Arwena Tarasiuk-Wilczewska, uczestniczka programu "Farma", szczerze o swej chorobie
W studio "halo tu polsat" gościliśmy dziś Arwenę "Arwię" Tarasiuk-Wilczewską. 37-letnia uczestniczka programu jakiś czas temu wyczuła w piersi guzek. Po konsultacji lekarskiej okazało się, że guzek nie jest groźny, ale kobieta powinna regularnie go kontrolować. Kolejna wizyta zakończyła się niestety niepokojącą informacją. Wkrótce Arwena usłyszała diagnozę i dowiedziała się, że choruje na nowotwór.

Arwena Tarasiuk-Wilczewska, uczestniczka "Farmy", w "halo tu polsat" opowiedziała o chorobie
37-letnia Arwena Tarasiuk-Wilczewska postanowiła podzielić się z widzami "halo tu polsat" historią swej choroby. Opanowana i pełna spokoju 37-latka wspominała, jak dowiedziała się o tym, że jest chora:
"Wydaje mi się, że chyba to był taki dzień, który mnie nie złamał na pewno. Dokładna data - to był 2 czerwca. Pamiętam bardzo dobrze, bo to były dwa dni przed urodzinami mojego starszego syna. I byłam w pracy, prowadziłam z mężem szkolenie, bo tworzyliśmy nową placówkę i otrzymałam telefon od swojego lekarza, wspaniałego chirurga-onkologa, doktora Migaczewskiego w Krakowie. Zadzwonił do mnie, ponieważ usłyszał, że ja dzwonię, dopytuję, czy są już wyniki mojej biopsji" - opowiadała Arwena.
"I faktycznie, one były. I ja już coś szczerze czułam wewnętrznie. Nie wiem, nie rozkładałam kart, nie jestem wróżką, ale czułam, że jednak nie będzie to taka krótka i prosta historia, że ona jednak będzie troszkę złożona... I faktycznie pan doktor powiedział: >>są wyniki<< - i zapadła cisza. Ja mówię: >>No, panie doktorze, proszę mi powiedzieć. Ja wiem, że to jest tak, tylko proszę potwierdzić<<. I on pięć sekund namysłu i powiedział: >>No tak<<".
Arwena nie załamała się: "Moje kolejne pytanie brzmiało: "No i co teraz robimy?". Więc mój lekarz szybko zadziałał. Następnego dnia już się zobaczyliśmy w szpitalu i tak naprawdę ta cała machina się potoczyła" - wspominała uczestniczka "Farmy".
Gościni "halo tu polsat" dodała też, że wcześniej, jeszcze zanim pojawiła się diagnoza, w piersi pojawił się guzek, ale nie był wówczas niepokojący:
"Po raz pierwszy byłam u lekarza z guzkiem w piersi, którego byłam w stanie wyczuć, wymacać. Pokazałam mężowi, a on powiedział: "Tak, faktycznie coś tutaj jest". Poszłam z przekonaniem, że to jest zwykła torbiel. Taka moja natura, taką mam tendencję - nic tam złego się nie dzieje" - opowiadała Arwena. - "I tak naprawdę usłyszałam, że to nic poważnego. >>Proszę tylko przyjść na kontrolę za 6 miesięcy, zbadamy<<. Więc ja w tym momencie tak bardzo wzięłam sobie do serca, że to nie jest nic złego. A to było jeszcze przed wejściem na >>Farmę>>" - opowiadała.
Później wszystko potoczyło się szybko: "Więc ja weszłam na >>Farmę<<, od tego czasu minęło 11 miesięcy i zauważyłam, że ten guzek rośnie, że on faktycznie jest większy... No i stwierdziłam, że okej, zbadamy go jeszcze raz. No i wtedy trafiłam na swojego lekarza, który od razu widział, nie powiedział mi tego. Były różne cechy, o których mi powiedział, że faktycznie wygląda to na możliwość raka. >>No ale musimy zrobić biopsję<< - mówił. Więc ja tak naprawdę po takich słowach już czułam, że ta historyjka będzie troszeczkę inna, że faktycznie to jest duży guz" - mówiła Arwena.

Jak sobie radzić po usłyszeniu trudnej diagnozy?
O tym, jak zachowywać się po diagnozie, skąd czerpać siłę do leczenia, mówiła także prof. Joanna Jośko-Ochojska, lekarz chorób wewnętrznych, neurofizjolog, która także chorowała na nowotwór.. Na pytanie, czy lekarzowi łatwiej jest unieść diagnozę, odparła:
"Łatwiej o tyle, że zdawałam sobie sprawę z tego, jak to wygląda, co robić, jak się zachować. Można powiedzieć, że łatwiej. Trudniej dlatego, że mam świadomość, co może być, czego inni nie mają. Także trudno powiedzieć, ale myślę, że w gruncie rzeczy w tej chorobie chodzi o to, żeby po diagnozie, która jest takim czasem niezwykle trudnym, gdzie mamy myśli wyłącznie o śmierci i o tym, jak to jest możliwe, że ja i dlaczego ja i to już koniec - żeby poczekać, aż ten okres minie" - mówiła prof. Jośko-Ochojska. - "On trwa różnie długo u różnych ludzi, ale mija. I kiedy minie, żebyśmy wzięli swoje życie w swoje ręce, żebyśmy zaczęli być aktywni, żebyśmy nie oddawali naszego życia w ręce lekarzy wyłącznie. Bo oczywiście onkolog musi prowadzić tę chorobę, bo od tego jest, ale my mamy się zaangażować. Ja właściwie jestem tutaj po to, żeby powiedzieć, że mamy się angażować po to, żeby zwiększyć szanse na wyzdrowienie. A zwiększenie tych szans może być rzeczywiście decydujące w tej chorobie. Powiem szczerze - decydujące" - podkreśliła.
Następnie pani profesor podsunęła 3 sposoby, dzięki którym łatwiej jest przejść przez najtrudniejszy czas: "Po pierwsze, żeby powtarzać sobie codziennie >>chcę dożyć jutra<<. I to zdanie powtarzać sobie codziennie. Po drugie, żeby zmieniać przekonania z >>nie dam rady<< na >>dam radę<<. I po trzecie, żeby wzbudzać w sobie codziennie dobre emocje. Mamy powiedzieć sobie codziennie "chcę dożyć jutra", ponieważ w tej chorobie są różne okresy. Raz czujemy się lepiej, a raz czujemy się zdecydowanie bardzo źle. Więc jeżeli ja zakładam, że chcę żyć i dożyć do matury dziecka, do komunii, do czegokolwiek, to się to może nigdy nie wydarzyć. Ale jeżeli ja mam takie krótkie kroki do przejścia, to to jest możliwe. Ja codziennie mogę coś zrobić" - mówiła pani doktor.

Wsparcie dla chorych - do kogo udać się po pomoc?
Krzepiące słowa padły też ze strony psychoonkolożki, Adrianny Sobol: "Po pierwsze cieszę się, że mówimy, że rak to nie wyrok. Bo trochę tę chorobę musimy odczarować, bo rzeczywiście pacjenci, z którymi pracuję na oddziale, najpierw przychodzą z taką myślą, że to już jest absolutny koniec" - mówiła. - "I też prawda jest taka, że wciąż w mediach przedstawiamy historię chorowania pacjentów. Nie ukrywajmy, zanim dojdziemy do tej nadziei i zanim dojdziemy do tego pozytywnego myślenia - chociaż ja nie lubię tego określenia, bo ja się bardziej koncentruję na działaniu - i przede wszystkim to, co muszą pacjenci wiedzieć: dostęp do nowoczesnych form terapeutycznych daje pacjentom naprawdę ogromne możliwości wyleczenia z choroby, a nawet w bardzo zaawansowanych stadiach - po prostu życie z chorobą, tak jak z każdą inną chorobą przewlekłą".

"Ale na początku to jest armagedon. Tutaj nie ma takiej możliwości, żeby powiedzieć >>o, jest super, dam radę<<. To jest proces, przez który musimy przejść. To jest konfrontacja, bo to jest trochę też tak, że to jest konfrontacja ze wszystkimi aspektami naszego życia. To życie się naprawdę wywraca do góry nogami" - mówiła Adrianna Sobol, podkreślając rolę wsparcia od bliskich osób, ale i od tych, którzy są dedykowani do pomocy, niejako "z urzędu": - "I tutaj jest ważne wsparcie. Wsparcie bliskich, wsparcie również psychoonkologów, którzy są na oddziałach, profesjonalistów i układanie nowego rozdziału w życiu krok po kroku. Te krótkie cele właśnie, takie krótkoterminowe, ale też takie podejście na zasadzie "choroba to nie jest koniec świata". Dalej jest życie i rzeczywiście historie tych pacjentów, których mam miliony, tysiące, to są historie osób, które często zrobiły rewolucję w swoim życiu i mówią: >>No dobra, skoro ten rak przyszedł do mnie, to co on chce mi przekazać? Co ja mogę teraz zrobić i zmienić w swoim życiu?<<. I te historie takie są" - podkreśliła nasza gościni.
Na zakończenie rozmowy z ust prof. Jośko-Ochojskiej padły również bardzo ważne słowa, które mogą dać siłę wszystkim osobom zmagającym się z chorobą: "Ja przez cały okres mojej choroby mówiłam sobie codziennie "chcę dożyć jutra". Nie miałam żadnych dalekosiężnych planów. To się nie spełnia i to się nie sprawdza i to wiem jako lekarz. Po drugie, żeby właśnie zmieniać te przekonania z "nie dam rady" na "dam radę", z "nie dam rady czegokolwiek zrobić" mam powiedzieć "dam radę". Dlaczego? Dlatego, że jeżeli ja sobie mówię "nie dam rady", to mam bardzo wysokie poziomy hormonów stresu, a nasz kortyzol, który nas niszczy, każdą komórkę naszego ciała, jeżeli jest w dużym stężeniu, on potrafi być nawet dziesięciokrotnie wyższy wtedy, kiedy mówię "nie dam rady". Natomiast kiedy powiem "dam radę", zrobię coś, postaram się, spróbuję, poszukam czegoś dla siebie, okazuje się, że on natychmiast spada i my nie mamy takiego leku farmaceutycznego, który by spowodował spadek kortyzolu" - podkreśliła nasza gościni.
Kończąc spotkanie prowadzący "halo tu polsat" życzyli sił i zdrowia Arwenia, która jest w trakcie terapii: "Walcz dzielna wojowniczko dalej" - powiedział na pożegnanie Krzysztof Ibisz.
My również życzymy Arwenie dużo sił i powrotu do zdrowia!