Dziesięć ofert pracy i... żadnej z NASA. Od nieposkromionej ciekawości do kosmicznych misji
W amerykańskiej agencji kosmicznej Artur B. Chmielewski znany jest jako "ABC". Trzy litery to nie tylko sposób na ominięcie trudności z wymówieniem polskiego nazwiska, lecz także efekt poczucia humoru jego ojca - Henryka Jerzego Chmielewskiego, czyli Papcia Chmiela, który celowo nadał synowi imiona tworzące taki właśnie skrót.
To właśnie twórca "Tytusa, Romka i A'Tomka" mógł mieć niemały udział w rozbudzeniu zainteresowań przyszłego inżyniera. Wśród pierwszych komiksowych przygód bohaterów pojawiały się bowiem motywy kosmiczne, a młody Artur stopniowo odkrywał własną fascynację techniką. Rozkręcał zegarki, majsterkował i skonstruował nawet radio, które mogło budzić domowników muzyką.
Przełom nastąpił w szkole, kiedy podczas prezentacji własnoręcznie zbudowanego lasera spotkał profesora z amerykańskiego University of Michigan. Znajomość otworzyła mu drogę do studiów w Stanach Zjednoczonych, choć nawet po ich ukończeniu zatrudnienie w NASA wcale nie było oczywiste.
"Miałem jedenaście rozmów o pracę w jedenastu różnych miejscach, włączając wymarzoną JPL NASA. Dostałem dziesięć ofert pracy z innych firm. Tylko od kogo nie? Od NASA" - wspominał.
Nie zamierzał jednak rezygnować. Podczas kolejnych wizyt w Kalifornii wracał do wymarzonego ośrodka, zabiegając o następne rozmowy kwalifikacyjne. Ostatecznie dopiął swego.
Dogonili kometę. Polska dołożyła do tego swoją cegiełkę
Jednym z najważniejszych przedsięwzięć w karierze Chmielewskiego była misja Rosetta, przygotowana przez Europejską Agencję Kosmiczną we współpracy z NASA. Jej celem było dotarcie do komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko, wejście na orbitę wokół jej jądra i umieszczenie na powierzchni lądownika Philae. Polski inżynier odpowiadał za amerykańską część projektu.
"O tym się nie mówi, a powinno" - mówił, przypominając między innymi wkład Centrum Badań Kosmicznych PAN w opracowanie penetratora służącego do badania właściwości powierzchni komety.
Sama operacja należała do wyjątkowo skomplikowanych. Kometa poruszała się z ogromną prędkością, obracała wokół własnej osi i wykazywała aktywność związaną z wyrzutami gazów oraz pyłu. Mimo tych trudności w 2014 roku Philae dokonał historycznego lądowania.
Chmielewski wykorzystuje dziś podobne doświadczenia również do inspirowania młodszych pokoleń. W książce "Odważ się robić wielkie rzeczy. I ty możesz pracować w NASA", napisanej wspólnie z Eweliną Zambrzycką-Kościelnicką, opowiada o pracy przy kosmicznych projektach i zachęca do realizowania ambitnych pomysłów.
Nie oznacza to jednak, że każdemu radzi szukać zatrudnienia w amerykańskiej agencji. W studiu przywołał spotkanie z polskim przedsiębiorcą, który przed laty zapytał go, jak dostać się do NASA. Odpowiedź była zaskakująca.
"Nie staraj się dostać do NASA, tylko rób mądre rzeczy tutaj. [...] Zrób Polskę lepszą od NASA" - przypomniał słowa, które wówczas padły, przekonując, że równie wartościowe jest tworzenie przełomowych technologii we własnym kraju.
Jeden dzień świetlny od Ziemi. Voyager niesie w kosmos polskie pozdrowienia
W rozmowie nie zabrakło również opowieści o Voyagerze 1 - sondzie wystrzelonej w 1977 roku, która wkrótce zapisze kolejny rozdział w historii eksploracji kosmosu. Według NASA 18 listopada 2026 roku znajdzie się ona około 25,9 miliarda kilometrów od Ziemi, po raz pierwszy osiągając odległość jednego dnia świetlnego. Oznacza to dystans, jaki światło pokonuje w ciągu 24 godzin, choć samej sondzie zajmie to ponad 49 lat.
Na pokładzie Voyagera znajduje się też Złota Płyta - pozłacany nośnik zawierający między innymi zakodowane obrazy, muzykę, odgłosy ziemskiej przyrody oraz pozdrowienia w 55 językach. Wśród nich znalazł się również polski.
"Witajcie, istoty z zaświatów" - brzmi wiadomość nagrana przez Marię Nowakowską-Stycos, ówczesną doktorantkę Uniwersytetu Cornella. Niecodzienne sformułowanie stało się w studiu pretekstem do żartu.
"Z zaświatów? To brzmi dla mnie jak jakieś duchy, a nie kosmici" - stwierdził Chmielewski, sugerując, że przy kolejnej okazji należałoby przygotować nieco inne powitanie.
Czy ktokolwiek kiedyś usłyszy tę wiadomość? Tego nie sposób przewidzieć. Voyager będzie jednak kontynuował podróż przez przestrzeń międzygwiezdną, a wraz z nim - kilka słów wypowiedzianych przed niemal pięćdziesięciu laty po polsku.







