Życie pełne artystycznej wolności
Dla Jakuba Przebindowskiego - aktora, a także reżysera i kompozytora - dorastanie w otoczeniu kultury było swego rodzaju normą (w jego drzewie genealogicznym można znaleźć wszak rzeźbiarzy, malarzy czy muzyków); jak sam przyznał, w artystycznych rodzinach jest to naturalne i nie ma najmniejszego powodu, by "obrażać" się na talenty. Jego żona, Martyna Kliszewska, z sukcesami łączy zaś pracę na scenie z wykształceniem zdobytym na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, tworząc niezwykłe obrazy oraz przestrzenne asamblaże. W tak ukształtowanym środowisku nie było miejsca na przypadek - córka pary niemal od początku chłonęła atmosferę, traktując ją jako stały element otaczającego świata. Jak podkreślali sami rodzice, Mia od samego początku zabierana była do teatrów, oper i muzeów, aby rozwijać się w artystycznym kierunku.
Mimo silnych, scenicznych korzeni, Mia Przebindowska nie zdecydowała się na klasyczne aktorstwo. Posłuchała cennej rady matki, która ostrzegała przed niepewnością wpisaną w ten zawód (związaną między innymi z brakiem stałych angaży, które w aktorskim świecie nie zawsze są oczywiste). Wybrała własną ścieżkę, łącząc zamiłowanie do teatru z ogromnym talentem plastycznym; obecnie studiuje scenografię w Mediolanie. Dziś we Włoszech z powodzeniem prowadzi własną grupę teatralną, zrzeszającą studentów oraz studentki z Nuova Accademia di Belle Arti oraz Istituto Marangoni, samodzielnie pisząc (między innymi po angielsku oraz włosku) i reżyserując sztuki.
Wzajemne wsparcie pozostaje absolutnym fundamentem ich relacji. Gdy Martyna Kliszewska organizowała wystawę malarstwa w Mediolanie, mogła liczyć na pełną obecność Mii, dla której oglądanie kolejnych, autorskich prac mamy było niesamowitym przeżyciem. Z kolei włoska energia, radość życia oraz unikalny styl tamtejszych ulic stają się doskonałym paliwem napędowym dla Jakuba Przebindowskiego. Śródziemnomorska estetyka okazała się główną inspiracją do stworzenia warszawskiej inscenizacji opery "Dyrektor teatru" Wolfganga Amadeusza Mozarta (dzieła stworzonego w zaledwie dwa tygodnie, 240 lat temu). Spektakl, czerpiący dodatkowo z włoskiego kina lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku (z estetyką twórczości Piera Fornasettiego), a dodatkowo przesiąknięty duchem twórczości wybitnych reżyserów tamtej epoki, takich jak Pier Paolo Pasolini czy Federico Fellini, to doskonały dowód na to, że rodzinna fuzja talentów przynosi zachwycające rezultaty. Zapytani o sekret tak udanej współpracy na gruncie prywatnym i zawodowym, Przebindowscy podkreślili zaś, że najważniejsze pozostaje codzienne, nieprzerwane trwanie we wspólnocie.
