"Nie można mieć ciemności bez światła". Zwyczajni bohaterowie i siła sarkazmu
Sukces prozy Cobena opiera się na czytelnym fundamencie - w centrum wydarzeń niemal nigdy nie stoją osoby z wielkim zapleczem sprzętowym; najczęściej są to zwykli obywatele i zwykłe obywatelki, tracący z dnia na dzień swoje dotychczasowe, poukładane życie. Wykorzystanie postaci, z którymi każdy może się utożsamić, sprawia, że lektura z miejsca staje się osobistym doświadczeniem; w tych opowieściach na próżno szukać przy tym mroku pozbawionego nadziei, a sam pisarz otwarcie stroni od mocnych obrazów.
"Nie lubię horrorów, nie lubię strasznych scen. [...] Zasłaniam oczy albo zdejmuję okulary, by wszystko było rozmazane. Jestem bardzo wrażliwy na takie rzeczy", mówił Coben.
Zamiast ciężkiej atmosfery autor preferuje grę niedopowiedzeń i budowanie aury tajemnicy. Nowa powieść "Nie ma głupich" (wydana ledwie kilka dni temu) doskonale wpisuje się w ten schemat. Fabuła opowiada o mężczyźnie, który po dwudziestu pięciu latach od niespodziewanej utraty ukochanej nagle odkrywa, że kobieta wciąż żyje; to opowieść, która celowo wystawia na próbę ludzkie emocje. Przeciwwagą dla trudnych momentów jest w tych historiach cięty, charakterystyczny humor.
"Dorastałem w domu, gdzie wszyscy próbowali być zabawni i sarkastyczni. Nie można mieć ciemności bez światła. Humor daje chwilę oddechu od napięcia, ale też po prostu ciekawiej czyta się dialogi, które są zabawne. Humor buduje też postacie - lubimy ludzi, którzy są zabawni", przekonywał.
"Czasami pozwalam wam odgadnąć jeden zwrot akcji". Literacka gra w kotka i myszkę
Proces powstawania światowych bestsellerów rzadko przypomina romantyczną wizję artysty zamkniętego w wyciszonym gabinecie. Coben czerpie inspiracje choćby z uważnej obserwacji otoczenia.
"Staram się żyć tak, jakby wszystko było historią. Zawsze mówię swoim synom i córkom, że każda osoba, którą mijasz na ulicy, ma swoją historię. Zastanawiam się, jaka ona jest. Czy coś złamało tej osobie serce? Właśnie tak tworzą się bohaterowie", wyjaśniał Harlan.
Autor kultowego cyklu o Myronie Bolitarze oraz tak głośnych powieści jak "Nie mów nikomu" czy "W głębi lasu" dostosowuje swój rytm pracy do bieżących możliwości. Choć za młodu chętniej pisał po nocach, obecnie określa siebie mianem rannego ptaszka. Nie potrzebuje też luksusowego biura; zdarzało mu się tworzyć w kawiarniach, bibliotekach, supermarketach, a nawet na tylnym siedzeniu nowojorskiej taksówki. Jeździł nią przez trzy tygodnie, by w spokoju dokończyć książkę, choć - jak sam przyznaje - ostatecznie musiał zrezygnować z tej metody ze względu na gigantyczne koszty.
Największą przyjemność sprawia mu jednak nieustanna zabawa z publicznością i zastawianie na nią fabularnych pułapek. Czytelnicy i czytelniczki wielokrotnie próbują przechytrzyć autora, analizując wcześniejsze książki w poszukiwaniu ukrytych wzorców.
"Proszę bardzo, próbujcie. I tak nie zgadniecie, gwarantuję wam. Czasami pozwalam wam odgadnąć jeden zwrot akcji, żebyście poczuli się dobrze i pomyśleli, że wiedzieliście; ale tak naprawdę nie zgadliście wszystkiego. Możecie odgadnąć jeden element, ale finału nie przewidzicie", skwitował.
To intelektualne przeciąganie liny rodzi niezwykle bliską więź z fanami oraz fankami na całym świecie. Pisarz doskonale zdaje sobie sprawę, że nadają oni ostateczny sens jego pracy, a wielu z nich potrafi pokonać tysiące kilometrów, by zdobyć autograf na swoim ulubionym egzemplarzu. Sam twórca podchodzi do tego faktu z ogromną wdzięcznością.
"To naprawdę wyjątkowa relacja, bardzo intymna. Dla mnie książka nie istnieje, dopóki ktoś jej nie przeczyta. Kiedy czytasz tę historię, bohaterowie ożywają i wtedy jesteśmy tylko ty i ja", podsumował Harlan Coben.







