Waksmund i Nowy Targ. Cyrwus o dorastaniu na Podhalu
Granica między Nowym Targiem a Waksmundem od zawsze zacierała się w głowie artysty; dziś obie te przestrzenie stanowią nierozerwalny element jego tożsamości. Aktor zapisał się w lokalnej historii dość nietypowo - uchodzi za swego rodzaju symbol pokoleniowej zmiany, ponieważ jako jedno z pierwszych góralskich dzieci przyszedł na świat na nowotarskiej porodówce, a nie w rodzinnym domu. Sam czas dorastania wspomina jednak z wielkim sentymentem, przywołując choćby piesze wędrówki między rodzinnym domem a miastem, w którym toczyło się jego ówczesne życie.
Pamiętnym doświadczeniem w życiu Piotra okazała się też edukacja muzyczna. Po ukończeniu szkoły podstawowej w Waksmundzie, rozpoczął on naukę w nowotarskiej placówce, do czego skłonił go otrzymany w świątecznym prezencie akordeon. Instrument ten nie wzbudził w nim jednak najmniejszej sympatii, wywołując młodzieńczy bunt.
Cyrwus wspominał też, że specyficzny wymiar miały dlań ówczesne wakacje; zamiast beztroskiego odpoczynku, oznaczały one bowiem żmudną pracę. Ojciec artysty dzierżawił okoliczne łąki, a do obowiązków syna należało ich koszenie. Pracując w pocie czoła, obserwował podniebne ewolucje szybowców i otwierające się czasze spadochronów, samemu nie decydując się jednak na podobny krok.
Spojrzenie za horyzont i młodzieńczy bunt
Prawdziwy przełom w życiu artysty nadszedł wraz z edukacją w nowotarskim liceum, którego mury opuściło wiele rozpoznawalnych dziś osób. To właśnie tam ostatecznie skrystalizowało się jego marzenie o aktorstwie. Początkowo spotkało się ono z dystansem i uszczypliwościami jednego z profesorów; po latach Cyrwus przyznał jednak, że to właśnie postawa pedagoga stała się niezwykle silnym motorem napędowym do działania. Młodego człowieka od najmłodszych lat intrygowało zresztą to, co kryje się za horyzontem - a dokładniej za masywem Turbacza, na którym jego dziadek wypasał owce. Kiedy w trakcie podróży z matką odkrył Kraków, utwierdził się w przekonaniu, że to tam znajduje się wielki, fascynujący świat.
Wybór artystycznej ścieżki wymagał od niego sporej odwagi; wiązał się ze złamaniem wielopokoleniowej, rodzinnej zasady. Jako najstarszy syn miał naturalnie przejąć obowiązki ojca. Jego artystyczne ambicje oznaczały jednak definitywne porzucenie wieloletniej, gospodarskiej tradycji i wytyczenie zupełnie nowej ścieżki. Ostateczne rozstanie z odgórnie narzuconym losem było decyzją trudną, lecz z perspektywy czasu absolutnie fundamentalną, co sam zainteresowany doskonale podsumował.
"Byłem pierwszym synem, jednak złamałem tę zasadę. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej. Zbuntowałem się i po prostu stąd wyjechałem. Czułem, że tak ma być. Czasami się męczę, czasami jestem szczęśliwy, jak w życiu", wyznał.
I choć od dekad z powodzeniem funkcjonuje w teatralnej i filmowej rzeczywistości, rodzinne strony wciąż pozostają jego bezpieczną przystanią - miejscem, gdzie kapryśna aura Małopolski spotyka się z doskonałym jedzeniem i cennymi wspomnieniami o pięknie śpiewającym ojcu.
