Od fortepianu do saksofonu. Zaczęło się od młodzieńczego uporu
Muzyczna przygoda Olafa Gąsiorka rozpoczęła się, gdy podjął naukę gry na fortepianie. Po pewnym czasie zrobił jednak roczną przerwę, a kiedy postanowił wrócić do muzyki, zainteresował się zupełnie innym instrumentem; był wówczas nastolatkiem, ale zdecydowanie sprawiło, że nie czekał nawet na zgodę rodziców.
"Uparłem się, że będę grać. Nawet nie pytałem o to rodziców, tylko umówiłem się na lekcje z nauczycielem" - wspominał.
Nowa pasja szybko pochłonęła go bez reszty. Młody muzyk spędzał długie godziny w pomieszczeniu urządzonym w przydomowym garażu, gdzie ćwiczył niezależnie od pory dnia. Zdarzało mu się grać nawet do trzeciej czy czwartej nad ranem. Z czasem zaczął także publikować nagrania w mediach społecznościowych, traktując je jako przestrzeń do dzielenia się własnymi interpretacjami muzycznymi.
To właśnie internetowa aktywność pomogła mu otworzyć drzwi do znacznie większych scen. Pierwsza szczególna okazja pojawiła się jednak w okolicznościach, których sam zupełnie się nie spodziewał.
Piaseczny wypatrzył go na widowni. Niebawem zagrali razem
Gąsiorek wybrał się na koncert Andrzeja Piasecznego w rodzinnym Oświęcimiu. Miał na sobie koszulkę z napisem "Polski Jazz" i w pewnym momencie usłyszał, jak wokalista zwraca się bezpośrednio do niego ze sceny. Piaseczny zapytał, czy gra na saksofonie, a następnie zainteresował się, czy ma przy sobie instrument. Zaskoczony Olaf musiał przyznać, że saksofon został w domu.
Na tym historia się jednak nie skończyła. Artysta zaprosił go na kolejny koncert, tym razem już z instrumentem. Obaj spotkali się na próbie, a następnie wystąpili razem przed publicznością. Dla młodego saksofonisty było to doświadczenie, które na długo zapadło mu w pamięć.
"Pierwszy raz wtedy poczułem taką wolność sceniczną. […] Odpłynąłem na tej scenie" - opowiadał, tłumacząc, że właśnie wówczas po raz pierwszy tak silnie odczuł możliwość wyrażania własnych emocji poprzez muzykę.
Kolejna ważna współpraca również rozpoczęła się w internecie. Dawid Kwiatkowski zorganizował konkurs polegający na nagraniu partii trąbki do jednego ze swoich utworów. Gąsiorek uznał jednak, że spróbuje swoich sił na saksofonie. Pomysł okazał się trafiony, a nagranie otworzyło mu drogę do wspólnych koncertów z wokalistą. Początkowo planowano tylko jeden występ, ostatecznie skończyło się na trzech.
Dziś Olaf ma już za sobą doświadczenia sceniczne, które jeszcze kilka lat temu mogły wydawać się odległym marzeniem. Nie oznacza to jednak, że uważa naukę za zakończoną. Jak podkreślił podczas rozmowy, sam saksofon jest dla niego przede wszystkim środkiem artystycznego wyrazu.
"Nie jestem po prostu saksofonistą, jestem muzykiem" - zaznaczył, wyjaśniając, że instrument stanowi narzędzie pozwalające przekazywać słuchaczom emocje.
Muzyka i stomatologia. Dwie pasje, z których nie zamierza rezygnować
Choć scena zajmuje ważne miejsce w jego życiu, Gąsiorek nie ogranicza swoich planów do działalności muzycznej. Równolegle studiuje stomatologię i - jak przyznał - udaje mu się godzić wymagające studia z koncertami oraz rozwijaniem twórczości.
Co istotne, nie traktuje tej dziedziny wyłącznie jako zabezpieczenia na wypadek niepowodzenia w muzyce. Podczas rozmowy podkreślił, że również tę drogę zawodową chciałby kontynuować, a ukończenie studiów jest dla niego ważnym celem.
"To jest ścieżka, którą chcę w życiu kontynuować. Jest to dla mnie bardzo ważne, żeby skończyć te studia, żeby później leczyć ludzi" - wyjaśnił.
Na razie młody saksofonista nie musi jednak wybierać między dwiema dziedzinami. Kolejne koncerty, nowe muzyczne doświadczenia i nauka na uczelni pozostają równoległymi częściami jego codzienności, w której - jak sam przyznaje - muzyka odgrywa szczególną rolę.







