Surowe rzemiosło, dobroczynne minerały i potęga przyrody
Życie na tutejszych górskich halach rozpoczyna się już o czwartej rano - całkowicie ignorując kaprysy pogody. Jak przyznawała bacowa Anna Rekowska, choć miejscowa codzienność wymaga hartu ducha i ciężkiej pracy, same krajobrazy stanowią naturalną rekompensatę za włożony wysiłek. Wraz ze swym mężem, bacą Dariuszem Rekowskim, od dekady pielęgnuje serowarską tradycję, którą ten przejął po swoim ojcu. To rzeczywistość funkcjonująca poza zasięgiem nowoczesnych technologii - brakuje tu elektryczności, a cała produkcja opiera się na niezmiennych metodach, bazując wyłącznie na pracy rąk oraz wielopokoleniowym doświadczeniu, które z powodzeniem zastępują zautomatyzowane taśmy czy precyzyjne wagi. Ostateczny smak oscypków pozostaje jednak efektem ścisłej współpracy człowieka z przyrodą. Rekowska podkreśla, że unikalny aromat owczego mleka definiuje sama dieta zwierząt; stada, nadzorowane przez cały dzień przez juhasów, instynktownie wybierają z łąk wyłącznie najwartościowsze zioła i kwiaty.
Naturalne bogactwo regionu znajduje zastosowanie również daleko poza owczymi pastwiskami. Ziemia ta obfituje wszak w minerały, których dobroczynne właściwości rozpoznano w okolicy już w XIII stuleciu; jak przypomina Anna Kaczka z miejscowej pijalni wód leczniczych, uzdrowiskowe źródła od pokoleń wspierają organizm w różnoraki sposób, a ich nazwy po dziś dzień honorują historycznych założycieli kurortu. Obecnie potencjał tych substancji wykorzystuje się na zróżnicowanych płaszczyznach - kosmetolożka Oliwia Faron z powodzeniem sięga po szczawnickie wody podczas zabiegów łagodzących, zapewniając ukojenie cerze wrażliwej, naczyniowej oraz mocno zmęczonej długą ekspozycją na słońce.
Górski mikroklimat sprzyja także roślinom, które na pierwszy rzut oka zupełnie nie pasują do surowego pejzażu tej części Polski. Na wysokości sześciuset dziewięćdziesięciu jeden metrów nad poziomem morza Mateusz Zachwieja prowadzi najwyżej położoną w Polsce plantację lawendy. Inicjatywa ta miała niepozorny, artystyczny początek; fotografka i współtwórczyni uprawy, Barbara Zachwieja, posadziła pierwsze dziesięć krzewów wyłącznie po to, by zyskać atrakcyjne tło do plenerowych sesji. Dziś fioletowe pole liczy osiem tysięcy sadzonek, których antyseptyczne i przeciwzapalne właściwości pomagają choćby w niwelowaniu problemów z zatokami. Roślinne ekstrakty stanowią naturalne dopełnienie lokalnej odnowy biologicznej; serwowane na sam koniec zabiegów pielęgnacyjnych lawendowe koktajle skutecznie wyciszają organizm, ułatwiając spokojny sen.
