Dla roli pożegnała się z włosami, film... nie powstał. Katarzyna Warnke o granicach poświęcenia dla aktorstwa
Metamorfozy, ryzyko i emocjonalne zaangażowanie są wpisane w zawód aktora, ale - jak podkreśla Katarzyna Warnke - nie wszystko jest warte każdej roli. Artystka miała okazję się o tym przekonać, gdy pożegnała się z włosami dla filmu, który... nigdy nie powstał. W "halo tu polsat" aktorka opowiedziała o tamtym emocjonalnym momencie, gdzie przebiegają jej zawodowe granice oraz co decyduje o prawdziwym mistrzostwie w aktorstwie.

Emocjonalny moment w karierze Katarzyny Warnke. Bez włosów do filmu, który... nie powstał
Zdarza się, że aktorzy muszą wiele poświęcić, aby przygotować się do ról filmowych. W ostatnich latach szeroko komentowano metamorfozy Christiana Bale'a, Joaquina Phoenixa, Charlize Theron, Marii Dębskiej czy Piotra Głowackiego. Skala ich zmian, koniecznych do nagrania kolejnego dzieła, sprawia, że w opinii publicznej zaczynają rozbrzmiewać pytania - czy to rzeczywiście jest konieczne, zdrowe i bezpieczne?
Katarzyna Warnke w swojej ponad 25-letniej karierze doświadczyła wielu metamorfoz. Ale szczególnie spektakularną zmianę przeszła na potrzeby występu w filmie "Klatka". Aktorka obcięła swoje długie włosy - już ten fakt dla wielu kobiet wydaje się nieprawdopodobny, ale to nie wszystko. Intensywnie trenowała przez kilka miesięcy pod okiem specjalistów. A wszystko po to, aby ostatecznie nie dostać wymagającej roli. Film, w którym oprócz Katarzyny Warnke mieli pojawić się także m.in. Piotr Stramowski, Eryk Lubos, Robert Wabich, Joanna Orleańska i Przemysław Sadowski - ze względów finansowych w ogóle nie powstał.
W "halo tu polsat" Katarzyna Warnke nie tylko wróciła do tamtego emocjonalnego momentu w swoim życiu, ale także pochyliła się nad samą istotą aktorstwa, które w mistrzowskiej formie, jak mówiła, zaczyna się wtedy, gdy... przestaje się grać.
"W trakcie zdjęć okazało się, że projekt upada"
"To jest gruba historia. Przygotowywałam się do roli zawodniczki MMA i od początku czułam, że to nie jest dla mnie", opowiadała Katarzyna Warnke. Aktorka wspomniała, że niezwykle trudne okazały się pierwsze treningi. I nie chodziło tylko o kwestię wytrzymałości fizycznej. "Przepraszałam trenera, że to robię w ogóle", wyznała.
Z czasem udało jej się jednak z treningów wyciągnąć coś dobrego i dzisiaj mówi, że każda kobieta powinna, chociaż przez chwilę, spróbować jakiejś sztuki walki: "Jest dobra dla każdego, a szczególnie dla kobiet - powinnyśmy to przejść". Czteromiesięczne, wymagające treningi to jedno, a spektakularna metamorfoza fryzury to coś, co przeżywa się zupełnie inaczej.
"Ogoliłam głowę na łyso, bo mi się podobała jedna taka zawodniczka i stwierdziłam - dobra, robimy, co potrzebujemy. Nawet to zostało zarejestrowane! I potem w trakcie zdjęć okazało się, że projekt upada", opowiadała Katarzyna Warnke w "halo tu polsat", a nasi prowadzący komentowali jej odważny krok - w końcu włosy są ważną częścią osobowości, nie tylko kobiet, ale także mężczyzn.

Zmiana wyglądu do roli to tylko wstęp. Aktorka podkreśla, że najważniejsze jest co innego
Zdaniem Katarzyny Warnke widzowie, którzy podziwiają swoich ulubionych aktorów za metamorfozy do ról, mogą nie dostrzegać istoty całego procesu. Fizyczność jest niezwykle ważna, ale bywa tylko katalizatorem dużo bardziej skomplikowanej reakcji, która w umyśle najlepszych artystów musi się dokonywać.
"To jest humanistyczny zawód, dla mnie osobiście. Wchodzenie w czyjeś buty, w buty drugiej osoby, to wysoko empatyczna sytuacja. Kocham aktorów, którzy traktują moment fizycznej zmiany jako wstęp - musimy się znaleźć w tej fizycznej strukturze, która będzie inna niż nasza. Natomiast to musi uruchomić przemianę psychiczną", tłumaczyła.
"Robert de Niro robi to genialnie. On nie poprzestaje na przemianie. [...] On się nie zatrzymuje na granicy popisu technicznego, tylko wchodzi bardzo głęboko w psychikę", dodała.
Kiedy aktor staje się artystą? Katarzyna Warnke przyznaje, że czasem jej się to zdarza
Katarzyna Warnke nie boi się ryzyka i często wybiera postaci wyraziste, emocjonalnie skrajne, a nawet kontrowersyjne. Widzieliśmy ją już w roli bezkompromisowej chirurżki, ekscentrycznej "królowej podziemia", współczesnej matki i żony w trudnym małżeństwie, czy chłodnej i wyniosłej pani prokurator. Żonglowanie emocjami, charakterami - to dla widzów więcej niż sztuka, ale Katarzyna Warnke widzi to nieco inaczej.
"Jest ta przyjemność doświadczania aktorstwa w wymiarze technologii. Jesteś artystą dopiero od momentu, kiedy jesteś świetnym rzemieślnikiem. Tak uważam. Coś takiego jak prima ballerina. To, co my widzimy u mistrzyń, to jest moment, kiedy już technika jest zapomniana, bo tak trzeba zrobić. Trzeba się tak nauczyć tego, co się robi, żeby po prostu być lekką jak piórko. I wtedy zaczyna się czucie. Zdarzają mi się takie momenty na planie już, czy w teatrze, że po prostu ja jestem, zapominam, że gram", mówiła w rozmowie z Olą Filipek i Olkiem Sikorą.
Jednej rzeczy Katarzyna Warnke nigdy nie zrobi dla roli
Jak już wspominaliśmy, nasza gościni grała wiele ról, do których musiała przechodzić różne metamorfozy. Ola Filipek była więc ciekawa, czy jest coś takiego, czego nawet dla najlepszej roli nigdy by nie zrobiła. Katarzyna Warnke odpowiedziała, że tak - jest jedna rzecz, na którą nie zdecydowałaby się nawet dla filmu.
"Ja bardzo kocham być zdrowa, zdrowo się odżywiać. Jestem też już w takim wieku, że trudno byłoby mi wracać do wagi. Więc przytycie do roli byłoby psychicznie dla mnie bardzo trudne", powiedziała bez ogródek.
W rozmowie o granicach tego, co potrzebne dla roli, nie zabrakło też tematu intymności, której granice w zawodzie aktora bywają przesuwane - czasem dość znacząco. Olek Sikora spytał Katarzynę Warnke o jej doświadczenia w tej kwestii, a ona przypomniała, że aktorstwo nie lubi i nie potrzebuje dosłowności. Jednocześnie wspomniała o filmach, w których dosłowność się pojawiła i co niekoniecznie dobrze skończyło się dla jego twórców.
"Kreatywność, wyobraźnia - to są przestrzenie, w których my działamy. I my działamy »jak gdyby«", mówiła aktorka, po czym dodała, że wiele razy sceny inne niż te intymne były dla mnie bardziej wymagające i wywoływały większe emocje.
"Ja wielokrotnie poczułam się bardziej obnażona przez wrażliwość jakąś, czy jakąś słabość, która prywatnie mnie dotyczy, o czym widzowie mogą nie wiedzieć - w tych momentach filmu będą to odbierali, że gram. Ale wielokrotnie było tak, myślę, że wielu aktorów by się zgodziło, że to jest też forma terapii", przyznała na koniec.






