Bard pod warszawską chmurką. Otwarta scena i puls miasta
Kulturalna mapa stolicy zyskała w tym sezonie punkt, który stanowi polską odpowiedź na kultowe, praskie wydarzenia teatralne. Projekt "Szekspir Pod Gwiazdami", inspirowany czeskim festiwalem zainicjowanym przed laty przez Václava Havla, przenosi klasykę dramatu z teatralnych wnętrz wprost do stołecznych Arkad Kubickiego. To format o ogromnej sile przyciągania. Idea, która narodziła się z chęci oddania praskiego zamku obywatelom, ewoluowała w potężne wydarzenie. Dziś spektakle w ramach Letní Shakespearovské Slavnosti grane są nie tylko w trzech różnych lokalizacjach samej Pragi, ale również w wielu innych miastach na terenie Czech i Słowacji. Festiwal co roku gromadzi dziesiątki tysięcy widzów i widzek, a do tworzenia inscenizacji regularnie zapraszani są najlepsi reżyserzy oraz gwiazdy czeskich i słowackich scen.
W pierwszej polskiej odsłonie widzowie i widzki mogą zaś zobaczyć "Sen nocy letniej" - jedną z najczęściej wystawianych sztuk Barda z Avon - w reżyserii Jakuba Krofty, z opracowaniem dramaturgicznym Marii Wojtyszko (duetu, który od lat współpracuje na europejskich scenach, a kilka lat temu wystawił wspólnie praskiego "Makbeta"). To oniryczna opowieść, w której rzeczywistość miesza się z iluzją, a czworo zagubionych w lesie ludzi - Hermia, Helena, Lizander i Demetriusz - staje się igraszką w rękach kapryśnych sił natury. Inscenizacja łączy w sobie lekką formę komediową z muzyką wykonywaną na żywo, a wyjątkowe kostiumy i scenografia pomagają w zderzeniu dwóch kontrastujących światów - racjonalnych ludzi i nieprzewidywalnych elfów. Jak zapowiadała sama odtwórczyni jednej z głównych ról, warszawska publiczność może spodziewać się widowiska nie tylko niezwykle zabawnego, ale i przesyconego ogromną namiętnością.
W elficką królową, eteryczną Tytanię, wciela się bowiem Anna Dereszowska (w dublurze z Anitą Sokołowską). Praca na otwartej scenie wiąże się jednak z zupełnie innymi rygorami niż tradycyjne występy. Aktorzy i aktorki muszą mierzyć się nie tylko z kaprysami letniej aury, ale przede wszystkim z nieustannym pulsem wielkiego miasta. "Utrata" klasycznej przestrzeni teatralnej wymagała wypracowania nowych "mechanizmów obronnych". Nawet lekki deszcz nie jest wszak powodem do przerwania spektaklu, a szyki twórcom i twórczyniom jest w stanie pomieszać wyłącznie nadciągająca nad stolicę burza.
"Jest to zupełnie inny rodzaj grania. Granie w plenerze, z mikroportami, z Wisłostradą z tyłu i z pełnym spektrum odgłosów miasta wokół. Ale jest to walor i trzeba z niego umiejętnie korzystać, a doświadczony aktor z całą pewnością to potrafi", tłumaczyła aktorka.
Poza nią na scenie pojawiają się też między innymi Grzegorz Małecki (Oberon), Bartosz Bielenia (Puk), Dobromir Dymecki (Lizander), Wojciech Kalarus (Spodek), Sebastian Stankiewicz (Ryjek) oraz wielu innych. Sama Dereszowska, komplementując obsadę, wprost przyznała, że scena należy w dużej mierze do znakomitych kobiet, wymieniając również doskonałe role Anny Smołowik (Heleny), Julii Totoszko (Hermii) oraz Anny Lobedan (wcielającej się jednocześnie w Hipolitę oraz elfkę). Spektakle odbywają się - poza poniedziałkami - codziennie aż do 19 sierpnia, każdorazowo o 19:30.
Życie poza sceną. Wyzwania domowej logistyki i docenianie polskiej codzienności
Balansowanie między wieczornymi spektaklami a domową codziennością stanowi dla Anny logistyczne wyzwanie, o czym aktorka opowiedziała przy okazji rozmowy o nowej sztuce. Zaledwie kilka dni przed powrotem na deski ładowała akumulatory podczas wyprawy na Islandię. Jak sama przyznała, przy trójce potomstwa w tak różnym wieku - od tegorocznej maturzystki, przez dziesięciolatka, aż po zaledwie czteroipółletniego syna - to właśnie urlopy oraz święta dają bezcenną przestrzeń, w której wszyscy mogą pobyć razem bez presji szkolnych harmonogramów.
W tym roku wyjątkowym testem dla rodziny okazało się także usamodzielnianie najstarszej pociechy. Osiemnastoletnia Lena wyjechała na wymianę uczniowską do Brazylii. Zderzenie z odmienną kulturą, innym modelem funkcjonowania domostw oraz zupełnie różnym podejściem do rodzicielskiej obecności przy intensywnej pracy zawodowej okazało się niezwykle cenną lekcją. Daleka wyprawa mocno zweryfikowała spojrzenie dziewczyny na codzienność w Polsce.
"Wróciła przede wszystkim z taką obserwacją, że Polska jest wspaniałym krajem, że pięknie się tu żyje i jest bezpiecznie. Zobaczyła, jak różnie wyglądają domy i jak różne potrafi być podejście do obecności w rodzinie. Bardzo doceniła to, że po pracy chce nam się wracać do domu i każdą wolną chwilę poświęcać najbliższym. Usłyszeć to od niej z tego odległego zakątka świata, to było dla mnie niezwykle wzruszające", podsumowała Dereszowska.







