Dźwiękowy "casting" dziejów. Krótka historia niedoszłych polskich hymnów
Hymn jaki jest, każdy słyszy - można by rzec, trawestując słowa Benedykta Chmielowskiego. I choć "Mazurek Dąbrowskiego" cieszy się współcześnie statusem nietykalnego symbolu - tak w zbiorowej świadomości, jak i konstytucyjnym porządku - swój ostateczny kształt zyskał niecałe sto lat temu. Nim jedna melodia stała się bowiem ogólnonarodowym standardem, symboliczną przestrzeń wypełniała intrygująca polifonia państwowotwórczych dźwięków. Analiza "odrzuconych" utworów, aspirujących niegdyś do najwyższych zaszczytów, ukazuje zaś niezwykłe zjawisko klasowych napięć i ustrojowych dylematów - stanowiąc dobitne świadectwo epok poszukujących swego autentycznego głosu. Co więc, jeśli nie "Mazurek..."?

Paradoksy chronologii. O globalnym kontekście państwowych hymnów
Zrozumienie specyfiki rodzimego podwórka wymaga ujęcia tematu w aspekcie globalnym - o ile bowiem każde z państw dzisiejszego świata posiada swój hymn, o tyle kodyfikacja pieśni reprezentacyjnych stanowiła proces niezwykle żmudny. Aż do końca XVIII stulecia tak monarchie, jak i republiki nie posiadały wszak oficjalnie usankcjonowanych, obligatoryjnych melodii, których wyłącznym zadaniem byłoby pełnienie roli państwowego symbolu. Choć koncepcja uroczystych, nierzadko hymnicznych utworów krążyła w obiegu kulturowym od wieków, to ich formalne, prawne zacementowanie pozostaje zjawiskiem stosunkowo nowoczesnym.
Poszukiwania "seniora" prowadzą na ogół do Królestwa Niderlandów - i choć to słusznie szczyci się posiadaniem najstarszego hymnu in genere (tekst i muzyka utworu "Wilhelmus van Nassouwe" pochodzą bowiem jeszcze z XVI wieku), jego zatwierdzenie jako symbolu państwowego nastąpiło znacznie później (dopiero w roku 1932). Podobny paradoks chronologiczny dotyczy Japonii - podczas gdy liryczna warstwa "Kimi-ga-yo" wywodzi się bezpośrednio z IX stulecia, melodię skomponowano tysiąc lat później, a sam status uregulowano ustawowo dopiero w 1999 roku.
Rzeczywisty prymat w tej materii należy tym samym do francuskiej "Marsylianki" - dzieło to, stworzone w 1792 roku przez Claude'a Josepha Rougeta de Lisle'a, zyskało legitymizację trzy lata później, stając się pierwszym na świecie oficjalnie ustanowionym hymnem (w tym też charakterze trwała do lat 30. XIX wieku, by powrócić na swoje miejsce ponad sto lat później). Świadomość niezwykle powolnego procesu może zaś tłumaczyć, dlaczego i nad Wisłą przez długi czas funkcjonowało równolegle kilka równie emocjonalnych koncepcji.
Średniowieczne sacrum. Pierwsze "hymny" w dobie dawnej Polski
Nim oświeceniowe idee ukształtowały nowożytne pojęcie obywatelskości, funkcję prymarnego czynnika integrującego pełniła "Bogurodzica". Najstarszy zachowany (wraz z melodią) tekst poetycki w języku polskim - pełniący zaszczytną rolę carmen patrium, czyli "pieśni ojczystej" - stanowił fundament wczesnej identyfikacji dla ówczesnych mieszkańców i mieszkanek państwa. Pieśń ta, wykonywana w kluczowych, przełomowych momentach dziejowych (chociażby na polach Grunwaldu - 15 lipca 1410 roku) spajała religijne uniesienia z poczuciem odrębności. Niemal równorzędną pozycję w średniowiecznym imaginarium zajmowała pieśń "Gaude Mater Polonia" - XIII-wieczne dzieło Wincentego z Kielczy, opiewające postać Stanisława ze Szczepanowa i uświetniające na ogół monarsze uroczystości. Mimo braku jakichkolwiek regulacji, kompozycje te rezonowały jako niepisane symbole dawnego organizmu państwowego, łącząc sferę duchową z racją stanu.
Pęknięcia i podziały. Społeczne dylematy w cieniu historycznych zrywów
W wieku XVI i XVII żadna z pieśni nie uzyskała podobnego statusu, jednak zmierzch kolejnego stulecia, niosący kres istnienia dawnej Rzeczypospolitej, zrodził potrzebę wykreowania spójnego symbolu państwowotwórczego. Pierwszą nowożytną kompozycją jawnie aspirującą do miana reprezentacyjnego symbolu państwa stał się zaś "Hymn do miłości Ojczyzny" Ignacego Krasickiego (stanowiący w istocie parafrazę arystotelowskiego hymnu do Areté) - zaprezentowany w 1774 roku podczas słynnych obiadów czwartkowych. Utwór ten - inkrustowany do granic klasycystycznym stoicyzmem - afirmował niedogodności znoszone w imię wyższych racji; wzniosłe wyrzeczenie stawało się w tej poezji synonimem najwyższej cnoty moralnej, zarezerwowanej wyłącznie dla "dusz wielkich". Koncept biskupa-poety, jako wysoce intelektualny i silnie elitarny, nie zdołał jednak przeniknąć do powszechnej świadomości niższych warstw społecznych.
Niedługo później (choć w zupełnie innych okolicznościach ustrojowych) odmienną wizję zaprezentował Józef Wybicki - tworząc w Republice Cisalpińskiej - (napoleońskim państwie złożonym z części dzisiejszych Lombardii i Emilii-Romanii) "Pieśń Legionów Polskich we Włoszech". Dynamiczny, egalitarny tekst, stworzony w roku 1797 do melodii ludowego mazurka - zmienił pojmowanie przynależności państwowej, opierając koncepcję trwania nie na utraconych fizycznych granicach, lecz na żyjącej wspólnocie obywateli i obywatelek. Włączenie do liryki elementów ludowego ruszenia nadało zaś przekazowi autentyczny, niemal masowy charakter, sprawiając, że kompozycja ta stała się nośnikiem ponadstanowej solidarności.
Okoliczności późniejszych zrywów zrodziły kolejne muzyczne symbole; "Warszawianka 1831", autorstwa Casimira Delavigné’a i Karola Kurpińskiego, z jej frankofilskim zacięciem i echem minionych przewrotów społecznych, stanowiła apogeum sztuki zaangażowanej - poruszała emocje tłumów, jednak z powodu głębokiego uwikłania w specyficzną, wczesnodziewiętnastowieczną rzeczywistość, została z czasem odrzucona jako nazbyt anachroniczna. W połowie stulecia zadebiutował z kolei "Chorał" Kornela Ujejskiego i Józefa Nikorowicza - kompozycja błagalno-żałobna, będąca reakcją na rabację galicyjską i stanowiąca muzyczne ucieleśnienie mesjanistycznej bezsilności. Niezwykle defetystyczny ton wykluczał jednak ewentualną adaptację w realiach odradzającego się w XX wieku kraju.
Równolegle rozwijał się również nurt krytyczny - pieśń Gustawa Ehrenberga, znana powszechnie jako "Szlachta w roku 1831", oparta na zapożyczonych motywach klasycznych, stanowiła społeczny sprzeciw, skierowany przeciwko dawnej magnaterii. Wskazywanie arystokratycznych elit jako wyłącznych winowajców historycznych upadków zjednało utworowi powszechne uznanie ruchów ludowych, choć polaryzacyjny ładunek całkowicie przekreślił jego szanse na państwowy awans.
Kompromis dwudziestolecia. O odrzuconych alternatywach i stabilizacji symbolu
Wkroczenie w XX stulecie doprowadziło do krystalizacji zupełnie nowych rozwiązań symbolicznych. Dopełniająca się wówczas wizja odrodzonej Polski wymusiła podjęcie konkretnych decyzji, a środowiska opiniotwórcze zaczęły aktywnie debatować nad wyborem uniwersalnego hymnu, który uwiarygodniłby istnienie odrodzonej administracji w oczach obywateli i obywatelek. Fenomenem, tak audialnym, jak i socjologicznym, okazała się pieśń "Boże, coś Polskę". Napisana przez Alojzego Felińskiego (do muzyki Jana Nepomucena Piotra Kaszewskiego) w dobie kongresu wiedeńskiego, jako lojalistyczny hołd dla ówczesnego monarchy, Aleksandra I (pierwotnie jako "Boże, zachowaj Króla", później zaś, od roku 1818, pod nazwą "Pieśń narodowa za pomyślność króla"), uległa oddolnej subwersji. Zmiana zaledwie jednego wersu w refrenie odwróciła całkowicie wektor znaczeniowy utworu, tworząc zeń wolnościowy postulat. W decydującym momencie zrezygnowano jednak z prób uczynienia pieśni hymnem - dostrzeżono bowiem, że utwór o tak wyrazistym profilu mógłby prowadzić do marginalizacji części środowisk.
Równie znamienną pozycję zajmowała monumentalna "Rota" Marii Konopnickiej - z majestatyczną kompozycją Feliksa Nowowiejskiego. Większość historyków i historyczek jasno wskazuje dziś, że o późniejszym odrzuceniu kandydatury utworu na hymn państwowy zadecydowała chłodna kalkulacja - całość posiadała wszak niezwykle konfrontacyjny wydźwięk, a młoda republika, dążąca do dyplomatycznego uspokojenia relacji sąsiedzkich w systemie wersalskim, usilnie unikała niepotrzebnych napięć i ewentualnych not protestacyjnych.
Utwór "My, Pierwsza Brygada" - ze słowami Andrzeja Brzuchala-Sikorskiego i melodią zaczerpniętą pierwotnie od kieleckiej straży pożarnej (funkcjonującej wówczas jako straż ogniowa) - z czasem podniesiony do rangi głównego symbolu przez obóz sanacyjny, uchodził z kolei w oczach znacznej części społeczeństwa za zbyt przesiąknięty frakcyjnością. Ostatecznie zaniechano prób podniesienia "Legionów..." do rangi najwyższego symbolu; obawiano się wszak, że tak zantagonizowany utwór miast jednoczyć, stałby się jedynie zarzewiem nieustannych sporów. Niemniej jednak, od 15 sierpnia 2007 roku pełni on rolę oficjalnej Pieśni Reprezentacyjnej Wojska Polskiego.
Ostatecznie, skomplikowany proces symbolicznej stabilizacji uległ zakończeniu w roku 1927, kiedy to urzędowy status nadano "Mazurkowi Dąbrowskiego". Wybór ten stanowić miał kompromis, zdolny pogodzić zwaśnione strony światopoglądowego sporu. Decyzja ta okazała się wyjątkowo odporna na wstrząsy dziejowe - nawet na przełomie lat 40. i 50. XX wieku, kiedy zakulisowe próby wykreowania zupełnie nowego tekstu zakończyły się całkowitym fiaskiem. Inercja społeczna i wielopokoleniowe przywiązanie do twórczości Wybickiego zablokowały ingerencję ówczesnego aparatu władzy.
"Zwycięstwo" dzieła Wybickiego stanowiło zwieńczenie długotrwałych, fascynujących poszukiwań autentycznego głosu obywateli i obywatelek. Ta wielowątkowa historia przypomina nieustannie, że trwałe symbole rzadko wynikają z suchych dekretów, znacznie częściej rodząc się w tyglu społecznych przemian.






