"To nie kwestia piękna i brzydoty"
Głosów krytyki – często powierzchownych, emocjonalnych i opartych na niczym niepopartym "widzimisię" – Rafał Zawierucha słuchać nauczył się już dawno. Te pojawią się zawsze, nierzadko... jeszcze przed pierwszym klapsem. Dlatego, jak przyznał, najlepiej byłoby ogłaszać decyzje castingowe dopiero w trakcie zdjęć.
"To bezpieczniejszy zabieg, bo aktor może skupić się w stu procentach na roli", zaznaczył.
W jego opinii każda podobna decyzja powinna wynikać z wizji reżysera i producentów – nie zaś ze zbiorowych oczekiwań.
"On ma przede wszystkim być w wizji producentów, w wizji reżysera. To jest punkt wyjścia", mówił o Dorocińskim, nie szczędząc mu przy tym pochwał.
"Genialny aktor, niesamowity człowiek. Jeżeli taka postać jest wybierana do tak fenomenalnej roli, to nie jest to tylko kwestia piękna czy brzydoty, tylko tego, że on to naprawdę uniesie", podkreślił.
Dodał również, że publiczne reakcje bywają krzywdzące – nim osoba wcielająca się w rolę zdąży wypowiedzieć pierwszą linijkę tekstu, jest już ze wszech miar oceniana. Najczęściej – zupełnie błędnie. I właśnie dlatego, według Zawieruchy, krytyka ma sens wyłącznie wtedy, gdy jest konstruktywna.
"Tylko ona coś daje", podsumował.
W dalszej części rozmowy aktor podzielił się refleksją o pracy w Hollywood – wspomniał współpracę z Quentinem Tarantino, mówiąc o zaufaniu, które buduje się między reżyserem a aktorem. Wspólnie z Marcinem Radomskim zastanawiali się też nad kondycją współczesnego kina, presją związaną z remake’ami klasyki, a także oczekiwaniami widzów i widzek, którym coraz częściej zdarza się skupiać na wyglądzie postaci, nie zaś na tym, co naprawdę buduje rolę.
Całą rozmowę - o aktorstwie pod presją, budowaniu roli i roli zaufania w świecie filmu – zobaczyć można poniżej.







