Paradoks obfitości, czyli o kruchych fundamentach potężnej dynastii
Początek dziewiętnastego stulecia zastał brytyjską rodzinę królewską w położeniu wysoce paradoksalnym; Jerzy III (panujący od roku 1760) doczekał się bowiem aż dziewięciu synów i sześciu córek - z pozoru państwo wydawało się więc całkowicie zabezpieczone pod względem przyszłej sukcesji. W rzeczywistości jednak Hanowerowie (zasiadający na tronie od śmierci królowej Anny w roku 1714) doświadczali osobliwego impasu.
Najstarszy syn panującego Jerzego III (od 1811 roku sprawujący władzę jako regent, w związku z postępującym obłędem ojca) Jerzy, książę Walii - który to zapisał się w annałach jako władca wysoce niepopularny, między innymi dzięki ostentacyjnemu trwonieniu państwowych funduszy - doczekał się zaledwie jednej prawowitej dziedziczki. Była nią księżniczka Karolina, w której Brytyjczycy i Brytyjki upatrywali obietnicy stabilności oraz wizerunkowego odrodzenia. Złudzenia te prysły w 1817 roku, gdy zaledwie dwudziestojednoletnia księżniczka zmarła w wyniku powikłań po pierwszym porodzie (nie pozostawiając jednocześnie przy życiu potomka).
Jej śmierć obnażyła fatalną sytuację pozostałych braci regenta. Drugi w kolejności Fryderyk, książę Yorku i Albany, trwał w małżeństwie bezdzietnym. Trzeci syn króla - Wilhelm, książę Clarence i St Andrews (późniejszy Wilhelm IV) - miał co prawda w późniejszym okresie dwie prawowite córki ze związku z królową Adelajdą, obie zmarły jednak przed ukończeniem pierwszego roku życia; niezależnie od legalnego mariażu przez dwie dekady żył on również w związku z irlandzką aktorką komediową, Dorotheą Jordan - para doczekała się wprawdzie aż dziesięciorga dzieci, lecz z racji statusu podlegały one trwałemu wykluczeniu z linii dziedziczenia (na mocy Royal Marriages Act z 1772 roku). Ponieważ ówczesne prawo ustrojowe omijało starszą córkę Jerzego III - również Karolinę, noszącą tytuł księżniczki królewskiej - ciężar przedłużenia dynastii okazywał się spadać na czwartego w kolejności brata, a więc Edwarda Augusta, księcia Kentu i Strathearn.
Świadomość potencjalnego kryzysu zmusiła ówcześnie rządzących do podjęcia pragmatycznych kroków - premier brytyjskiego rządu Robert Jenkinson, hrabia Liverpoolu, zaoferował królewskim braciom całkowitą spłatę ich astronomicznych zadłużeń (będących pokłosiem dekad hulaszczego życia) oraz znaczące podwyżki apanaży, stawiając w zamian surowy warunek: natychmiastowe porzucenie dawnych i zawarcie w pełni legalnych związków. W lipcu 1818 roku na ślubnym kobiercu stanął tym samym wspomniany już książę Kentu i Strathearn (mający wówczas pięćdziesiąt lat); odesławszy uprzednio swą wieloletnią francuską towarzyszkę do klasztoru, poślubił trzydziestojednoletnią wdowę posiadającą już dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa - księżniczkę Wiktorię z Saxe-Coburg-Saalfeld.
Córka, będąca owocem tego ratunkowego związku, przyszła na świat 24 maja 1819 roku, zajmując piąte miejsce w kolejce do korony (za trzema starszymi braćmi ojca oraz nim samym). Jej wstąpienie na tron stało się możliwe wskutek nieubłagalnej sekwencji wydarzeń, które systematycznie przerzedzały wyższe szczeble dynastycznej drabiny - zaledwie rok po narodzinach przyszłej królowej Wiktorii zmarli niemal jednocześnie książę Edward August oraz król Jerzy III; władzę objął wówczas książę Walii, jako Jerzy IV, który po stracie jedynej potomkini nigdy nie doczekał się już potomstwa. Gdy w 1827 roku bezdzietnie odszedł książę Yorku i Albany, a w roku 1830 zmarł kolejny monarcha - ustępując miejsca księciu Clarence i St Andrews, który rozpoczął panowanie jako Wilhelm IV, w pełni zarysowała się ostateczna droga do korony. Wobec braku prawowitych dziedziców, bratanica nowego króla urosła do rangi bezpośredniej następczyni tronu potężnego imperium.
Urosnąwszy do rangi dziedziczki imperium, młoda arystokratka trafiła w tryby tak zwanego "systemu z Kensington". Ów misterny zbiór zakazów - skonstruowany przez jej matkę oraz sir Johna Conroya, pełniącego rolę kontrolera jej dworu - służył jednemu celowi: wykreowaniu uległej, w pełni zależnej od nich postaci. Przyszłą władczynię poddano tym samym izolacji społecznej, odcinając ją od dworskich realiów; księżna Kentu i Strathearn celowo unikała przy tym otoczenia Wilhelma IV, tłumacząc to rzekomą "odrazą do jego nieślubnego potomstwa". Funkcjonując pod nieustannym nadzorem, następczyni tronu stała się ściśle kontrolowanym elementem dworskiej układanki; jej matka liczyła przy tym na sprawowanie w jej imieniu regencji, w czym pomóc miała przedwczesna śmierć panującego monarchy.
Wilhelm IV przejrzał ową intrygę - nie darzył przy tym matki swojej następczyni choćby cieniem zaufania. Dał temu wyraz choćby podczas bankietu zorganizowanego w 1836 roku, gdy w obecności tłumu gości i gościń wygłosił bezkompromisową orację - wyraził wówczas ufność, że dane mu będzie przeżyć kolejne dziewięć miesięcy, by w ten sposób przekazać władzę bezpośrednio w ręce pełnoletniej następczyni, omijając szerokim łukiem ulegającą "złym doradcom" matkę. Życzenie króla spełniło się z historyczną precyzją, zmarł on bowiem niespełna cztery tygodnie po osiemnastych urodzinach bratanicy; przejęcie przez nią korony w czerwcu 1837 roku przyniosło natychmiastową emancypację, zwieńczone rychłym wygnaniem Conroya z królewskiego dworu.
Królowa Aleksandryna (która wolała zostać Wiktorią)
Nie mniej frapująca pozostaje kwestia kształtowania tożsamości nowej władczyni. Kobieta, od której imienia nazwano całą nadchodzącą epokę, początkowo nie była bowiem Wiktorią, a przynajmniej nie tak brzmiało jej pierwsze imię. Rodzice wybrali dla niej początkowo zestaw złożony z aż pięciu mian: Aleksandryna Wiktoria Georgiana Karolina Augusta. Jerzy, książę-regent, napędzany małostkowością, kategorycznie odrzucił jednak ów pomysł - doszedł wszak do wniosku, że żeńska forma jego własnego imienia (George) straci na godności, figurując w rejestrze za imieniem mającym uczcić rosyjskiego cara Aleksandra I (będącego jednym z rodziców chrzestnych nowo narodzonej księżniczki); w efekcie wykreślił ją bezpowrotnie, zdejmując z listy także pozostałe brytyjskie odniesienia. Finał tego absurdu rozegrał się nad chrzcielnicą - w kaplicy Pałacu Kensington niejako "narzucono" bowiem rodzicom wyłącznie "Aleksandrynę", by ostatecznie "dopuścić" również imię matki - Wiktoria.
Chrzcielny dyktat został anulowany w czerwcu 1837 roku; kiedy pierwsze druki państwowe miały ogłosić panowanie "królowej Aleksandryny Wiktorii", ta nakazała permanentne wymazanie pierwszego członu ze wszystkich dokumentów urzędowych. Zabieg ten stanowił nie tylko wyraz estetycznej niechęci do wschodnich brzmień, ale przede wszystkim ostateczny akt emancypacji. Mechanizm operowania imieniem tronowym powtórzył się jeszcze dwukrotnie: syn Wiktorii - Albert - zdecydował się bowiem na Edwarda VII, zaś jej prawnuk (ojciec królowej Elżbiety II) odrzucił to samo imię na rzecz Jerzego VI.
Babka kontynentu. Małżeńska pajęczyna i dynastyczne wpływy
Fascynująca klamra losów monarchini zamyka się ostatecznie w mechanizmie, z którego ród Hanowerów czerpał przed laty ocalenie - w starannie zaplanowanych małżeństwach. Królowa wraz z mężem, księciem Albertem, doczekała się czterech synów i pięciu córek; potomstwo to posłużyło wkrótce do skonstruowania potężnej siatki wpływów. Koncepcja Alberta była ze wszech miar idealistyczna - zakładała, że skoligacenie przewidywalnej, brytyjskiej monarchii konstytucyjnej z zagranicznymi autokracjami ociepli stosunki panujące na kontynencie. Para zakładała, że zintegrowanie europejskich dworów silnymi więzami pokrewieństwa całkowicie wyeliminuje ryzyko międzynarodowych starć.
Najstarszą córkę, ochrzczoną imieniem swojej matki, wydano tym samym za księcia w rodzącym się Cesarstwie Niemieckim; dziedziczka księżniczki Alicji zasiadła u boku cara Mikołaja II w Rosji; linia księcia Artura złączyła się z rodami Skandynawii, a potomkini księżniczki Beatrycze wyjechała na dwór do Madrytu.
Pacyfistyczne marzenia legły w gruzach w latach 10. XX wieku; fakt, że zwaśnionymi mocarstwami dowodzili de facto kuzyni, nadał sporowi wysoce pałacowy wymiar. Patrząc jednak z perspektywy czystego, arystokratycznego przetrwania, strategia matrymonialna odniosła gigantyczny sukces. Pomimo upadku dawnego porządku, na zdecydowanej większości funkcjonujących współcześnie tronów - od Pałacu Buckingham, przez hiszpański dwór, aż po monarsze rezydencje Danii, Norwegii czy Szwecji - zasiadają bezpośredni spadkobiercy Wiktorii, cementując jej dożywotni status jako babki Europy.







