Ojcowska odpowiedzialność i sportowa energia
Tym, co każdego dnia napędza go do działania i skutecznie odgania zniechęcenie, jest ojcostwo. Aktor wprost przyznaje, że w pewnym wieku w oczy zaczyna zaglądać naturalny smutek, a poranki potrafią upływać pod znakiem dojmującej pustki; sytuacja zmienia się jednak diametralnie, gdy w progu staje mały człowiek, proponując wspólną przejażdżkę na rowerze. Świadomość bycia przewodnikiem i dawania dobrego przykładu to dla niego fundament - uważa, że na rodzicach spoczywa obowiązek wychowania i pokazania świata w sposób mądry i angażujący, a ta odpowiedzialność generuje wyłącznie pozytywne emocje. Zamiast więc zwalniać tempo, Strasburger decyduje się na nieustanny ruch, co jest zresztą echem jego młodzieńczych lat, kiedy to z sukcesami uprawiał gimnastykę przyrządową. Ten wewnętrzny przymus aktywności fizycznej pozostał w nim do dziś.
"W pewnym wieku człowiek rano się budzi i myśli: »Co ja zrobię z tym dniem?«. Smutek w oczy zagląda, bo to już ten czas; nie chce się, koledzy bywają smutni. A jeżeli ktoś przychodzi i mówi: »Tata, idziemy na rowerek«, no to idziemy. To mnie napędza. Ta świadomość, że dajemy życie temu małemu człowieczkowi i jesteśmy za niego odpowiedzialni".
Choć sam nazywa go swoim małym wyrzutem sumienia, regularnie pojawia się na korcie; tenis to jednak zaledwie wstęp do prawdziwych wyzwań. Aktor z wielką pasją oddaje się windsurfingowi, traktując starcie z żywiołem jako sprawdzian własnej odwagi. Wspominał sytuacje, w których zmagania z silnym wiatrem, wysokimi falami i trudnymi warunkami zmuszały go do przekraczania własnych granic.
Adrenalina w drodze i powroty na plan
Potrzeba wolności i lekkiej dozy ryzyka naturalnie przełożyła się na pasję do caravaningu. Kamperowe podróże, realizowane niegdyś na dłuższych dystansach, a dziś nieco krótszych, to dla aktora szkoła przetrwania i doskonała odskocznia od przewidywalnej codzienności. Zawsze pociągały go dzikie krajobrazy, a swoje wyprawy do Chorwacji kontynuował nawet w czasach głębokich niepokojów na Półwyspie Bałkańskim na początku lat dziewięćdziesiątych. Podróżowanie "domem na kółkach" to jednak, jak sam zaznacza, zajęcie wymagające odwagi - począwszy od noclegów w nieznanym terenie, gdzie zawsze ktoś może zapukać w okno, aż po prozaiczne obawy o awarię sprzętu, jak miało to miejsce podczas zjazdu wąskimi, greckimi uliczkami.
Momenty w drodze pozwalają mu z tym większym spokojem wracać na plan "Pierwszej miłości", z którą jest związany od dwóch dekad. Aktor z sentymentem przyznaje, że serialowa rzeczywistość stworzyła swoiste, równoległe życie; zżył się ze swoim bohaterem na tyle mocno, że gdy scenarzyści postanowili wysłać Karola Wekslera na emeryturę, poczuł autentyczny, niemal ambicjonalny sprzeciw. I choć na co dzień słynie z doskonałego poczucia humoru, podkreśla, że posiada silną wewnętrzną cenzurę przyzwoitości, przez którą najlepsze z anegdot zachowuje wyłącznie na prywatne okazje. Z dystansem traktuje również swoją popularność, ze śmiechem reagując na prośby o autografy, które dziś coraz częściej dedykowane są nie samym proszącym, a ich mamom i babciom.
"Serialowe życie tworzy jakby nową, równoległą rzeczywistość w stosunku do mojego życia prywatnego. Niby jest filmowe, niby nieprawdziwe, ale z drugiej strony patrzę na to i myślę sobie, że coś mi tu nagle ambicjonalnie nie pasuje. Piszą mi scenariusz mojego życia, a teraz napisali, że idę na emeryturę. Pomyślałem sobie: »Jak to? Ja? Weksler? Na emeryturę? To przecież niemożliwe«".







