Mniej przewodów na widoku. Kilka prostych trików robi dużą różnicę
Okolice szafki ze sprzętem RTV to jedno z miejsc, w których przewody szczególnie łatwo wymykają się spod kontroli. Co więcej, część z nich właściwie nigdy nie jest odłączana, a mimo to potrafi opaść na podłogę, plątać się i utrudniać sprzątanie. Gajewski zaproponował rozwiązanie wyjątkowo proste - zwykłe samoprzylepne haczyki, podobne do tych używanych w łazienkach. Przyklejone z tyłu mebla mogą utworzyć rodzaj prowadnicy, na której układa się przewody. Dzięki temu nie leżą one pod szafką i pozostają niewidoczne z perspektywy kanapy.
Kilka kabli można dodatkowo spiąć rzepem albo opaską. Ta druga metoda jest mniej wygodna w przypadku przewodów, które trzeba co jakiś czas odłączać, ponieważ plastikową opaskę zaciskową najczęściej trzeba później przeciąć. Rzep daje większą swobodę i można wykorzystywać go wielokrotnie.
Osobnym źródłem bałaganu bywają ładowarki. Zamiast kilku kostek do telefonu, zegarka czy kolejnych urządzeń można sięgnąć po jedną, obsługującą kilka sprzętów jednocześnie. Gajewski pokazywał model łączący przewodowe porty z miejscem do magnetycznego ładowania zegarka. Zasada jest prosta: zamiast kilku zasilaczy i kilku miejsc w gniazdku pozostaje jeden element, którym łatwiej zarządzać.
Jeszcze mniej widocznym rozwiązaniem może być ładowarka indukcyjna montowana pod blatem. Przy odpowiednim rodzaju i grubości powierzchni urządzenie pozostaje ukryte, a telefon wystarczy położyć w wyznaczonym miejscu na szafce czy blacie. Kabel biegnie z kolei za meblem, poza zasięgiem wzroku.
Koniec z szukaniem końcówek. Biurko można uporządkować raz, a dobrze
Jeszcze większe wyzwanie stanowi domowe stanowisko pracy. Laptop często trzeba zabrać z biurka, a wtedy rozpoczyna się odpinanie zasilania, monitora, myszy czy kolejnych akcesoriów. Po powrocie sytuacja się powtarza, przewody spadają za blat, a poszukiwanie ich końcówek wymaga dobrze znanego "nurkowania" pod biurko.
Najtańszy patent pokazany w studiu znów opierał się na rzepie. Jedną jego część można przykleić do mebla, drugą umieścić na przewodzie. Po odłączeniu kabla wystarczy przymocować go do krawędzi albo spodniej części blatu. Końcówka pozostaje wtedy dokładnie tam, gdzie powinna, zamiast znikać za biurkiem. Taki rzep nie musi być przy tym produktem przeznaczonym specjalnie do elektroniki - zwykła samoprzylepna rolka może przydać się w kilku miejscach w domu.
Bardziej zaawansowane rozwiązanie polega nie tyle na ukrywaniu przewodów, ile na faktycznym ograniczeniu ich liczby. Odpowiednio wyposażony monitor czy hub mogą przejąć rolę centrum całego stanowiska. Klawiatura, mysz, sieć czy inne urządzenia pozostają podłączone na stałe, a laptop łączy się z całością jednym przewodem.
Nie każdy dom wymaga oczywiście kompletnej technologicznej przebudowy. Czasem największą różnicę robią najprostsze rozwiązania - schowanie przewodów za meblem, przypięcie ich rzepem, ograniczenie liczby ładowarek czy wyznaczenie stałego miejsca dla końcówek kabli. Zamiast bez końca rozplątywać ten sam chaos, łatwiej sprawić, by w ogóle nie miał okazji powstać.







