Joanna Jabłczyńska o rowerowej pasji i miłości do natury
Joanna Jabłczyńska od lat lubi aktywność fizyczną. W rozmowie przyznała jednak, że ten sezon nie był pod tym względem najlepszy. Jej rower przez długi czas czekał na powrót właścicielki.
"Rower stał w mojej sypialni przy moim łóżku. A ten sezon, to jest absolutny skandal, co się wydarzyło. Ja dzisiaj, szczerze, mój rower musiałam szmatką odkurzyć z kurzu poremontowego, bo stał, tęsknił i czekał na tę okazję" - wyznała Joanna.
Aktorka mieszka obecnie w okolicach Broku. Jak przyznała, przeprowadzka na wieś była związana między innymi z bliskością natury. To właśnie ona daje jej możliwość odpoczynku i aktywnego spędzania czasu.
"To też są przepiękne tereny do uprawiania sportu, które też mnóstwo mi daje dla psychiki, dla duszy. Więc naprawdę tęsknię za aktywnością sportową, między innymi rowerową".
Jabłczyńska zdradziła również, że poza rowerem ma na wsi jeszcze jedną nietypową pasję. Jeździ traktorem i ma kury. Jak sama przyznała, zależało jej na tym, by poczuć się częścią lokalnej społeczności.
"Nie, że jestem przyjezdną warszawianką, tylko już jestem swoja" - zdradziła aktorka.
Joanna Jabłczyńska o aferze wokół "Nigdy w życiu". "Zawalczyłam o siebie"
W rozmowie nie mogło zabraknąć tematu filmu "Nigdy w życiu". Joanna Jabłczyńska przyznała, że cała sytuacja kosztowała ją sporo stresu i emocji. Jednocześnie dziś dostrzega również dobre strony tego doświadczenia, między innymi ogromne wsparcie, które otrzymała.
"Z jednej strony jest mi bardzo przykro. Dużo mnie to kosztowało psychicznie, fizycznie. Mało było snu, bardzo dużo stresu. Z drugiej strony, no też patrzę na te pozytywne aspekty. W życiu bym nie pomyślała, że mogę założyć zbiórkę charytatywną, która osiągnie w wynik prawie 600 tysięcy złotych", wyznała Joasia.
Aktorka mówiła również o tym, że tym razem postanowiła zawalczyć o swoje granice i nie przemilczeć sprawy. Podkreśliła, że wcześniej była przyzwyczajona do tego, by unikać konfrontacji.
"Sama jestem z siebie dumna... (...) Więc cieszę się, że to zrobiłam z tego względu. Że zawalczyłam o siebie, o jakieś tam granice, o prawdę. I też się spotykam z pozytywnym odzewem, szczególnie kobiet, które dziękują mi właśnie za to, że pokazałam, że warto o siebie walczyć" - mówiła.
Jabłczyńska zaznaczyła jednak, że pogodziła się już z tym, że nie wcieli się w Tosię. Dziś patrzy na tę sytuację przede wszystkim jak na część zawodowego życia.
"Jakby byłam bardzo związana z tą rolą, tym bardziej, że od wielu już miesięcy była o tym mowa i to z Kasią Grocholą, która teraz jest producentką tego filmu. Więc to nie jest łatwe i nie było. Na pewno w tej aferze nie chodziło po prostu o to, że nie dostałam roli i z tego powodu się żalę"
W dalszej części rozmowy aktorka podkreśliła, że dziś stara się oddzielać życie zawodowe od prywatnego. Jednocześnie przyznała, że w całej sytuacji szczególnie trudne było dla niej to, że sprawa nie została wcześniej jasno wyjaśniona przez produkcję.
"Bo w ogóle szczęście jest poza pracą. Mi po prostu było też bardzo ciężko z tym, że zostałam pozostawiona z tą sprawą. Że produkcja sama tego nie powiedziała wcześniej, tłumacząc to w taki sposób niekrzywdzący nikogo. Więc to było trudne. Nawet nie wiem, czy nie po prostu trudniejsze" - powiedziała Joanna.
Na koniec rozmowa wróciła do roweru. I trudno o lepszą puentę dla tego wątku. Dla Jabłczyńskiej aktywność fizyczna jest bowiem jednym ze sposobów na złapanie oddechu po trudniejszych momentach.
Zobacz też:
Karolina Pisarek-Salla pokazała pokój córki. "Królestwo naszej księżniczki"







