Dwanaście aparatów, szesnaście obiektywów i jeden problem
Historia ruchomych obrazów rozpoczęła się na długo przed narodzinami kina rozumianego jako forma masowej rozrywki czy pełnoprawna dziedzina sztuki. Przez znaczną część XIX wieku podejmowano bowiem próby uchwycenia ruchu jako serii następujących po sobie obrazów, a przy tym odtworzenia tychże w sposób, który dawałby złudzenie płynności. Jednym z pionierów owych starań stał się brytyjski fotograf Eadweard Muybridge, który w 1878 roku zarejestrował kolejne fazy galopu klaczy Sallie Gardner, wykorzystując szereg aparatów ustawionych wzdłuż toru ‒ dwanaście uzyskanych wówczas fotografii pozwoliło na analizę mechaniki biegu, ujawniając szczegóły niedostrzegalne podczas zwykłej obserwacji. Nie był to jednak film we współczesnym rozumieniu tego słowa ‒ każdy etap uchwycony został wszak przez osobny obiektyw. Podobne doświadczenia prowadził francuski fizjolog Étienne-Jules Marey, który w latach 80. XIX wieku pracował nad metodą pozwalającą uchwycić zmieniające się położenia fotografowanych postaci za pomocą jednego urządzenia; początkowo wykorzystywał w tym celu szklane płyty fotograficzne, z czasem jednak rozpoczął eksperymenty z przesuwającym się materiałem światłoczułym ‒ zbliżając się przez to do rozwiązań stosowanych później w kamerach filmowych.
W podobnym czasie własny system udoskonalał Louis Aimé Augustin Le Prince, francuski wynalazca związany ówcześnie z angielskim Leeds. Jego celem stało się opracowanie systemu, który pozwalałby nie tylko utrwalać następujące po sobie momenty rzeczywistych zdarzeń, lecz także odtwarzać je jako ciągłą sekwencję. W listopadzie 1886 roku wystąpił w Stanach Zjednoczonych o patent na takie rozwiązanie, który to przyznano mu w styczniu roku 1888. Droga od projektu do działającej kamery filmowej okazała się jednak znacznie bardziej skomplikowana.
Jedna z pierwszych konstrukcji Le Prince'a wykorzystywała aż szesnaście obiektywów, których migawki miały otwierać się kolejno, tworząc fotograficzną sekwencję jednej sceny. Rozwiązanie to miało jednak istotne ograniczenia ‒ poszczególne obrazy powstawały z nieco innych perspektyw, a zachowane fotografie ujawniają różnice w naświetleniu i nieprawidłową kolejność części ujęć. Przełom przyniosło dopiero zastosowanie pojedynczego obiektywu oraz przesuwającego się za nim materiału światłoczułego. Taką też kamerą zarejestrowano w 1888 roku spacer po ogrodzie w Roundhay (ledwie kilka mil od centrum Leeds). Już rok wcześniej Le Prince miał jednak eksperymentować z rejestracją ludzkiej sylwetki, uzyskując sekwencję, której filmowy status do dziś pozostaje niejednoznaczny.
Z Paryża do Roundhay. O najstarszym zachowanym filmie i jego niepewnych poprzednikach
Doświadczenie to datuje się najczęściej na sierpień 1887 roku, choć dokładna chronologia wydarzeń pozostaje niejasna. W pobliżu skrzyżowania paryskich ulic Rue Bochart-de-Saron i Avenue Trudaine Le Prince miał wówczas sfotografować przechodzącego mężczyznę ‒ prawdopodobnie jednego ze swych współpracowników ‒ rezultatem czego stało się szesnaście ujęć, znanych dziś pod tytułem "Man Walking Around a Corner" ("Mężczyzna przechodzący za róg"). Choć materiał ten jest starszy od nagrania z Roundhay, jego zaliczenie do filmów sensu stricto budzi uzasadnione wątpliwości. Podobnie jak w przypadku zdjęć Muybridge'a poszczególne położenia sylwetki utrwalono przy użyciu różnych obiektywów ‒ obrazy zostały z kolei zapisane na szklanej płycie, nie zaś na przesuwającej się taśmie. Próbę tę należy zatem usytuować na pograniczu chronofotografii i kinematografii, a zarazem uznać za ważny etap poszukiwań, które miały doprowadzić do powstania kamery wykorzystanej przez wynalazcę w następnym roku.
Co więcej, nie można wykluczyć, że wynalazca przeprowadzał podobne próby jeszcze wcześniej. Rezultaty tych doświadczeń nie przetrwały jednak do dziś, a zachowane relacje nie pozwalają odtworzyć ich przebiegu. Już choćby z tego powodu określenie "pierwszy film w historii" wymaga ostrożności - najstarszy znany zapis nie musi być wszak najstarszym, jaki kiedykolwiek powstał.
Niezależnie od kwestii pierwszeństwa, w 1888 roku Le Prince dysponował już doskonalszą konstrukcją ‒ nowa kamera, opracowana w Leeds, wykorzystywała pas materiału światłoczułego o szerokości około sześciu centymetrów, przesuwany za pomocą mechanizmu napędzanego korbą. Obracająca się migawka odsłaniała obiektyw podczas naświetlania, a następnie zasłaniała go na czas przesunięcia taśmy. W ten sposób możliwe stało się utrwalanie następujących po sobie obrazów z tej samej perspektywy.
14 października wynalazca skierował urządzenie na ogród należący do rodziny Whitley w Roundhay ‒ przed kamerą znaleźli się jego teściowie, najstarszy syn oraz znajoma rodziny. W zachowanym fragmencie cała czwórka wykonuje kilka kroków, obraca się i zmienia kierunek, przemieszczając się względem siebie. Trudno doszukiwać się tu jakiejkolwiek fabuły czy świadomej inscenizacji ‒ Le Prince chciał sprawdzić możliwości swojego wynalazku, nie zaś przygotować widowisko dla publiczności. Datę powstania filmu udało się ustalić między innymi dzięki rodzinnej korespondencji. Annie Hartley ‒ znajoma rodziny ‒ wspominała bowiem o spotkaniu w liście kondolencyjnym wysłanym po śmierci Sarah Whitley ‒ teściowej Louisa Le Prince'a ‒ która zmarła 24 października 1888 roku, zaledwie dziesięć dni po wykonaniu zdjęć. Krótki eksperyment techniczny okazał się tym samym niezamierzonym świadectwem ostatnich dni życia Whitley.
Oryginalny zapis z Roundhay nie przetrwał, dlatego dostępna obecnie wersja filmu jest rekonstrukcją opartą na kopiach fotograficznych sporządzonych w 1931 roku przez londyńskie Science Museum. Wśród zabezpieczonych wówczas świadectw znalazł się szklany negatyw obejmujący dwadzieścia klatek. W roku 1997 ‒ dzięki współpracy brytyjskiego National Museum of Photography, Film and Television z francuskim CNRS ‒ ocalałe fotografie połączono w ruchomy obraz, przywracając scenie z Roundhay postać, w jakiej jest obecnie prezentowana. Nie oznacza to jednak, że udało się wiernie odtworzyć pierwotne nagranie - nie wiadomo bowiem, jak długo pracowała kamera Le Prince'a ani czy zachowane klatki stanowią całość wykonanego wówczas materiału. Podawane zazwyczaj dwie sekundy są zatem jedynie wynikiem przyjętej prędkości wyświetlania, nie zaś potwierdzonym czasem rejestracji.
Niedokończony wynalazek Le Prince'a i tajemnica roku 1890
Nagranie z Roundhay nie było jedynym rezultatem jesiennych doświadczeń Le Prince'a ‒ niedługo później powstały też między innymi: krótki zapis przedstawiający jego syna grającego na melodeonie, a także "Traffic Crossing Leeds Bridge" ("Ruch uliczny na moście w Leeds"), nagranie ukazujące codzienny ruch na jednym z mostów nad rzeką Aire. W drugim ze wskazanych przypadków wynalazca skierował kamerę na ludzi oraz pojazdy, a więc obiekty poruszające się niezależnie od prowadzonych zdjęć ‒ w ten sposób powstał jeden z najwcześniejszych zachowanych przykładów filmowej obserwacji miejskiego życia, zapowiadający możliwości późniejszego dokumentu.
Le Prince nie poprzestawał przy tym na doskonaleniu sposobów rejestracji, pracując również nad urządzeniami projekcyjnymi, które miały umożliwić wyświetlanie uzyskanych obrazów na ekranie. Z relacji jego współpracowników wynika, że przynajmniej część prób przynosiła obiecujące rezultaty, brak jednak dowodów na zorganizowanie przezeń publicznego pokazu porównywalnego z seansami urządzanymi w następnej dekadzie.
Dalszy rozwój wynalazku przerwały okoliczności, których do dziś nie udało się wyjaśnić. We wrześniu 1890 roku Le Prince przebywał we Francji, czyniąc przygotowania do wyprawy za ocean, gdzie zamierzał zaprezentować swoje osiągnięcia. Po odwiedzinach u brata w Dijon miał udać się pociągiem do Paryża, jednak nigdy nie dotarł do celu, a wszelkie próby ustalenia jego dalszych losów zakończyły się niepowodzeniem. Tajemnicze zaginięcie z czasem obrosło licznymi teoriami, jednak żadnej z hipotez nie potwierdzono wiarygodnymi dowodami. Pewne pozostaje natomiast, że część zgromadzonych przez Le Prince'a materiałów bezpowrotnie przepadła. Jego rozwiązania nie doczekały się tym samym szerszego rozpowszechnienia, podczas gdy w innych ośrodkach badania nad ruchomymi obrazami postępowały coraz szybciej.
Wielu pionierów, kilka przełomów. Kiedy naprawdę narodziło się kino?
O tym, jak szybko postępowały wówczas równoległe poszukiwania, świadczy już samo zestawienie wydarzeń z października 1888 roku. Zaledwie trzy dni po wykonaniu zdjęć w Roundhay, 17 października, Thomas Edison przedstawił amerykańskiemu urzędowi patentowemu zarys urządzenia, które miało pełnić dla wzroku funkcję podobną do tej, jaką fonograf spełniał dla słuchu. Jeszcze przed końcem miesiąca, 29 października, Étienne-Jules Marey zaprezentował natomiast w paryskiej Akademii Nauk rezultaty doświadczeń z rejestrowaniem ruchu na przesuwającym się materiale fotograficznym. W odstępie zaledwie kilkunastu dni pojawiły się więc świadectwa trzech odrębnych przedsięwzięć, zmierzających do osiągnięcia podobnego celu, choć opartych na nieco innych rozwiązaniach technicznych.
Pomysł Edisona zaczęto rozwijać w jego laboratorium, gdzie szczególnie istotną rolę odegrał William Kennedy Laurie Dickson, współtwórca kinetografu i kinetoskopu ‒ pierwszy z tych przyrządów służył do wykonywania zdjęć filmowych, drugi umożliwiał ich oglądanie przez specjalny wizjer. Od 1894 roku kinetoskopy wykorzystywano już komercyjnie, pobierając opłaty za dostęp do krótkich nagrań. Nie były to jednak seanse przypominające późniejsze projekcje kinowe, ponieważ każda osoba oglądała ruchome obrazy indywidualnie, zamiast uczestniczyć we wspólnym widowisku. Te poczęły zdobywać popularność w 1895 roku, choć również w tym przypadku trudno wskazać jedno bezsporne pierwszeństwo; w listopadzie bracia Max i Emil Skladanowscy wyświetlali swoje filmy w berlińskim teatrze Wintergarten, wyprzedzając o kilka tygodni słynny paryski pokaz braci Lumière. Wydarzenie z 28 grudnia nie było zatem pierwszą płatną prezentacją ruchomych obrazów, jego znaczenie wynikało jednak ze skuteczności zastosowanego kinematografu oraz możliwości organizowania kolejnych seansów, które wkrótce zaczęły przyciągać publiczność w wielu krajach. To właśnie upowszechnienie takiego modelu rozrywki sprawiło, że data ta na trwałe zapisała się w historii kina.
Trudno również uznać, że późniejsi pionierzy korzystali bezpośrednio z dorobku Le Prince'a. Brakuje przekonujących dowodów, by konstrukcje rozwijane przez Edisona, Dicksona czy braci Lumière powstawały dzięki znajomości jego osiągnięć ‒ podobieństwa między poszczególnymi wynalazkami wynikały raczej z postępów w fotografii, mechanice i produkcji materiałów światłoczułych, które pozwalały niemal równocześnie dochodzić do zbliżonych rezultatów. Narodziny kinematografii nie były więc pojedynczym odkryciem, lecz procesem obejmującym zarówno udoskonalanie sposobów rejestracji, jak i opracowywanie metod wyświetlania utrwalonych obrazów.
Wszystko zależy zatem od tego, co właściwie uznać należy za "początek kina". Jeżeli decydujące znaczenie przypisać fotografowaniu kolejnych faz ruchu, należałoby cofnąć się do doświadczeń Muybridge'a i Mareya. Jeśli zaś za przełom przyjąć powstanie kamery zdolnej utrwalić krótkie zdarzenie przy użyciu jednego obiektywu, szczególne miejsce przypadnie Le Prince'owi. Jeszcze inną cezurę wyznaczają publiczne projekcje, dzięki którym ruchome obrazy przestały być wyłącznie przedmiotem technicznych eksperymentów, stając się widowiskiem dostępnym dla szerszej publiczności. Nie trzeba jednak przypisywać Louisowi Le Prince'owi samodzielnego wynalezienia kina, aby dostrzec wagę jego dokonań. Nie zdołał wprawdzie rozpowszechnić opracowanej konstrukcji ani zaprezentować swoich filmów podczas udokumentowanego publicznego seansu, lecz udowodnił, że już w 1888 roku możliwe było utrwalenie rzeczywistego zdarzenia w sposób zbliżony do późniejszej praktyki filmowej.








