Trzy wsie i bogactwo ornamentów. Drewniane dziedzictwo Podlasia
Trześciankę, Soce i Puchły - trzy podlaskie miejscowości tworzące Krainę Otwartych Okiennic - łączy przede wszystkim charakterystyczna drewniana zabudowa. Tutejsze domy wyróżniają się misternymi dekoracjami, obejmującymi nie tylko same okiennice, lecz również narożniki, nadokienniki i szczyty budynków. Geometryczne oraz roślinne ornamenty, nierzadko malowane w kontrastujących kolorach, zmieniają zwyczajne wiejskie zabudowania w małe dzieła sztuki snycerskiej.
O specyfice regionu opowiadała Oli miejscowa przewodniczka Anna Kononiuk, którą podróżniczka spotkała przy okazji wizyty w niewielkiej galerii oferującej rękodzieło, miody, octy i własnoręcznie przygotowywane kosmetyki.
Jak wyjaśniała Kononiuk, przez długi czas tradycyjne zdobienia uchodziły za niemodne, a modernizacja kolejnych domów prowadziła do ich stopniowego zanikania. W ostatnich latach zainteresowanie dawnym budownictwem jednak odżywa - mieszkańcy odnajdują zachowane elementy dekoracyjne i przywracają budynkom ich charakterystyczny wygląd.
Szczególne miejsce zajmuje Trześcianka, największa z trzech wsi. Jej regularny układ przestrzenny jest dziedzictwem XVI-wiecznej pomiary włócznej - reformy, która na stulecia ukształtowała tutejszy krajobraz. Dziś obok tradycyjnych drewnianych domostw pojawiają się także nowsze budynki, których właściciele świadomie nawiązują do miejscowego zdobnictwa.
Kolorowe cerkwie i miejscowa gwara. O kulturowym bogactwie Podlasia
Podlaski krajobraz trudno wyobrazić sobie bez cerkwi. W Trześciance znajduje się charakterystyczna zielona świątynia pod wezwaniem świętego Michała Archanioła, wzniesiona w XIX wieku, natomiast Puchły słyną z błękitnej cerkwi Opieki Matki Bożej, będącej ważnym miejscem prawosławnych pielgrzymek.
Podczas zwiedzania jednej ze świątyń Anna Kononiuk przybliżyła również charakterystyczne elementy prawosławnego wnętrza. Szczególną uwagę zwraca ikonostas - przegroda z ikonami oddzielająca nawę od części ołtarzowej. Znajdujące się w nim królewskie wrota otwierane są w określonych momentach liturgii, odsłaniając przestrzeń sanktuarium.
Równie interesującym elementem lokalnego dziedzictwa pozostaje język. W Trześciance Aleksandra odwiedziła Wiktora Stachwiuka - pisarza, poetę i malarza, który zajmuje się zachowywaniem miejscowej gwary wschodniosłowiańskiej, określanej jako mówienie "po swojomu".
"Jako jeden z pierwszych napisałem książkę w naszym języku tutejszym" - opowiadał.
Chodzi między innymi o wydaną w 2006 roku "Siva zozula", poświęconą historii, zwyczajom i folklorowi Trześcianki, napisaną miejscowym językiem. Podczas spotkania Stachwiuk zaprezentował również jego brzmienie, przypominając, że podlaskie dziedzictwo przetrwało nie tylko w architekturze, ale i w codziennej mowie mieszkańców.
Soce - wieś chroniona nicią. Między legendą a żywą pamięcią
Kolejnym przystankiem na trasie stały się Soce, których osobliwością - poza bogato dekorowanymi budynkami - pozostaje układ dwóch równoległych ulic, rozdzielonych rzeczką Rudnią. Wieś skrywa jednak znacznie bardziej niezwykłą historię.
Przy drogach prowadzących do miejscowości stoją kamienne krzyże z datą 1895, związane z opowieścią o chorobie, która miała pojawić się w okolicy pod koniec XIX wieku. Według miejscowej legendy jednemu z mieszkańców ukazała się Matka Boża, polecając ustawienie krzyży na krańcach wsi. Kobiety miały następnie otoczyć miejscowość nicią, tworząc symboliczny krąg ochronny. Zaraza podobno ustąpiła, a krzyże do dziś przypominają o dawnych wierzeniach.
Ola spotkała tam również 77-letnią mieszkankę, która przyznała, że jest najmłodszą osobą na swojej ulicy. Rozmowa szybko zeszła na temat miejscowych okiennic i ich pochodzenia.
Kobieta wskazywała na rok 1915 i wyjazdy ludności w głąb ówczesnego imperium. Był to czas bieżeństwa - masowego wychodźstwa, które objęło znaczną część prawosławnych mieszkańców Podlasia. Powracający po latach przywozili również inspiracje podpatrzone w tamtejszej architekturze drewnianej. Z czasem połączyły się one z miejscowymi tradycjami, współtworząc charakterystyczne podlaskie zdobnictwo.
Choć wielu młodych opuściło wieś, jej starsza społeczność wciąż pielęgnuje pamięć o przeszłości.
"Warto do nas przyjeżdżać, cieszymy się, lubimy wszystkich" - zapewniała rozmówczyni Aleksandry.
Od babki ziemniaczanej po tołkanicę. Podlasie również od kuchni
Podróż po Krainie Otwartych Okiennic nie mogła obyć się bez kulinarnych odkryć. W Puchłach Aleksandra odwiedziła Mirosława Stepaniuka, regionalistę i przyrodnika, który zaprezentował jej miejscowe specjały.
Obok dobrze znanej babki ziemniaczanej, podawanej ze śmietaną i surówką, pojawiła się tołkanica - potrawa przygotowywana z ugotowanych, dokładnie utłuczonych ziemniaków, do których dodaje się skwarki, cebulę i masło. Tak powstałą masę formuje się następnie i zapieka.
Nie zabrakło również wareników, czyli pierogów znanych pod miejscową nazwą, a także pielmieni. To kolejny przykład przenikania się kulinarnych tradycji charakterystycznych dla tego pogranicza.
Na trasie znalazł się też mniej oczywisty przejaw miejscowej gościnności - samoobsługowy punkt sprzedaży miodu w Puchłach. Słoiki można tam zabrać, pozostawiając należność w puszce, co dobrze oddaje atmosferę niewielkich podlaskich miejscowości.
Kraina Otwartych Okiennic okazuje się więc miejscem, w którym warto zatrzymać się na dłużej. Nie tylko po to, by podziwiać kolorowe domy i cerkwie, ale przede wszystkim, by poznać ludzi, dzięki którym dawne tradycje wciąż pozostają żywe.
Zobacz też:
"W Polskę jedziemy". Żuławy ‒ historia pisana (nie tylko) domami







