balansu między życiem w blasku fleszy a pociągającą normalnością.

Scena jako życiowe antidotum i siła jasnych wspomnień
Początki artystycznej ścieżki wokalistki sięgają 1981 roku i występów z formacją Lombard. Dziś, celebrując czterdziestopięciolecie obecności na estradzie, artystka unika słowa "kariera", preferując znacznie bliższe jej określenie "droga zawodowa". Jak sama przyznaje, intensywna praca i powrót do regularnego koncertowania stanowią obecnie niezbędne lekarstwo po niezwykle trudnym, życiowym momencie. Wzruszającym pretekstem do tych wyznań stały się zaprezentowane w studiu fotografie wokalistki, wykonane przed laty przez jej pożegnanego niedawno ukochanego męża, cenionego fotografa Jacka Gulczyńskiego.
"Staram się wrócić do intensywnej pracy. To pewne antidotum, ponieważ to moje równoległe życie, co nie oznacza, że nie jest ono prawdziwe. Małgorzata Ostrowska domowa i Małgorzata Ostrowska na scenie to są dwie zupełnie inne osoby, ale one się dopełniają", wyznała.
Choć otoczenie nierzadko przypisuje jej łatkę niestrudzonego "wulkanu energii", piosenkarka ceni sobie bezkompromisową autentyczność, udowadniając, że prywatnie bywa różna, zupełnie jak każdy normalny człowiek. W obliczu wielkiej straty artystka świadomie decyduje się jednak na zachowywanie wyłącznie pozytywnych obrazów z przeszłości. Spoglądając na wspomniane fotografie, wypiera z pamięci czas choroby, skupiając się na początkowej fascynacji i chwilach pełnych radości.
"Nie chcę pamiętać ostatnich momentów, nie chcę pamiętać ostatniego okresu. Mało tego, bardzo szybko w domu starałam się wyprzeć chorobę, wyprzeć te złe wspomnienia [...]. Ja wolę pamiętać Jacka z czasów, kiedy mnie zafascynował, kiedy było nam fajnie, kiedy był pięknym, młodym, atrakcyjnym, przystojnym, bardzo dowcipnym mężczyzną", dodała.
Muzyczna familia i pociągająca proza życia
Odnalezienie się w nowej rzeczywistości ułatwia Małgorzacie nie tylko sama muzyka, ale przede wszystkim zaufane grono współpracowników i współpracowniczek. Wokalistce towarzyszy na scenie stała, zżyta ekipa, na której zawsze może polegać.
"Mam tam moich przyjaciół, mojego syna, który gra u mnie na gitarze. [...] My się dotarliśmy, jesteśmy ze sobą, opowiadamy sobie o tym życiu także poza sceną, poza busem", podkreślała, zaznaczając, że jej zespół funkcjonuje niczym prawdziwa, wspierająca się rodzina.
Niezwykle cennym aspektem jubileuszowej trasy są także spotkania z publicznością. Będąc osobą powszechnie rozpoznawalną od samego początku swojej muzycznej drogi, piosenkarka czerpie ogromną radość z głębszych rozmów z fanami i fankami, traktując je jako swego rodzaju pomost łączący ją z prozaiczną rzeczywistością.
"Dają mi kontakt z życiem, bo trzeba pamiętać, że 45 lat to szmat czasu. [...] Mam trochę dawnych fanów, z którymi dłużej rozmawiam, z którymi te lody zostały przełamane i po prostu dowiaduję się czegoś więcej o normalnym życiu normalnego człowieka. Ono jest pociągające, ono jest kuszące", podsumowała.
Zobacz też:






