Własna planetoida i pełny skład. Grupa MoCarta ma powody do radości
Jedna z najnowszych wiadomości dotyczących Grupy MoCarta nadeszła z wyjątkowo odległego kierunku - planetoida z głównego pasa planetoid, oznaczona dotąd numerem 210031, otrzymała wszak oficjalną nazwę "Grupamocarta".
Muzycy przyznali, że po tylu latach działalności niewiele rzeczy jest jeszcze w stanie ich zaskoczyć, jednak własne ciało niebieskie zdecydowanie należy do tej kategorii. Kosmiczny akcent dobrze wpisał się zresztą w historię zespołu, który od początku chętnie łączy powagę klasycznego repertuaru z kabaretowym poczuciem humoru.
Równie ważny okazał się powrót Bolesława Błaszczyka. Wiolonczelista przez kilka miesięcy nie występował z grupą z powodu choroby, a jego miejsce zajmował w tym czasie syn, Mikołaj. Na przygotowanie do pierwszego koncertu miał zaledwie kilka dni, później zaś zagrał z kwartetem kilkadziesiąt kolejnych występów. Teraz Grupa MoCarta ponownie pojawia się na scenie w swoim stałym składzie.
Wspólne lata sprawiły przy tym, że muzycy przestali traktować swoją relację wyłącznie zawodowo. Próby, koncerty, podróże oraz czas spędzany za kulisami oznaczają, że nierzadko widują się częściej niż z własnymi bliskimi. Z czasem wypracowali również sposób radzenia sobie z napięciami - zamiast przedłużać konflikty, pozwalają emocjom opaść i wracają do normalnego rytmu pracy.
Od klasyki do kabaretu. Tak narodził się styl Grupy MoCarta
Pomysł na Grupę MoCarta narodził się jeszcze w czasach studenckich. Jej członkowie chcieli rozśmieszać publiczność, a naturalnym narzędziem pozostawała dla nich muzyka. Jednym z impulsów do poszukiwania lżejszej formy była praca nad wymagającym kwartetem Dymitra Szostakowicza, którego ciężar skłonił młodych muzyków do stworzenia swoistej przeciwwagi.
Z czasem połączenie klasycznego warsztatu z kabaretowym spojrzeniem stało się podstawą ich stylu. Nie oznacza to jednak dystansu wobec samej muzyki poważnej. Członkowie grupy nadal chodzą do filharmonii, słuchają klasycznego repertuaru i traktują go jako naturalną część codzienności.
Muzyka obecna jest również w ich domach. Dzieci członków kwartetu sięgały między innymi po wiolonczelę, perkusję, saksofon, trąbkę czy fortepian. Najbardziej bezpośrednio rodzinna tradycja dała o sobie znać właśnie podczas nieobecności Błaszczyka, kiedy jego syn mógł na kilka miesięcy wejść do składu zespołu i przejąć partię wiolonczeli.
Po latach Grupa MoCarta nadal pozostaje więc wierna formule, od której wszystko się zaczęło - profesjonalnemu muzykowaniu, scenicznemu humorowi i nieustannemu dystansowi do samych siebie. Tyle że dziś do wspólnej historii mogą dopisać jeszcze jeden, wyjątkowo nieziemski rozdział.






