Niestałe archiwum prehistorii. Geologiczna i wizerunkowa droga australijskich ostańców
Wizualny urok kryje prehistoryczne dziedzictwo - "apostolskie" kolumny stanowią wszak jedno z najcenniejszych archiwów paleoklimatycznych; ich geneza sięga środkowego i późnego miocenu - okresu oddalonego o kilkanaście milionów lat, gdy południowo-zachodnie obszary współczesnej Australii stanowiły dno ogromnego morza. Temperatury utrzymywały się wówczas na znacznie wyższym poziomie, a stężenie dwutlenku węgla w atmosferze obfitowało w wartości traktowane współcześnie jako krytyczne. W wodach tych rozkwitało życie niezliczonych mikroorganizmów, w tym także otwornic (występujących po dziś dzień organizmów z królestwa protistów); to ich pancerze, opadając na dno po zakończeniu życiowego cyklu, utworzyły masywne osady. Współczesne ekspertyzy wskazują, że zaledwie jedna ocalała kolumna zawiera w sobie setki bilionów mikroskamieniałości zamkniętych w litym węglanie wapnia.
Nagromadzenie minerałów nie uformowałoby jednak podobnego krajobrazu, gdyby nie zjawiska tektoniczne; oddzielenie się Australii od Antarktydy (co nastąpiło około trzydziestu milionów lat temu), a następnie dryf tejże na północ, doprowadziły do ogromnych nacisków; zgromadzone napięcie wypiętrzyło wówczas wapienne płyty ponad lustro wody, pozostawiając w strukturze skał drobne uskokowe skazy - swoiste słabe punkty, w które epoki później zaczęły uderzać spienione fale, inicjując proces rzeźbienia ostańców.
Dlaczego te funkcjonują jednak w powszechnej świadomości pod tak wzniosłą nazwą? Nim do gry weszła masowa turystyka, przybywający do brzegów Australii kierowali się czystym utylitaryzmem. Pod koniec osiemnastego stulecia angielski żeglarz George Bass, poszukując czytelnych punktów orientacyjnych, określił ten obszar mianem Sow and Piglets (a więc "Maciory i Prosiąt") - największa bryła lądu (zwana Muttonbird Island) uchodziła w tym zestawieniu za zwierzęcą matkę, podczas gdy mniejsze, odizolowane filary symbolizowały jej potomstwo. Nim utrwalił się sakralny mit, ostańce znane były lokalnie również pod nazwą The Pinnacles (a więc "Szczyty"). Prosta nomenklatura funkcjonowała przez ponad sto lat, stanowiąc niezawodny znak dla statków docierających ze Starego Kontynentu. Sytuacja uległa jednak zmianie po budowie słynnej Great Ocean Road (a więc malowniczej trasy widokowej, przebiegającej wzdłuż wybrzeża stanu Wiktoria) - trasa ta od samego początku miała pełnić funkcję monumentalnego pomnika pamięci, stąd też szybko dostrzeżono głęboki dysonans. W 1922 roku podjęto więc oficjalną decyzję o formalnym przemianowaniu całej grupy, nadając formacji biblijną tożsamość; w wizerunkowym zabiegu tkwił jednak ironiczny szczegół - nowa narracja całkowicie zignorowała bowiem rzeczywistość fizyczną; w momencie zmiany nazwy można było wszak dostrzec najwyżej dziewięć kolumn.
Fenomen tego miejsca opiera się na zestawieniu gigantycznego wieku samego budulca z wyjątkowo krótkim trwaniem ukształtowanego zeń krajobrazu. Fale "zjadają" podstawy klifów w nieubłaganym tempie, osiągającym nierzadko dwa centymetry rocznie. Cykl życia ostańca - od drążenia głębokiej jaskini, poprzez powstanie skalnego łuku, aż po nagłe zawalenie się do wody - nieustannie postępuje (na oczach tysięcy turystów i turystek odwiedzających to miejsce każdego roku). Przypomnieniem o tej nietrwałości był rok 2005, kiedy to jeden z najwyższych, pięćdziesięciometrowych filarów osunął się niespodziewanie do oceanu, pozostawiając po sobie jedynie hałdę wapiennego gruzu. Niedługo później, bo już jesienią 2009 roku, runęła jedna z mniejszych formacji w pobliżu The Twelve Apostles, co ostatecznie uświadomiło bezwzględność procesów geologicznych. Dziś z dziewięciu pierwotnych kolumn falom wciąż opiera się zaledwie siedem (z czego jedynie sześć można dostrzec z głównego tarasu widokowego).
Badacze oraz badaczki wskazują przy tym jednoznacznie, że żaden z ocalałych monumentów nie posiada licencji na nieśmiertelność - kolejne pęknięcia w strukturze wapienia powiększają się każdego dnia, a zawalenie się następnych "apostołów" jest kwestią czasu. Wybrzeże to podlega jednak ciągłemu cyklowi - przewiduje się, że podmywane obecnie cyple lądu staną się w przyszłości zupełnie nowymi, wapiennymi ostańcami, zachowując wizualną potęgę regionu dla kolejnych pokoleń. Nawet w świecie natury nic nie jest dane więc raz na zawsze - bez względu na to, jak pomnikowe by się zdawało.







