Najpierw emocje, później wybory. Co dzieje się w ludzkiej głowie?
Płoszajski zwracał uwagę na mechanizm, który stał się punktem wyjścia do jego książki - najpierw pojawiają się emocje, następnie dochodzi do wyboru, a dopiero później zaczyna się jego świadome tłumaczenie. Wtedy też rozpoczynają się próby uzasadnienia, dlaczego określone działanie wydawało się właściwe, nawet jeśli z perspektywy czasu trudno je za takie uznać.
"Nie moja wina" opiera się przy tym na historiach konkretnych osób - część z nich dotyczy samego autora, inne jego znajomych lub ludzi, z którymi rozmawiał. Poszczególne przypadki mają pokazywać, dlaczego w określonych sytuacjach postępujemy właśnie tak, a nie inaczej oraz jakie mechanizmy psychologiczne mogą za tym stać.
Aktor-mentalista odwołuje się przy tym do badań, a książka nie kończy się na samym opisywaniu nietrafionych wyborów. Poszczególne rozdziały zawierają także wyjaśnienia mechanizmów oraz ćwiczenia, które mają pomagać w lepszym rozpoznawaniu własnych reakcji.
Nie chodzi jednak o stworzenie sposobu na unikanie wszelkich błędów. Celem ma być raczej zwiększenie świadomości tego, co dzieje się przed wyborem i co może na niego wpływać.
Presja czasu nie pomaga. Mózg lubi działać szybko
Jednym z ważniejszych wątków rozmowy była presja czasu. Zdaniem Płoszajskiego, jeśli można odłożyć wybór i dać sobie więcej czasu do namysłu, warto z tej możliwości skorzystać.
Tłumaczył, że ludzki umysł przez tysiące lat rozwijał mechanizmy pozwalające oszczędzać energię i szybko reagować. W efekcie łatwo korzysta ze skrótów, które nie zawsze prowadzą do najlepszego rezultatu. Sam moment rozstrzygnięcia przynosi też ulgę - problem wydaje się rozwiązany, nawet jeśli późniejsza refleksja każe spojrzeć na całą sytuację zupełnie inaczej.
W rozmowie pojawił się również temat wpływu innych osób i podatności na manipulację. Płoszajski podkreślał, że zarówno drugi człowiek, jak i okoliczności - w tym właśnie ograniczony czas - mogą oddziaływać na sposób działania.
Teorię szybko zastąpiła jednak praktyka. Płoszajski przeprowadził w studiu pokaz mentalistyczny z udziałem prowadzących. Jedna osoba miała pomyśleć o czterocyfrowym kodzie, druga - o dowolnym przedmiocie. Po krótkiej obserwacji i serii pytań wskazał zarówno wyobrażony przedmiot - poduszkę - jak i właściwe cyfry. Prowadzący zapewniali przy tym, że eksperyment nie był wcześniej uzgadniany.
Pokaz stał się efektownym domknięciem rozmowy o tym, jak wiele sygnałów może towarzyszyć myśleniu i codziennym wyborom. Sam aktor wracał jednak przede wszystkim do pytania o to, co kieruje naszym zachowaniem - i czy lepsze zrozumienie własnych emocji pozwala działać bardziej świadomie.







