Nie "albo wszystko, albo nic". Czasem wystarczy zrobić "troszkę"
"Troszki..." powstawały w czasie, gdy sam Cembala zaczął wyraźniej dostrzegać potrzebę zwolnienia. Jak mówił, przez lata łatwo przychodziło mu przyjmowanie kolejnych propozycji i dokładanie następnych aktywności, znacznie trudniej zaś - pozwolenie sobie na odpoczynek. Z czasem coraz większego znaczenia nabrały dla niego rzeczy wcześniej uznawane za mało spektakularne.
Właśnie stąd bierze się tytułowa "kroplówka". Cembala sprzeciwia się zero-jedynkowemu myśleniu, w którym każda zmiana musi być radykalna, a każdy sukces - natychmiastowy i widowiskowy. Sam przyznał, że przez lata bliskie było mu podejście "albo grubo, albo wcale"; dziś znacznie więcej wartości widzi w tym, co znajduje się pośrodku. Mały krok może bowiem okazać się łatwiejszy do wykonania niż wielki skok, a jednocześnie wystarczyć, by ruszyć z miejsca.
Książka stała się dla niego również sposobem porządkowania własnych doświadczeń. Autor podkreślał znaczenie pisania jako prostego narzędzia, które pozwala nazwać to, co dotąd pozostawało niewypowiedziane, i choć odrobinę odciążyć głowę. Nie chodzi przy tym o wielkie literackie ambicje - czasem wystarczy kartka i kilka zdań zapisanych wyłącznie dla siebie.
"Troszki" mają więc proponować nie kolejną receptę na doskonałe życie, lecz łagodniejsze spojrzenie na codzienność. Bez gwałtownego zatrzymywania się, bez obowiązku natychmiastowej przemiany - za to z większą uwagą na własne tempo i sygnały, które łatwo przeoczyć w ciągłym pędzie.






