Od 17:17 do 20:54. Skąd biorą się tak duże różnice?
Najwcześniej do kolacji siada się w Finlandii - średnia deklarowana godzina to bowiem 17:17; niedługo później pojawiają się Niderlandy z "wynikiem" 18:08, podczas gdy Polska lokuje się niemal dokładnie pomiędzy północnym a południowym modelem - nad Wisłą jest to wszak 19:02. W drugiej części listy znajduje się Portugalia - z godziną 19:59, zestawienie zamyka zaś Hiszpania, gdzie przeciętna kolacja przypada dopiero na 20:54. Finlandię i Hiszpanię dzielą tym samym aż trzy godziny i trzydzieści siedem minut.
Warto przy tym pamiętać, że badanie dotyczyło deklarowanej pory posiłku w typowym dniu powszednim, a nie dokładnego zapisu każdej kolacji. Otrzymane wyniki pokazują więc przede wszystkim, co w poszczególnych krajach uchodzi za zwyczajną godzinę jedzenia. Obraz ten trudno sprowadzić do jednej prawidłowości.
(Pozornie) oczywistym wyjaśnieniem wydaje się kwestia klimatu. Intuicyjnie można bowiem założyć, że mieszkańcy i mieszkanki cieplejszego Południa czekają z jedzeniem na późniejszą, chłodniejszą część dnia, podczas gdy Północ jada wcześniej. Problem w tym, że samo światło słoneczne nie układa wyników w podobnie prosty sposób. We wrześniu zachód słońca w Helsinkach przypada znacznie później niż przeciętna fińska kolacja, a Portugalię i sąsiednią Hiszpanię - o podobnych warunkach klimatycznych - dzieli w badaniu niemal godzina. Klimat może więc wpływać na rytm dnia, ale sam w sobie nie wystarcza do wyjaśnienia tego, kiedy w poszczególnych krajach rozpoczyna się wieczorny posiłek.
Nie wystarczają również czynniki społeczno-ekonomiczne, takie jak długość pracy, czas dojazdów czy poziom zamożności. Finlandia i Hiszpania znajdują się na przeciwnych krańcach zestawienia, mimo że pod względem części wskaźników wcale nie dzieli ich przepaść.
Znacznie lepiej sprawdza się pojęcie "zegara społecznego". Kolacja nie jest bowiem odizolowanym punktem dnia, lecz ostatnim ogniwem dłuższego łańcucha. Jej pora zależy od godziny rozpoczęcia pracy, wcześniejszych posiłków, powrotu do domu czy czasu potrzebnego na przygotowanie jedzenia. Jeśli cały ten układ kończy się później, wraz z nim przesuwa się również wieczorny posiłek.
Znaczenie ma ponadto to, czy kolacja pozostaje wydarzeniem wspólnym. W Polsce sześćdziesiąt trzy procent badanych deklaruje codzienne jedzenie przy stole. W takim przypadku nie wystarczy głód jednej osoby - trzeba jeszcze zsynchronizować kilka harmonogramów. Polska godzina 19:02 może być więc postrzegana jako swoisty kompromis między zakończeniem dnia pracy, obowiązkami domowymi i przywiązaniem do wspólnego posiłku.
Jednocześnie polska kolacja nie należy do szczególnie długich. Trwa przeciętnie dwadzieścia dwie minuty, a trzydzieści dziewięć procent badanych kończy ją w ciągu od dziesięciu do dziewiętnastu minut. Rodzinny stół wciąż zachowuje zatem znaczenie, ale funkcjonuje już w rzeczywistości, w której czas pozostaje jednym z najcenniejszych codziennych zasobów.
Ta sama godzina, inny moment dnia. Gdy zegar rozmija się ze słońcem
Szczególnie dobrze widać to na przykładzie Hiszpanii, gdzie do zwyczajów społecznych dochodzi jeszcze nietypowa relacja pomiędzy czasem urzędowym a słonecznym. W 1940 roku kraj przesunął czas prawny o godzinę naprzód. Kontynentalna Hiszpania funkcjonuje dziś w tej samej strefie czasowej co Polska, choć geograficznie leży znacznie dalej na zachód - w rezultacie 21:00 w Madrycie odpowiada innemu momentowi dnia słonecznego niż 21:00 w Warszawie.
Nie oznacza to, że decyzja sprzed ponad ośmiu dekad sama stworzyła zwyczaj późnych kolacji. Pozwala jednak zrozumieć, dlaczego porównywanie wyłącznie cyfr na zegarku może prowadzić na manowce. Raz ukształtowany rytm dnia utrwalają bowiem godziny pracy, funkcjonowanie restauracji i sklepów, wieczorna rozrywka czy po prostu oczekiwanie, że pewne czynności wykonuje się o określonej porze. Z czasem wszystkie te elementy zaczynają wzajemnie się podtrzymywać.
Podobnie ostrożnie należy traktować zjawisko siesty jako prostego wyjaśnienia hiszpańskiego przypadku. Historyczna tradycja dłuższej przerwy w środku dnia oraz dzielonego czasu pracy rzeczywiście wpływała na organizację codzienności, nie oznacza to jednak, że współczesne Hiszpanki i Hiszpanie jedzą późno dlatego, że wcześniej powszechnie ucinają sobie popołudniową drzemkę. Znacznie ważniejsze pozostaje przesunięcie całej sekwencji dnia, a nie jeden barwny obyczaj.
Różne pory kolacji trudno więc sprowadzić do prostej opowieści o chłodnej Północy i gorącym Południu. Klimat i światło tworzą pewne ramy, godziny pracy oraz szkoły nakładają kolejne ograniczenia, gospodarstwa domowe muszą zsynchronizować swoich członków i członkinie, kultura podpowiada zaś, która z dostępnych godzin wydaje się "normalna". Zwyczajna kolacja okazuje się tym samym niewielkim codziennym rytuałem, w którym odbija się niemal cała organizacja życia.
Zobacz też:
W Chinach przy stole obowiązują inne zasady. Europejczycy robią wszystko odwrotnie







