Tym razem pojechaliśmy do Torunia - miasta Mikołaja Kopernika, gotyckich kamienic i przede wszystkim pierników. Podróż pociągiem PKP Intercity stanowiła pierwszą część naszej wyprawy, a kolejne atrakcje czekały już na miejscu, gdzie poznaliśmy piernikarskie tradycje i własnoręcznie przygotowaliśmy toruński przysmak.

Bohaterowie naszego reportażu, Aleksandra Gruszka-Patoła i jej syn Tadzio, wolny dzień postanowili wykorzystać na rodzinny wypad do Torunia. Cel nie został wybrany przypadkowo. Tadzio interesuje się gotowaniem, chętnie zagląda rodzicom przez ramię, gdy przygotowują coś w kuchni, jest otwarty na nowe smaki, a w przyszłości chciałby zostać cukiernikiem. Pierników jeszcze nigdy nie piekł. Trudno więc o lepsze miejsce na pierwszą próbę.
Jest jednak jeszcze jeden powód tej wyprawy. Tadzio uwielbia kolej. Zamiast traktować przejazd wyłącznie jako konieczny etap między domem a Toruniem, możemy zrobić z niego pierwszą atrakcję całego dnia. Podróż pociągiem ma swój rytuał: wejście na peron, wypatrywanie właściwego składu, szukanie miejsca i obserwowanie świata za oknem. Czas w podróży możemy wykorzystać na rozmowę, zabawę albo wspólne planowanie tego, co zobaczymy po przyjeździe.
Toruń to miasto, które dobrze zwiedza się bez pośpiechu. Najstarsza jego część skupia wiele atrakcji na stosunkowo niewielkim obszarze, dlatego podczas jednodniowego wypadu nie musimy spędzać kolejnych godzin w transporcie.
Miasto słynie oczywiście z Mikołaja Kopernika, ale równie mocno zapisała się w jego historii tradycja piernikarska. Szukając jej śladów, możemy zatrzymać się przy Piernikarce Toruńskiej - rzeźbie nawiązującej do jednego z najbardziej charakterystycznych symboli miasta. To jednak dopiero wstęp, bo za chwilę sami sprawdzimy, jak powstaje prawdziwy toruński piernik.
Najważniejszym punktem wyprawy jest Żywe Muzeum Piernika. Nie spodziewajmy się klasycznej ekspozycji oglądanej zza szyby. Zwiedzanie ma formę interaktywnego, teatralnego pokazu, podczas którego przenosimy się do średniowiecznego cechu piernikarskiego.
Sami zostajemy terminującymi, czyli osobami starającymi się zdobyć uprawnienia czeladnicze. Mistrz Piernikarski i Wiedźma Korzenna zdradzają tajniki dawnych receptur. Dowiadujemy się, że podstawą piernika są miód oraz mąka pszenna i żytnia. Do tego dochodzą przyprawy: cynamon, goździki, gałka muszkatołowa i czarny pieprz.
Ten ostatni dla wielu osób okazuje się zaskoczeniem. To właśnie od pieprzu ma pochodzić nazwa "piernik". Jeszcze ciekawsza jest dawna funkcja korzennego wypieku. Pierniki traktowano kiedyś również jako lekarstwo, a najstarszy przepis zapisany w języku polskim, pochodzący z 1725 roku, znaleziono nie w książce kucharskiej, lecz w księgach medycznych.
W Żywym Muzeum Piernika historii nie poznajemy wyłącznie z opowieści. Sami zabieramy się do pracy. Przygotowujemy ciasto, wałkujemy je, wybieramy formę i robimy własny piernik. To właśnie możliwość działania sprawia, że wizyta może być szczególnie atrakcyjna dla dzieci. Zamiast kolejnej lekcji historii dostają konkretne zadanie, a przy okazji poznają stare receptury i piernikarskie zwyczaje.
W międzyczasie oglądamy dawne, nadal sprawne maszyny oraz kolekcję woskowych form piernikarskich. Na zakończenie przychodzi czas na kolejne praktyczne zadanie - dekorowanie pierników lukrem królewskim.
Na wizytę w Żywym Muzeum Piernika warto przeznaczyć około półtorej godziny. Pokazy odbywają się o określonych porach, dlatego przed wyjazdem najlepiej sprawdzić aktualny harmonogram oraz dostępność biletów i zarezerwować wejście. Jest to szczególnie ważne w weekendy, wakacje i inne popularne terminy.
Muzeum mieści się w samym centrum toruńskiej starówki. Dzięki temu godzinę zwiedzania możemy dopasować do połączenia kolejowego, a później bez dodatkowych dojazdów ruszyć na spacer po mieście. Własnoręcznie przygotowany piernik zabieramy ze sobą - mamy więc również pamiątkę z wycieczki.
Po wyjściu z muzeum warto zostawić sobie trochę czasu na Toruń bez konkretnego planu. Przejść się na Rynek Staromiejski, poszukać śladów Mikołaja Kopernika, pooglądać gotyckie kamienice i boczne uliczki.
Wreszcie pora skierować kroki na dworzec. Powrót pociągiem PKP Intercity daje nam jeszcze jedną rzecz, której trudno doświadczyć podczas jazdy samochodem - czas, żeby spokojnie zakończyć wycieczkę. Możemy obejrzeć zdjęcia, spróbować kupionych pierników albo porozmawiać o tym, co podobało nam się najbardziej.