Letni przerywnik w mazurskiej scenerii. Mery Spolsky o nowym singlu
"Tajlandia" powstała jako efekt współpracy Mery Spolsky z producentem Auerem. Tym razem założenie było wyjątkowo proste, celem stało się wszak stworzenie krótkiego, elektronicznego utworu na lato - lekkiego, bezpretensjonalnego i pozbawionego ciężaru większej koncepcji. Sama artystka określała go w studiu mianem swoistego "przerywnika" przed kolejnym etapem twórczym.
Egzotyczny tytuł okazał się przy tym nieco przewrotny, bo teledysk do utworu nie powstał w Azji, lecz nad jednym z mazurskich jezior. W podobnym wyborze Spolsky dostrzega zresztą pewną ciągłość z wydanym w listopadzie 2025 roku albumem "Kocham Polskę", gdzie przyglądała się własnej relacji z krajem - bez patriotycznego zadęcia, ale też bez łatwego odrzucenia tego, co rodzime.
"Miałam poczucie, że żyję w przeświadczeniu wstydu za tę Polskę. [...] Jedziemy za granicę i mówimy: »No, no, I'm not from Poland«. Mamy w sobie coś takiego" - przyznała.
Z czasem podobne spojrzenie zaczęło jednak ustępować większej ciekawości tego, co znajduje się znacznie bliżej. Nie oznacza to bynajmniej rezygnacji z dalekich podróży - Mery podkreślała, że nadal chce zwiedzać i czerpać z podobnych doświadczeń - lecz raczej próbę pozbycia się automatycznego przekonania, że bardziej interesujące musi oznaczać zagraniczne.
Przecież jestem tu, piszę w naszym języku, uwielbiam nasze miejsca. [...] Róbmy rzeczy w Polsce, bo są tu piękne miejsca" - mówiła.
Stąd właśnie mazurska "Tajlandia" - wakacyjna fantazja, która nie udaje podróży na drugi koniec świata, a jednocześnie korzysta z całego imaginarium podobnego wyjazdu. Dla artystki ważniejsza od geograficznej dosłowności była zresztą lekkość - piosenka miała trwać około dwóch minut, szybko wpadać w ucho i dawać chwilę oddechu przed kolejnymi projektami.
Ostatnia kropka w drugiej książce. "Będzie to coś innego"
Jednym z nich będzie literatura - pięć lat po debiucie Mery Spolsky zakończyła pracę nad drugą książką. Pierwsza, "Jestem Marysia...", była połączeniem osobistej prozy, gier językowych i tematów dobrze znanych z jej piosenek; później doczekała się również rozbudowanej wersji audio, w której udział wzięli między innymi Maria Peszek, Margaret, Ralph Kaminski czy Krzysztof Zalewski.
Następczyni ma być jednak czymś innym. Artystka zdradziła w "halo tu polsat", że tym razem przygotowała zbiór opowiadań, który ukończyła podczas tegorocznych wakacji. Pisaniu podporządkowała przy tym część wyjazdów po Polsce - zaszywała się w kolejnych miejscach i ograniczała bodźce, które mogłyby odciągać uwagę od tekstu.
"Więcej nie mogę na razie powiedzieć, ale to będzie coś innego niż moja pierwsza książka. Coś wesołego" - zapowiadała.
Szczegóły pozostają na razie tajemnicą. Spolsky zastrzegła jedynie, że nie będzie to ani klasyczna fabuła, ani autobiografia, choć - podobnie jak w dotychczasowej twórczości - punktem wyjścia pozostaną własne doświadczenia i obserwacje. Granica między literaturą a rzeczywistością może być przy tym wyjątkowo cienka.
"Nie lubię cenzury. Lubię używać nawet imion osób, które spotkałam na swojej drodze, więc wszystkie moje niesnaski z byłymi chłopakami nie są ocenzurowane" - mówiła.
Oba projekty pojawiają się w momencie, który sama Mery opisuje jako czas wyraźnej zmiany. Najbardziej widocznym jej symbolem stało się skrócenie włosów, ale artystka wiąże tę decyzję z szerszą potrzebą odcięcia się od poprzedniej kreacji. "Tajlandia" dobrze wpisuje się więc w moment pomiędzy kolejnymi większymi przedsięwzięciami. Nie próbuje udawać manifestu ani zapowiedzi całej nowej ery - ma być przede wszystkim krótkim, wakacyjnym numerem. Znacznie więcej niewiadomych pozostawia zaś druga książka, która jest już ukończona, choć jej tytuł oraz termin wydania nadal pozostają nieujawnione.







