Poza sezonem i bez filtra. Sycylijskie kontrasty z perspektywy dwóch kółek
Zwiedzanie Włoch w szczycie wakacyjnego sezonu nierzadko sprowadza się do zmagań z wielkimi tłumami i obezwładniającym gorącem; z perspektywy rowerzysty to niemal pewna droga do wyczerpania organizmu. Decyzja o wyjeździe w marcu okazała się więc dla polskiego podróżnika strategicznym strzałem w dziesiątkę. Choć pogoda bywała niezwykle kapryśna, serwując wiatr i nieprzyjemny chłód, surową aurę skutecznie zrekompensował brak turystycznego ścisku na drogach. To właśnie poza sezonem można w pełni zasmakować logistycznej beztroski, która dla samotnego cyklisty stanowi najwyższą wartość. Jak przyznawał Gozdera, brak wcześniejszych rezerwacji pozwolił mu na ogromną dozę spontaniczności; wystarczyło zerknąć w telefon, by w przystępnej cenie wynająć komfortową willę z basenem (i to na wyłączność). Taki model poznawania świata obnaża jednak z bliska lokalne kontrasty - pocztówkowe pejzaże często mieszają się z widokiem śmieci zalegających na poboczach, tworząc prawdziwy, pozbawiony instagramowych filtrów obraz południowych Włoch. Sam objazd wyspy, połączony z dotarciem do stolicy każdej lokalnej prowincji, pochłonął tysiąc sto kilometrów. Pozostały dystans Michał pokonał już po przeprawieniu się przez Cieśninę Mesyńską, kierując się między innymi przez historyczne Monte Cassino prosto do Rzymu.
Włoskie ulice, zwłaszcza te na niższych szerokościach geograficznych, rządzą się przy tym swoimi specyficznymi prawami, a ruch drogowy to nierzadko czysty żywioł, w którym brakuje twardych reguł. Poruszanie się w tak nieprzewidywalnym środowisku wymaga od rowerzysty nie tylko żelaznej kondycji, ale i stoickiego spokoju; po powrocie z tak intensywnej trasy jazda przez zatłoczone rondo w centrum Warszawy wydaje się sielską przejażdżką. Wszelkie trudy nawigowania wśród włoskich kierowców z nawiązką rekompensują jednak krajobrazy i zasłużone, kaloryczne "nagrody". Jak sam wspominał, wcześniejsze wojaże wokół północnych jezior Como i Garda, gdzie intensywny wysiłek pozwalał na niemal codzienne jedzenie pizzy bez cienia wyrzutów sumienia, są tego najlepszym przykładem. Dla Gozdery absolutną perłą sycylijskiej wyprawy okazały się zachodnie krańce wyspy, a w szczególności niezwykle stromy podjazd prowadzący do Erice - historycznego miasteczka zawieszonego w gęstej mgle, gdzie horyzont morza niemal niedostrzegalnie łączy się z niebem.
Aby w przyszłości ułatwić innym miłośnikom i miłośniczkom dwóch kółek opanowanie podobnych tras z ominięciem organizacyjnej frustracji, podróżnik pracuje obecnie nad autorską aplikacją internetową. Ma ona pomóc w precyzyjnym wyznaczaniu zagranicznych szlaków (choćby przez wszystkie szwajcarskie kantony), ostatecznie udowadniając, że wielki świat i niesamowite krajobrazy są na wyciągnięcie ręki - wystarczą dwa kółka.
