Od Leokadii do Lody, czyli pierwsze podrygi Niemirzanki
Leokadia Franciszka Niemira urodziła się 23 listopada 1906 roku w Żbikowie (dziś - dzielnicy podwarszawskiego Pruszkowa), jako córka Antoniego i Ludwiki. Stosunkowo wcześnie dostrzeżono w niej talent sceniczny i predyspozycje taneczne - Leokadia kształciła się tym samym zarówno w stołecznym gimnazjum Jadwigi Taczanowskiej, jak i w Warszawskiej Szkole Baletowej. Jej debiut sceniczny nastąpił wyjątkowo wcześnie - w sezonie 1922-1923 występowała już wraz z zespołem baletowym Jana Cieplińskiego, by w kolejnym roku dołączyć do obsady Teatru Polskiego w Wilnie. Tam też po raz pierwszy stanęła na ślubnym kobiercu, wychodząc za Stefana Kopczyńskiego; rok później na świat przyszedł ich jedyny syn, którego ochrzczono imieniem ojca. W międzyczasie Niemirzanka postanowiła skupić się na aktorstwie - wyjechała do Łodzi, gdzie pojawiała się na deskach Teatru Miejskiego, by na początku lat 30. ponownie znaleźć się w "rodzinnej" Warszawie (w wywiadach samą siebie określała bowiem mianem "Warszawianki").
Tam objawiła się na scenie rewiowo-kabaretowej - z powodzeniem brylowała w Ananasie, Kameleonie, Wesołym Teatrze, Wielkiej Rewii i wielu innych. Równolegle nadeszły też pierwsze propozycje filmowe - Loda początkowo obsadzana była jednak przede wszystkim w rolach epizodycznych; w latach 1931-1936 pojawiła się na ekranach siedmiokrotnie, występując między innymi jako służąca w "Księżnej Łowickiej", pokojówka w "Jaśnie panu szoferze" czy kandydatka do posady maszynistki w "Dwóch Joasiach". Dzięki udziałowi w "Ułani, ułani, chłopcy malowani" - gdzie wraz z Zulą Pogorzelską zaśpiewała utwór "Czy przyjdzie?" - jej nazwisko zostało zaś odnotowana przez prasę.
"Czaruje wdziękiem i głosem w pięknej i dobrze wykonanej piosence", pisał wówczas "Kurier Warszawski".
"Pełna wdzięku i wszechstronnie uzdolniona". Przełom dzięki "Adzie..."
"Chciałabym strasznie zagrać coś piekielnie wesołego i »temperamentnego«", mówiła Loda dziennikarzowi "Kina" w roku 1932.
Jej pragnienie ziściło się cztery lata później, gdy Konrad Tom przystąpił do realizacji komedii muzycznej "Ada! To nie wypada!". Niemirzanka otrzymała wówczas główną rolę, a tym samym dołączyła do sław takich jak Antoni Fertner (wcielający się w ojca Ady, Antoniego Dziewanowskiego), Kazimierz Junosza-Stępowski (zaangażowany do roli hrabiego Orzelskiego), Aleksander Żabczyński (a więc Fred Orzelski) czy Mira Zimińska (grająca primadonnę Irę Roletti).
Fabuła filmu skupia się na postaci tytułowej Ady, córki ziemianina Antoniego Dziewanowskiego, która nie stroni od rozmaitych wybryków; ojciec i jego przyjaciel, hrabia Orzelski, układają tymczasem plan, który zakłada ożenienie panny Dziewanowskiej z hrabiowskim synem - Fredem. Ada, wysłana wcześniej na krakowską pensję, bierze starszego pana za kandydata do swej ręki i - chcąc zniechęcić go do małżeństwa - urządza pokaz swych najgorszych manier. W Krakowie pojawia się tymczasem młody muzyk, Kazimierz Bemol, który podaje się za starego pedagoga, by zdobyć posadę i zarobić na wystawienie swojej operetki pod tytułem "Fijołek"; Ada odkrywa prawdziwą tożsamość nauczyciela, a następnie potajemnie pobiera u niego lekcje. Gdy przed premierą operetki zaniemaga primadonna Ira Roletti, główna partia zostaje powierzona Dziewanowskiej. Jej występ zachwyca obecnego na widowni Freda, który zakochuje się w młodej pensjonarce, nie wiedząc, że jest nią dziewczyna, którą ma poślubić.
Obraz okazał się kasowym sukcesem, a kompozycje Zygmunta Wiehlera i Jerzego Jurandota - w tym piosenka tytułowa (śpiewana przez Niemirzankę) oraz utwór "Nie kochać w taką noc to grzech" (wykonany w duecie z Żabczyńskim) - zyskały ogromną popularność. Również krytyka, z reguły wyjątkowo sceptyczna wobec lekkich komedii, przyjęła "Adę..." relatywnie ciepło.
"Z prawdziwą przyjemnością stwierdzamy fakt znacznej poprawy naszej produkcji. Wiadomym znakiem tej poprawy jest film »Ada! To nie wypada«, który śmiało można nazwać najlepszą polską komedią obecnego sezonu", twierdził "Kurier Filmowy".
Niemirzanka wykorzystała temperament, by stworzyć kreację na tyle żywiołową, iż żadna z recenzji nie zająknęła się o wyraźnym dysonansie między rzeczywistym wiekiem odtwórczyni a oczekiwanym obrazem bohaterki. Nawet jeśli za prawdziwą przyjąć datę urodzin podawaną przez Lodę - a więc trzy lata późniejszą niż właściwa (co zresztą stanowiła dość powszechną praktykę wśród gwiazd ówczesnego kina) - odtwórczyni głównej roli okazywała się dużo starsza niż ekranowa pensjonarka; to zdawało się jednak nikomu nie przeszkadzać. Nawet nieprzychylne opinie nie pozostawiły wszak jej kreacji bez uznania.
"Jedynie Loda Niemirzanka, aktorka pełna wdzięku i wszechstronnie uzdolniona, wnosi ze sobą dużo świeżości i bezpośredniości, stwarzając udatną sylwetkę enfant terrible z białego dworka w typie Franciszki Gaal, którą zresztą przypomina zarówno temperamentem, jak i zacięciem aktorskim", perorowało "Kino".
Już wkrótce miało przynieść to kolejne propozycje zawodowe.
Przerwany sen. O losie, którego nie dało się odwrócić
W latach 1937-1939 Loda Niemirzanka pojawiła się w czterech kolejnych produkcjach - była Ritą Malvani w "Książątku" (kolejnym filmie Konrada Toma, gdzie partnerowała Eugeniuszowi Bodo), Kazią w "Renie" (obrazie zrealizowanym przez Michała Waszyńskiego), Amelką Kurkówną w "Moi rodzice się rozwodzą" (w reżyserii Mieczysława Krawicza) oraz Lolitą w "Ja tu rządzę" (ostatnim ukończonym filmie Krawicza, gdzie wystąpiła u boku Zbigniewa Rakowieckiego i Iny Benity).
Rozwijającej się karierze towarzyszyło także spełnienie w życiu prywatnym. Na początku 1937 roku aktorka poślubiła bowiem Stanisława Kauzika, wydawcę i publicystę, związanego wcześniej z administracją państwową. Szczęśliwa passa, zarówno na scenie, jak i poza nią, trwała jednak ledwie dwa lata.
Początek września 1939 roku przyniósł koniec dotychczasowego świata, a tym samym niemal ostatecznie zakończył działalność sceniczną Lody. Kauzik objął wówczas stanowisko szefa Biura Prasowego prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, później zaś mianowany został dyrektorem Departamentu Prasy i Informacji Delegatury Rządu na Kraj; Niemirzanka również zaangażowała się w działalność podziemną. Najtrudniejsze, bo ze wszech miar osobiste doświadczenie, przyniósł zaś rok 1944 - 1 września, przy Siennej, życie stracił bowiem syn Lody, Stefan Kopczyński.
Nowa rzeczywistość nie przewidywała miejsca dla osób takich jak Kauzik i Niemirzanka. On jeszcze w roku 1945 wyjechał tym samym do Wielkiej Brytanii (gdzie, jako Stanisław Dołęga-Modrzewski, zaangażował się w działalność emigracyjną). Ona pozostała w Polsce, choć nie dane było jej już powrócić do ekranowej chwały; mimo niesprzyjających warunków podjęła jednak próby wskrzeszenia aktywności zawodowej - pojawiła się między innymi na deskach częstochowskiego Teatru Miejskiego czy stołecznego Teatru Młodej Warszawy, jednak praca na marginesie głównego nurtu nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. W roku 1956 - po odnalezieniu mogiły syna i przeniesieniu tejże na Powązki Wojskowe - Loda zdecydowała się opuścić ojczyznę i dołączyć do męża. Po jego śmierci - w roku 1959 - pozostała w Londynie, gdzie mieszkała do końca życia. Zmarła 14 sierpnia 1984 roku - dwa miesiące później jej prochy złożono zaś w Warszawie, u boku ukochanego syna.
Opowieść o "pierwszej pensjonarce polskiego kina" stanowi niezwykle gorzkie memento. Przypomina wszak, że w zderzeniu z trybami wielkiej historii, status i talent stawały się wartościami do bólu ulotnymi. I choć ekranowa Loda z łatwością oszukiwała czas, rzeczywista nie była w stanie oszukać losu.








