Zderzenie światów i metafizyczna odyseja. Polska produkcja z szansą na Złotą Palmę
Współpraca Sebastiana Stankiewicza z Michałem Toczkiem ma już swoją artystyczną historię - aktor zagrał wcześniej w jego etiudach "Być kimś" oraz "Martwe małżeństwo". Najnowszy projekt, "Spiritus sanctus" - który to powstał w ramach programu Studia Munka "Trzydzieści minut" - dokonał jednak w Cannes rzeczy niezwykłej. Z puli ponad trzech tysięcy propozycji nadesłanych z całego świata wyselekcjonowano zaledwie dziesięć krótkich metraży, które stanęły do bezpośredniej walki o prestiżową Złotą Palmę, w tym także film Toczka. Dla samego aktora to absolutny debiut na tak gigantycznej imprezie - w "halo tu polsat" Stankiewicz opowiadał między innymi o skali wydarzenia, wspominając niekończące się premiery oraz zaangażowanie festiwalowej publiczności.
W walczącym o najwyższe laury "Spiritus sanctus" Stankiewicz wciela się w postać Bogdana - bohatera, który w trakcie całego, piętnastominutowego obrazu wypowiada zaledwie jedno zdanie. Dla znanego z nieposkromionej energii artysty stanowiło to gigantyczne wyzwanie, wymuszające oparcie roli wyłącznie na powściągliwych gestach i spojrzeniach. Sama historia to błyskotliwa, doprawiona absurdem opowieść, osadzona w Polsce końcówki lat 90. W kraju trwa właśnie papieska pielgrzymka, a władze wprowadzają z tej okazji całkowitą prohibicję. Główny bohater, zdeterminowany, by zdobyć na pięćdziesiąte urodziny swojej żony odpowiedni trunek, wyrusza w najeżoną przeszkodami drogę.
Zwykła wyprawa po napoje wyskokowe szybko ewoluuje w pełną groteski podróż, w której bohater niespodziewanie ociera się o zjawiska niewyjaśnione. Gdy przypadkiem trafia w sam środek papieskiej wizyty, a na jego drodze pojawia się biały koń, który uciekł z miejscowego gospodarstwa, trywialne poszukiwanie procentów nagle traci znaczenie. Reżyser Michał Toczek otwiera w ten sposób przed widzami fascynującą przestrzeń, w której chęć wzniesienia urodzinowego toastu ustępuje miejsca prawdziwej tęsknocie za sacrum, potrzebie cudu i przekraczania samego siebie. Mimo że fabuła tak mocno odzwierciedla polskie imaginarium końca lat 90., odtwórca głównej roli pozostaje całkowicie spokojny o jej odbiór w Cannes. Z pietyzmem oddany klimat minionej epoki oraz uniwersalny konflikt między przyziemnymi pragnieniami a wyższą duchowością to elementy, które potrafią przełamać wszelkie granice, docierając wprost do międzynarodowej widowni.
Ostateczny werdykt oraz odpowiedź na pytanie, czy ta oraz inne polskie produkcje zostaną docenione na Lazurowym Wybrzeżu, przyniesie jutrzejsza ceremonia zamknięcia festiwalu.
