Izabela Trojanowska łamała modowe zasady PRL. Jej styl był manifestem niezależności
Męskie garnitury, koszule, krawaty, krótka fryzura i chłodne spojrzenie. Izabela Trojanowska w latach 80. stworzyła jeden z najbardziej charakterystycznych wizerunków polskiej estrady. Inspirowała się Davidem Bowiem oraz projektami Yves'a Saint Laurenta i Thierry'ego Muglera. Gdy w 1980 roku wystąpiła na festiwalu w Opolu z przebojem "Wszystko, czego dziś chcę", jej odważny styl wzbudzał niemal tyle samo emocji co muzyka. W szarej rzeczywistości PRL ubrania były dla niej czymś więcej niż scenicznym kostiumem - były sposobem wyrażania niezależności.
Dziś styl Izabeli Trojanowskiej można podziwiać na wystawie "Meluzyny z wielkiej płyty. Moda i muzyka w latach 80." w warszawskim Domu Spotkań z Historią. Ekspozycja, której kuratorką jest Karolina Sulej, przypomina także modowe kreacje Kory, Małgorzaty Ostrowskiej, Wandy Kwietniewskiej, Majki Jeżowskiej i Anny Jurksztowicz. Izabela Trojanowska i Karolina Sulej gościły w studiu "halo tu polsat", gdzie opowiedziały o modzie, muzyce i kobiecej niezależności w latach 80.
"Izabela była najmodniejsza". Fryzurę Trojanowskiej kopiowano nawet w Londynie
Na początku rozmowy Tomasz Wolny przypomniał, że lata 80. w Polsce były szare i trudne, a Izabela Trojanowska pokazywała, że można żyć inaczej. "Można błyszczeć na tej scenie światłem własnym i to, ba, jakim kolorem!", mówił nasz prowadzący.
"Izabela była najmodniejsza", zaczęła Karolina Sulej. "Miała wyczucie stylu, które do dzisiaj zachowała, takie, które uwzględniało to, co było kontekstem kulturowym tych czasów", dodała. Kuratorka wystawy przypomniała, że artystka nosiła m.in. stroje od słynnego projektanta Thierry'ego Muglera, zwłaszcza jego charakterystyczne marynarki z mocno podkreślonymi ramionami i wysokimi poduszkami.
Trojanowska opowiedziała właśnie o jednej z takich kreacji, która podczas festiwalu w Sopocie okazała się dość kłopotliwa. "W Sopocie kazano mi wyjąć poduszki", wspominała.
Znakiem rozpoznawczym gwiazdy była również jej charakterystyczna fryzura, która, jak się okazuje, zdobyła popularność nie tylko w Polsce.
"Izabela była tak modna, że w Londynie czesało się à la Polka!", powiedziała Karolina Sulej, a Trojanowska dodała, że do dzisiaj można poprosić o właśnie takie uczesanie.

Lateksowa sukienka i marynarki Thierry'ego Muglera. Styl Izabeli Trojanowskiej nie przemija
Paulina Sykut-Jeżyna zwróciła uwagę, że stroje gwiazdy z lat 80., które mogliśmy podziwiać w studiu, z powodzeniem można byłoby nosić także dzisiaj, i to nie tylko na scenie.
"Moda na lata 80. ciągle wraca. Była prawdziwa, my byliśmy prawdziwi", mówiła Izabela Trojanowska w naszym studiu.
Nasza gościni pokazała nam między innymi jaskrawożółtą, lateksową kreację projektu Jerzego Ilczyny, która choć robiła ogromne wrażenie, nie należała do najwygodniejszych. "Trudno było zdjąć tę sukienkę", wspominała artystka. Obok znajdował się również frak tego samego projektanta, z efektownym biało-czarnym kołnierzem.
"Wszyscy wtedy mieliśmy pragnienie, żeby być trochę mniej szarzy, żeby ubrać się bardziej kobieco, a nie tylko w to, co było w sklepach, a w sklepach było prawie nic", opowiadała Trojanowska.
Paulina Sykut-Jeżyna zwróciła też uwagę na dwie piękne marynarki od Thierry'ego Muglera. Jedna z nich, z nieregularnie wyciętym dekoltem, ma wyjątkowo bogatą historię. Gwiazda zagrała w niej wiele koncertów z Budką Suflera na całym świecie.
"Ta kreacja mogłaby nam wiele opowiedzieć", zauważył Tomasz Wolny. "Zachowajmy trochę prywatności", odpowiedziała ze śmiechem Izabela Trojanowska.
Karolina Sulej opowiedziała również o dwóch barwnych sukienkach należących do Anny Jurksztowicz, które znalazły się w naszym studiu. "Wspaniałe siostrzeństwo, koleżeństwo na tej wystawie nastąpiło", mówiła, nawiązując do artystek, których kreacje można zobaczyć w warszawskim Domu Spotkań z Historią.
Kuratorka zwróciła uwagę, że wszystkie bohaterki wystawy miały własny, niepowtarzalny styl, a wizerunek Trojanowskiej był pod tym względem szczególnie odważny.
"Izabela była taką polską odmianą glamrockowej dziewczyny. [...] Była androgyniczna", opowiadała Karolina Sulej, odnosząc się do stylu łączącego elementy męskiej i kobiecej mody.
"Taki był zamysł, cieszę się, że to było widać", potwierdziła Izabela Trojanowska.
Izabela Trojanowska zdradziła, dlaczego nie uśmiechała się na scenie. "Chciałam włożyć kij w mrowisko"
W studiu "halo tu polsat" mogliśmy zobaczyć także wyjątkową pamiątkę z kariery artystki - rzeźbioną w drewnie koronę, którą otrzymała wraz z berłem i tytułem Miss Obiektywu.
Ważną częścią scenicznego wizerunku Trojanowskiej, obok efektownych stylizacji i fryzur, był mocny makijaż i jeszcze mocniejszy wyraz twarzy. Jej charakterystyczny brak uśmiechu zdawał się dopowiadać to, co ukryte między wierszami piosenek. Okazuje się jednak, że za tą sceniczną powagą kryło się coś więcej.
"Chciałam włożyć kij w mrowisko", przyznała Izabela Trojanowska.
Artystka przypomniała, że zanim pojawiła się na festiwalu w Opolu, wokalistki prezentowały tam przede wszystkim bardzo kobiece, zwiewne kreacje - "iście sylwestrowe", jak określiła je gwiazda. Również sposób śpiewania odpowiadał określonym konwencjom. Ona chciała zaproponować coś zupełnie innego.
"Mnie pasowało bardziej rockowe podejście do tematu. Poza tym jestem aktorką i wchodziłam zawsze na scenę z niebanalnymi tekstami i chciałam przekazać puentę. A żeby ją przekazać, to strój musi pasować do tematu piosenki", tłumaczyła.
"Dlatego śpiewając «Wszystko, czego dziś chcę», włożyłam spodnie", dodała. Jej kultowy, trzyczęściowy garnitur był wówczas czymś absolutnie wyjątkowym, zwłaszcza na festiwalowej scenie.
"To jest to, co chciałam pokazać. Że kobieta może nosić spodnie - tutaj już w tym drugim znaczeniu", wyjaśniła gwiazda, nawiązując do kobiecej samodzielności i siły, które chciała podkreślać swoim wizerunkiem.
Polskie gwiazdy lat 80. chciały żyć po swojemu. Za odwagę płaciły cenę
Karolina Sulej zwróciła uwagę, że lata 80. były również czasem zmieniającej się roli kobiet. Wokalistki, które udostępniły swoje kreacje na wystawę, nie chciały ograniczać się do tego, czego oczekiwało od nich otoczenie. Marzyły o innym życiu i odważnie sięgały po swoje.
"Chciały być artystkami, chciały całego życia, chciały pokazać, że można po swojemu, że można siebie wymyślać, że można być liderką, że można być widoczną. I też trzeba powiedzieć - płaciły czasem za to cenę", zaznaczyła kuratorka.
"Chciałabym szacunek oddać wszystkim Meluzynom, Izabeli i tym czasom, że ten piękny look wymagał mnóstwa pracy i naprawdę dużej wytrwałości", dodała.
Izabela Trojanowska przypomniała, że oprócz odwagi, której potrzebowały artystki, aby tak wyglądać na scenie, konieczne było ogromne osobiste zaangażowanie w przygotowanie każdego stroju. Nie było przecież jeszcze stylistek, które mogłyby zadbać o ich sceniczny wizerunek. O wszystko trzeba było zatroszczyć się samodzielnie.
"Ja na szczęście mogłam też przywieźć coś z zagranicy", wspominała gwiazda. Przyznała jednak, że wiele rzeczy, które podziwiała w zagranicznych sklepach, było dla niej po prostu za drogich. Mimo to doceniała, że należała do szczęśliwej grupy osób, które miały możliwość wyjeżdżania poza Polskę.
Izabela Trojanowska złamała zakaz w Sopocie. "Nie pozwolono mi wyjść, wyszłam mimo to"
Izabela Trojanowska przyznała szczerze, że uważa się za pierwszą artystkę, która tak wyraźnie wymknęła się ówczesnym scenicznym konwenansom.
"Ja byłam ta pierwsza", powiedziała, od razu zaznaczając, że przecieranie szlaków nie było łatwe.
Na dowód opowiedziała historię lateksowego płaszcza, w którym zamierzała wystąpić na festiwalu w Sopocie. Kreacja okazała się zbyt odważna jak na ówczesne standardy. Artystce nie pozwolono pojawić się w niej na scenie i polecono przebrać się w sukienkę. Trojanowska zdecydowała jednak, że nie zrezygnuje ze swojego pomysłu.
"Nie pozwolono mi wyjść, wyszłam mimo to, obawiając się, że więcej nie wejdę na tę scenę. Ale pasowała do «Tyle samo prawd, ile kłamstw», miało to być mocne", przyznała.
Dzisiaj podobny strój prawdopodobnie nie wzbudziłby już takich emocji. Jednak w rzeczywistości PRL był odważnym przełamaniem obowiązujących zasad.
"Wówczas to było wręcz nowatorskie, dzisiaj trudno w to uwierzyć, bo takie rzeczy można kupić w każdym butiku", zauważyła Trojanowska.
Karolina Sulej zwróciła uwagę na jeszcze jeden aspekt scenicznych kreacji sprzed lat. Dzisiaj są nie tylko świadectwem historii polskiej muzyki i mody, ale także źródłem inspiracji dla kolejnych pokoleń.
"To są też obiekty muzealne, inspirujące nowe pokolenia. Dzisiaj jesteśmy znów w takich czasach, gdy zrobienie czegoś samemu jest coś warte", mówiła kuratorka, zapraszając widzów do obejrzenia wyjątkowej ekspozycji.
Wystawę "Meluzyny z wielkiej płyty. Moda i muzyka w latach 80." można oglądać od 8 października 2026 roku do 21 lutego 2027 roku w Domu Spotkań z Historią przy ul. Karowej 20 w Warszawie. Wstęp jest bezpłatny.
Ekspozycja, której kuratorką jest Karolina Sulej, opowiada o sześciu wyjątkowych artystkach polskiej estrady: Izabeli Trojanowskiej, Korze, Małgorzacie Ostrowskiej, Wandzie Kwietniewskiej, Majce Jeżowskiej i Annie Jurksztowicz. Ich sceniczne stroje, fryzury i dodatki przypominają czasy, w których moda była nie tylko sposobem na wyróżnienie się z tłumu, ale także wyrazem odwagi, niezależności i potrzeby wolności.







