Francuskie media porównywały historię Mai Chwalińskiej do bajki. Dziennik "Le Parisien" pisał, że "po tym balu kareta wcale nie zamieni się w dynię", a "L'Equipe" podkreślało, że choć historia nie zakończyła się happy endem, Paryż długo jej nie zapomni. Polska tenisistka rozpoczęła rywalizację od eliminacji i jako pierwsza zawodniczka w historii dotarła z nich aż do finału turnieju. W ciągu trzech tygodni rozegrała aż 10 wymagających meczów, spędzając na korcie blisko 16 godzin.
Po finale ojciec tenisistki przyznał, że mimo porażki w finale cała rodzina traktuje ten wynik jak wielkie zwycięstwo. Eksperci zwracali uwagę, że ogromne zmęczenie mogło mieć wpływ na grę Polki w decydującym meczu. Sama Maja Chwalińska po spotkaniu podkreśliła jednak, że dała z siebie wszystko i chce dalej się rozwijać. Awansowała także aż o kilkadziesiąt miejsc w światowym rankingu, a zarobione pieniądze zamierza przeznaczyć na rozwój swojej kariery i dalsze inwestowanie w tenis.

