Od debiutu Łukasza Zagrobelnego minął wkrótce 2 dekady
19 lat temu, w 2007 roku ukazał się jeden z największych przebojów Łukasza Zagrobelnego "Życie na czekanie", utwór, do którego tekst napisał Andrzej Piaseczny, a muzykę Piotr Siejka. Piosenka promowała debiutancki solowy album Łukasza "Myśli warte słów" i dziś jest świetnym pretekstem, by cofnąć się do momentu, gdy jego nazwisko zaczynała poznawać cała Polska.
Choć solowy debiut przyszedł w 2007 roku, muzyka towarzyszyła mu właściwie od zawsze. Najpierw śpiewał "Pszczółkę Maję" tak czysto, że - jak wspominał - jego mama po raz pierwszy pomyślała, że syn może mieć wyjątkowy talent. Później był akordeon, który w dzieciństwie niemal całkowicie go zasłaniał, szkoła muzyczna, studia z dyrygentury chóralnej i setki godzin spędzonych na scenie. Niewiele brakowało jednak, by jego zawodowa droga wyglądała zupełnie inaczej - Zagrobelny skończył bowiem technikum o profilu telekomunikacyjnym i teoretycznie mógł… pracować na poczcie.
Zamiast tego wybrał scenę. Wystąpił w ponad dwóch tysiącach spektakli musicalowych, nagrywał kolejne płyty, stworzył przeboje, które do dziś pamięta wielu słuchaczy, a w "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" udowodnił, że potrafi zamienić się nawet w Tinę Turner czy Luciano Pavarottiego.
Dziś wracamy z nim do początków tej drogi i pytamy, jak z perspektywy 19 lat patrzy na siebie z czasu "Życia na czekanie" - i czy tamten Łukasz Zagrobelny bardzo różnił się od tego, którego znamy dzisiaj.
Łukasz Zagrobelny wspomina pierwszą płytę: "Była spełnieniem moich marzeń"
W "halo tu polsat" Łukasz wyznał, że lata od dnia, w którym "Życie na czekanie" ujrzało światło dzienne, zleciał mu niezwykle szybko.
"Faktycznie 19 lat temu, jak ten czas zleciał, jak do tego doszło, nie wiem" - mówił, siedząc na naszej żółtej kanapie. "Za rok będzie 20. rocznica, a ja pamiętam jak dzisiaj, ten dzień, 24 września 2007 roku, kiedy ta płyta się ukazała. Płyta, która była spełnieniem moich marzeń, naprawdę. Chłopaka z Wrocławia, który przyjechał do Warszawy w 2000 roku, nie znając tutaj nikogo tak naprawdę. I zacząłem spełniać swoje marzenia. I ta płyta była tym pierwszym zwieńczeniem moich marzeń" - wyznał.
Wokalista dodał też od siebie anegdotkę, która pokazuje, jak bardzo był podekscytowany swym pierwszym muzycznym dzieckiem.
"Pamiętam jak dzisiaj, jak chodziłem po porannych zajętościach promocyjnych, po EMPIKach w Warszawie, sprawdzając czy ta płyta na pewno jest. Była. Ale jeżeli była na troszeczkę niższej półce, to ją tak dyskretnie przedstawiałem" - śmiał się artysta.

Wielka popularność? Łukasz Zagrobelny: "Taniec z Gwiazdami"
Krzysztof Ibisz i Ida Nowakowska dopytywali też, w którym momencie kariery Łukasz poczuł, że nie jesteś osobą anonimową. Wokalista odparł, że było to związane z wielkim show Polsatu.
"Kiedy poczułem? To było jakoś takie, dla mnie jakoś specjalnie, nie było takiego przeskoku, że nagle, bo to jakoś tak stopniowo narastało. Myślę, że taką kulminacją to był "Taniec z Gwiazdami". Oczywiście pierwsze takie przebłyski popularności i rozpoznawalności to były po premierze właśnie utwory "Nieprawda", "Życie na czekanie". Potem przyszedł duet z Eweliną Flintą, to był następny singiel i myślę, że to była taka kumulacja - "Taniec z Gwiazdami" połączony z premierą "Nie kłam, że kochasz mnie" i premierą filmu "Nie kłam, kochanie" - wspominał artysta.
Łukasz Zagrobelny o opiniach Eli Zapendowskiej
Podczas rozmowy przywołano też nazwisko znanej z surowości, ale też bardzo wspierajacej gwiazdy Elżbiety Zapendowskiej. Zapytany, czy Ela wierzyła w niego, Łukasz odparł:
"Wierzyła (...). Ale pamiętam, przypomniała mi się taka sytuacja, kiedy jeździłem do Eli Zapendowskiej na warsztaty, to był 1997-1998 rok. Ona mówiła o czymś, oprócz takich typowo technicznych rzeczy potrzebnych w nauce wokalu i dawała nam też takie porady moralno - ukierunkowujące w zawodzie. Powiedziała nam taką rzecz, że jeżeli ktokolwiek z tej grupy przetrwa w show-biznesie 10 lat, to będzie już wasz największy sukces. I ja sobie to przypomniałem, że płyta w tym roku 19 lat, a ja pracuję, żyję z muzyki już 26 lat" - opowiadał Łukasz.
Zagrobelny o udziale w "Twoja Twarz Brzmi Znajomo". Przypomniał wpadkę z zębami
Ważnym wątkiem w karierze naszego gościa był też udział w "Twoja Twarz Brzmi Znajomo". Program, który wymaga od uczestników niesamowitych umiejętności i wymaga, by dawali z siebie dosłownie wszystko, Łukasz wspomina z łezką w oku.
"Zęby zjadłem w tym programie" - śmiał się na kanapie "halo tu polsat", wspominając niefortunną sytuację, gdy podczas występu... wypadły mu zęby, a dokładnie sztuczna szczęka.
Wokalista wcielał się w Sama Getza z Welshly Arms i wykonywał ich przebój "Legendary". W trakcie wykonu Łukaszowi niespodziewanie wypadły zęby, jednak on sam wokalista nie dał po sobie poznać, że coś jest nie tak i kontynuował śpiewanie. Po jego występie jurorzy nie omieszkali jednak odnotować wpadki.
"Łukasz, zęby ci wypadły" - zauważyła Małgorzata Walewska, wywołując ogólną wesołość.
A Ida Nowakowska opowiedziała, jak to wyglądało z perspektywy widza:
"Naprawdę, byłam na planie i myślałam, że to jest żart, a wszyscy mówili, że ci wypadły zęby. Ja myślałam, że to jest kasza, nie zęby" - wspominała.
Łukasz Zagrobelny miał zostać... pracownikiem poczty
Wierni fani dobrze znają ten wątek biografii Łukasza, ale nie wszyscy wiedzą, że niewiele brakowało, a wokalista zostałby... pracownikiem Poczty Polskiej.
Łukasz skończył bowiem liceum ekonomiczne o profilu telekomunikacyjnym, o specjalności eksploatacja pocztowa. Jak wyznał ze śmiechem w "halo tu polsat", dziś wyobraża sobie siebie w roli naczelnika poczty.
"Mógłbyś spokojnie pracować jako śpiewający listonosz" - zauważyli nasi prowadzący.
"Dlaczego listonosz od razu? Mógłbym pracować też za okienkiem" - zauważył Łukasz. "Mógłbym być naczelnikiem poczty na przykład. Ja siebie widzę jako naczelnika poczty" - podsumował w żartach.
Zobacz też: Jakub Zdrójkowski o szczególnej relacji. "To jedna z najważniejszych kobiet w moim życiu"







