Festiwalowa premiera i uniwersalny przekaz. "Miłe kobiety" na Mastercard OFF CAMERA
Krakowski Międzynarodowy Festiwal Kina Niezależnego Mastercard OFF CAMERA, odbywający się na przełomie kwietnia i maja, to przestrzeń wolna od sztywnych ram i czerwonych dywanów; pozostaje wszak platformą dla poszukujących twórców i twórczyń, oferująca powiew artystycznej świeżości. Właśnie w takich okolicznościach publiczność po raz pierwszy zapozna się z historią Mileny. Główna bohaterka, mierząca się z wyzwaniami codzienności - począwszy od wsparcia najmłodszych członków rodziny i schorowanej babci, a skończywszy na opiece nad ciężarną siostrą oraz mężem zmagającym się ze swymi słabościami - postanawia zbudować w swojej głowie alternatywny, wsobny świat. Jak zdradza odtwórczyni głównej roli, reżyserka i reżyser (Maria Wojtyszko oraz Jakub Krofta) zastosowali tu niezwykle wymagający zabieg formalny; postać wyznaje, że pragnie zagrać główną rolę we własnym życiu, po czym bierze widownię na świadka, nawiązując z nią bezpośredni dialog.
Choć produkcja z dużą czułością portretuje zróżnicowane doświadczenia i supermoce kobiet (Wojtyszko, otrzymała zresztą nominację w specjalnej kategorii Female Voice; Sokołowska jest z kolei nominowana jako najlepsza aktorka), Anita wyraźnie dystansuje się od przypisywania dziełu wyłącznie feministycznych łatek. Aktorka zauważa, że życiowe zamieszanie i ciężar odpowiedzialności to zjawiska uniwersalne, które w równym stopniu dotykają również zaangażowanych mężczyzn. Sam festiwal to dla niej z kolei idealne miejsce na wymianę myśli i obcowanie z kinem niestrudzonym schematami.
Świadoma ścieżka zawodowa. Kiedy sztuka wygrywa z popularnością
Konsekwencja w dobieraniu ról i świadome zarządzanie własną ścieżką zawodową to znaki rozpoznawcze artystki. Zwycięstwo w "Tańcu z Gwiazdami" - gdzie w finale zdystansowała kontrkandydatki - przyniosło jej co prawda wzrost rozpoznawalności, jednak dziś, gdy na ekranach telewizorów zmagania toczą się w kolejnej edycji programu, aktorka spogląda na Kryształową Kulę z dużym spokojem. Przyznaje, że choć brakuje jej samej fizycznej ekspresji i wyrażania emocji poprzez ruch, to za elementem rywalizacji "nie tęskni wcale".
Jej naturalną reakcją na przebodźcowanie jest wycofanie się w bezpieczną, twórczą przestrzeń - "wejście w inną przestrzeń", jak sama to określa. Zamiast odcinać kupony, woli więc budować swoją pozycję w oparciu o rzetelne rzemiosło. Obecnie zamknęła się w sali prób Teatru Dramatycznego, pracując nad sceniczną reinterpretacją dzieła Luisa Buñuela - "El ángel exterminador". Ta nieustanna potrzeba zmiany energii udowadnia, że największa satysfakcja płynie dla niej z artystycznego ryzyka i tworzenia sztuki, a nie z przelotnego zainteresowania obiektywów.







