"Nie można się do tego przyzwyczaić". Ela Romanowska o emocjach na planie
Choć ekipa "Naszego nowego domu" ma za sobą setki historii, emocje wciąż są równie silne. Ela Romanowska podkreśliła, że nie da się przyzwyczaić do wzruszeń i spotkań z rodzinami, które często opowiadają przed kamerami o bardzo trudnych doświadczeniach.
"Nie można i nawet nie trzeba się przyzwyczajać. Nie powinno się i nie chcemy, bo wtedy to byłoby nieludzkie" - mówiła prowadząca.
Jak dodała, bohaterowie programu wykazują się ogromną odwagą, ponieważ otwierają się przed milionami widzów i opowiadają o swoich problemach.
Maciej Pertkiewicz zwrócił uwagę, że to najmłodsi bohaterowie często zmagają się nie tylko z trudnymi warunkami mieszkaniowymi, ale również ze wstydem i poczuciem odrzucenia.
"To są młode osoby, które tak bardzo od życia dostały w kość, że oni się boją, oni się wstydzą, są zamknięci w sobie, są niewidzialni, bo po prostu bardzo się boją tego wszystkiego, co ich spotkało. Te ich wszystkie kłopoty, często bieda, jest dla nich bardzo dużym obciążeniem. I my po prostu tak naprawdę przychodzimy po to, żeby troszeczkę ich wydobyć na powierzchnię" - powiedział architekt.
Ten program to nie tylko metamorfozy domów
Najbardziej poruszające dla ekipy nie jest jednak samo przekazanie wyremontowanego domu. Ela Romanowska przyznała, że ogromne wrażenie robi na niej obserwowanie przemiany bohaterów.
"Ci ludzie, których poznajemy pierwszego dnia i ci ludzie, którzy wracają do nowego domu po tych pięciu dniach, to jest chyba największa i najbardziej spektakularna metamorfoza, jakiej mi przyszło doświadczyć" - mówiła.
I właśnie dlatego ekipa programu postanowiła wrócić do części rodzin po latach. W tym sezonie "Nasz nowy dom" został rozszerzony o dodatkowe odcinki, w których widzowie zobaczą, jak potoczyły się dalsze losy bohaterów.
"Zapadła decyzja, że ten sezon jest rozszerzony o dwa odcinki i wyruszymy do niektórych rodzin, no bo niestety do wszystkich, chociaż bardzo byśmy chcieli, nie damy rady" - wyjaśniła Ela Romanowska.
Wrócili do rodzin po latach. "To było coś niesamowitego"
Maciej Pertkiewicz wspominał swoje wizyty u rodzin, których domy zostały wyremontowane wiele lat wcześniej. Jedna z nich szczególnie zapadła mu w pamięć.
Opowiedział o rodzinie z okolic Łukowa - mamie i dwóch synach. Kiedy ekipa po raz pierwszy zobaczyła ich dom, jego stan był naprawdę dramatyczny. Po remoncie okazało się jednak, że zmiana nie zatrzymała się na nowych ścianach.
"Chłopaki, którzy byli tacy właśnie zahukani, oni rozkwitli sportowo, zaczęli się udzielać społecznie" - wspominał Pertkiewicz.
Zmieniło się również życie ich mamy. Kobieta znalazła nową pracę i zrobiła prawo jazdy. Co więcej, przemianę rodziny zauważyli także sąsiedzi. Zaczęli angażować się w pomoc i zadbali nawet o podwórko oraz ogrodzenie.
To właśnie takie historie pokazują, że remont może być dopiero początkiem większej zmiany.
"Można powiedzieć, że zostawiamy tylko ten dom wyremontowany. My siejemy ziarno, a ono się nagle potem rozrasta i można zbierać z tego plony. Mamy takie hasło - >>wspólnie robimy dobro<< I ono naprawdę ma realne kształty w postaci właśnie takich dalszych inicjatyw, społeczności, sąsiadów, gdzieś kolegów, koleżanek" - podsumowała Romanowska.
Dlatego też w tym sezonie widzowie będą mogli zobaczyć nie tylko kolejne remonty, ale także to, jak po latach zmieniło się życie części rodzin. Przypominamy, że "Nasz dowy dom" można oglądać w czwartki o godz. 20:30 w Polsacie.
Zobacz też:
Wojtek Łozowski pokazał swoją szafę. Ma w niej prawdziwe perełki







