Michał Szulim odwiedził już blisko 80 krajów, a część swoich najważniejszych podróży odbywa w wyjątkowym towarzystwie: 75-letniej mamy Bożeny. Podróżnik, autor czterech książek, dziennikarz i wokalista zespołu Plateau od lat dzieli życie między muzykę a wyprawy po świecie. Razem z mamą byli m.in. w Senegalu, Gruzji, Jordanii, przemierzyli Bałkany i wielokrotnie wracali do Włoch oraz Hiszpanii. W studiu "halo tu polsat" opowiedzieli, dlaczego wspólne wyjazdy stały się ich rodzinną tradycją, jak radzą sobie z nieprzewidzianymi przygodami i dlaczego kilka dni spędzonych razem jest dla nich cenniejsze niż najbardziej egzotyczny kierunek.
Podróże seniorów bez nudy. Zaczęli od Pragi, potem był Senegal
Pomysł na wspólne podróżowanie dojrzewał stopniowo. Michał Szulim wspominał, że zaczynali od krótszych wyjazdów, m.in. do Pragi. Później razem przemierzali Budapeszt na rowerach, pojechali do Gruzji, a następnie ruszyli jeszcze dalej - do Senegalu.
Dziś podróżnik stara się każdego roku wygospodarować kilkanaście dni, które spędza z mamą poza domem. Najchętniej wybiera kierunki nieoczywiste i miejsca, które wcześniej sam poznał oraz uznał za warte pokazania najbliższej osobie.
Bożena Szulim przyznała, że syn dobrze zna jej upodobania. Szczególne miejsce na jej podróżniczej mapie zajmują Włochy, do których wspólnie wracali już kilka razy. Michał ma jednak kolejne plany. W studiu zdradził, że próbuje przekonać mamę do Maroka, a nawet do Indii.
Podróże po 70. roku życia? Bożena Szulim pokazuje, że można zwiedzać aktywnie
Ich wyjazdy nie mają wiele wspólnego z odpoczynkiem przy hotelowym basenie. To intensywne zwiedzanie, lokalny transport i spontaniczne sytuacje, których nie sposób wcześniej zaplanować. Michał podkreślał przy tym, że jego mama doskonale odnajduje się w takim stylu podróżowania.
"Mama się okazała znakomitym kompanem podróży, nie narzeka" - mówił w naszym studiu. Przyznał też, że podczas wspólnych wyjazdów oboje potrafią znaleźć kompromis. On nieco zwalnia, a pani Bożena czasem przyspiesza. Kiedy ich tempo zupełnie się rozjeżdża, rozwiązanie jest proste - mama odpoczywa, a Michał zwiedza najbliższą okolicę i po pewnym czasie wraca.
Właśnie takie sytuacje sprawiają, że ich podróże nie są wyłącznie kolekcjonowaniem kolejnych miejsc na mapie. To także okazja, by poznać się na nowo na zupełnie innym etapie życia.
Miewają też nieprzewidziane przygody. W Senegalu chcieli "kupić" mamę za dwie kozy
Nie brakuje też historii, które po latach zamieniają się w rodzinne anegdoty. Jedna z najbardziej niezwykłych wydarzyła się w Senegalu. Na miejscowym dworcu do Michała i jego mamy podszedł mężczyzna, który zaczął interesować się panią Bożeną.
Jak ze śmiechem opowiadał podróżnik, nieznajomy miał zaoferować za jego mamę... dwie kozy. Bożena Szulim potwierdziła, że podczas tej wyprawy nie brakowało sytuacji, które z europejskiej perspektywy mogły wydawać się całkowicie niecodzienne.
Podróże przynoszą jednak także mniej zabawne niespodzianki - nietrafione noclegi czy konieczność szybkiej zmiany planów. Bożena podkreślała, że ufa doświadczeniu syna i wie, że potrafi on znaleźć rozwiązanie nawet wtedy, gdy coś idzie niezgodnie z planem.
Zobacz też: Ta kolej wygląda jak z filmu. Jesienią trasa zachwyca najbardziej
Podróżowanie z dorosłym synem zbliżyło ich na nowo. "W tej chwili mamy czas dla siebie"
Najważniejszy w tej historii nie jest jednak ani Senegal, ani Włochy, ani liczba odwiedzonych państw. Podczas rozmowy w "halo tu polsat" Bożena Szulim przyznała, że wspólne wyjazdy pozwoliły jej i synowi odbudować relację na nowym etapie życia.
"Bardzo sobie cenię te 24 godziny, kiedy jesteśmy przez tydzień razem od rana do wieczora" - mówiła. Przyznała też, że miejsce przestało mieć dla niej większe znaczenie. Najważniejsze jest samo to, że wsiadają razem do samolotu i zaczynają kolejną wspólną przygodę.
Michał z kolei mówił o tych podróżach jako o swojej formie wdzięczności wobec mamy. Na co dzień najczęściej podróżuje samotnie, ale - jak przyznał - właśnie z nią jeździ mu się wyjątkowo swobodnie.
Ich historia pokazuje też, że wspólna podróż nie musi oznaczać wyprawy na drugi koniec świata. Może zacząć się od weekendu w innym mieście. Najważniejszy okazuje się czas, którego w codziennym pędzie tak często dla siebie brakuje.
Zobacz też: Zjesz obiad w lokalu i dostaniesz talerz na pamiątkę. Tradycja ma 60 lat







