Świat bez nawigacji i smartfonów. O blaskach i trudach minionych dekad
W minionych dekadach codzienność najmłodszych w dużej mierze toczyła się na zewnątrz, a ulice i osiedla stawały się głównym centrum rozrywki. Wolny czas wypełniały aktywności na świeżym powietrzu, takie jak gra w kapsle, skakanie w gumę, zabawa w chowanego, gra w klasy, zośkę czy popularne podchody. Rzeczywistość ta wymagała niezwykłej samodzielności, a brak powszechnego dostępu do telefonów - które traktowano wówczas jako luksus - gwarantował ogromną swobodę. Andrzej Nejman zauważył, że ówczesne dorastanie nierzadko przypominało życie na krawędzi. Aktor wspomniał czas kręcenia produkcji "Rozalka Olaboga" w Ciężkowicach pod Tarnowem (w roku 1985), kiedy to wymknął się z rówieśnikami do lasu i podczas niefortunnej wspinaczki na drzewo złamał obie ręce.
Swoimi doświadczeniami podzieliła się również Monika Jarosińska. Z relacji artystki wynika, że w najmłodszych latach wpadła w czystej, białej sukience prosto do kałuży; ze strachu przed reprymendą od rodziców ukryła się u znajomej sąsiadki. Kobieta przez kilka godzin suszyła przemoczoną odzież na kaflowym piecu, podczas gdy zaniepokojona nieobecnością córki rodzina niemal zgłosiła jej zaginięcie na milicję. Niezapomnianym elementem ówczesnej edukacji oraz socjalizacji były także letnie wyjazdy na obozy harcerskie i zuchowe. Uczestnicy spali tam w namiotach, własnoręcznie kopali latryny, przyszywali do mundurków odznaki i z wielkim zaangażowaniem zdobywali kolejne sprawności.
Okres PRL-u to także specyficzne smaki i przedmioty, które dzisiaj budzą uśmiech, a wówczas uchodziły za absolutne rarytasy. Wszechobecne braki w asortymencie rekompensowano kreatywnością, czego doskonałym przykładem jest kultowy, domowy blok czekoladowy. Andrzej przywołał w studiu smak kakao turystycznego - suchego proszku wymieszanego z cukrem, Monika zaś Vibovitu. Marzenia o wielkim świecie spełniały się natomiast na półkach Pewexu. Otrzymane od cioci z Detroit dwadzieścia pięć centów pozwoliło aktorowi na zakup dziesięciu pachnących gum do żucia marki Donald, których foliowe opakowania nierzadko wkładano między strony zeszytów, by nadać im aromat.
Specyfika tamtego czasu sprzyjała powstawaniu oryginalnych pasji. Najmłodsi z wielkim entuzjazmem zbierali przywożone zza granicy puste puszki po napojach, pachnące gumki do ścierania oraz kolorowe prospekty samochodowe, dzięki którym można było chociaż na papierze posiadać wymarzoną Mazdę 323. Obecne oceny tych lat bywają bardzo podzielone; jedni spoglądają na nie z nostalgią, inni z kolei przypominają o ciemnej stronie tamtych czasów. Mimo licznych trudności i ograniczeń ustrojowych, goszczący w studiu zgodnie przyznali, że nie zamieniliby swoich wczesnych lat na rzeczywistość współczesną. Jak wspólnie podkreślili, wymagające warunki codzienności w ogromnej mierze ukształtowały ich dzisiejsze charaktery.
