Ks. Jan Kaczkowski był jednym z najbardziej rozpoznawalnych i charyzmatycznych duchownych w Polsce. Twórca puckiego hospicjum, autor książek i człowiek, który potrafił rozmawiać z każdym, bez względu na jego historię czy życiowe wybory. Znany był z bezpośredniości, poczucia humoru i niezwykłej umiejętności docierania do ludzi tam, gdzie inni nie potrafili.
Był kimś więcej niż księdzem. Tak wspominają go najbliżsi
Dla jego siostry, Magdy Sekuły, upływ czasu wcale nie przyniósł ulgi. Jak przyznała w rozmowie z naszą reporterką - Kamilą Ryciak, tęsknota z każdym rokiem staje się coraz silniejsza, a świadomość, że minęła już dekada od jego śmierci, wciąż wydaje się nierealna. Wspomina brata jako bliskiego towarzysza codzienności, wychowywali się razem w jednym pokoju, dzieląc nie tylko przestrzeń, ale i wyjątkową więź.
Choć jego początki nie były łatwe - zmagał się z problemami zdrowotnymi i słabym wzrokiem, to od najmłodszych lat wyróżniał się ogromną ciekawością świata i ludzi. Czytał, zapamiętywał i zadawał pytania, a jego zainteresowania sięgały od medycyny po historie kryminalne. Już jako dziecko przejawiał też fascynację religią, która z czasem stała się jego drogą życiową.
Lata seminaryjne wspominane są jako czas dojrzewania i kształtowania charakteru. Jego znajomi podkreślają, że miał w sobie dużo lekkości, poczucia humoru i dystansu. Lubił prowokować, żartować i celnie komentować rzeczywistość, a jednocześnie budował relacje oparte na autentyczności.
Ważnym elementem jego życia była też filozofia codzienności. Jak wspominają bliscy, potrafił czerpać radość z prostych chwil - wspólnych rozmów, spotkań przy stole czy drobnych przyjemności. To właśnie te "małe momenty" uważał za fundament szczęścia.
Najmocniej jego wpływ widać jednak w historiach ludzi, którym pomógł. Jeden z jego podopiecznych przyznaje, że spotkanie z księdzem było dla niego przełomowe. Trafił do niego w bardzo trudnym momencie życia, a sposób, w jaki Kaczkowski nawiązał z nim kontakt był prosty, bez dystansu i oceniania - sprawił, że poczuł się zrozumiany.
"Wiem, że gdyby wtedy mówił do mnie inaczej, po prostu bym go ominął. On wszedł w mój świat i dzięki temu mnie uratował", wspominał Patryk Galewski.
Po 10 latach od śmierci ks. Jana Kaczkowskiego jego historia wciąż żyje w pamięci tych, którzy go spotkali. I choć, jak mówią jego bliscy, czasu nie da się cofnąć, to to, co po sobie zostawił, nadal ma realny wpływ na życie innych.
