Motywacją do wyruszenia na wycieczkę może być chęć zobaczenia zamku, ale równie dobrze ochota na talerz zalewajki czy dobrą śląską roladę. Polska kuchnia regionalna daje nam dziesiątki powodów, żeby zjechać z głównej trasy i zajrzeć tam, dokąd być może nigdy nie trafilibyśmy. Spotkaliśmy się w Szydłowcu, by porozmawiać o lokalnej kuchni.

Odwiedziliśmy gotycko-renesansową rezydencję w Szydłowcu, by porozmawiać o kuchni regionalnej. W końcu miejscowość leży na południowym krańcu Mazowieckiego, bardzo blisko województwa świętokrzyskiego. Niecałe 50 kilometrów dzieli je od granicy województwa łódzkiego, a około 80 - od województwa śląskiego.
W promieniu stosunkowo niewielu kilometrów spotykają się więc cztery regiony i zupełnie różne kulinarne opowieści. To dobry punkt wyjścia do podróży, podczas której nie próbujemy zobaczyć jak największej liczby atrakcji. Zamiast tego, w myśl turystyki slow, zwalniamy i sprawdzamy, co jada się w okolicy, z czego słyną miejscowi producenci i które receptury przetrwały do naszych czasów.
Kuchnię mazowiecką trudno sprowadzić do jednego zestawu smaków. Inaczej jadano na Kurpiach, inaczej nad Wisłą, a jeszcze inaczej w Warszawie.
Powidła olenderskie prowadzą nas nad Wisłę i do historii Olendrów, osadników z Fryzji i Niderlandów (współczesna Holandia), osiedlających się na ziemiach polskich od XVI wieku. Doskonale wiedzieli o tym, jak zagospodarować tereny zalewowe, ale i przywieźli ze sobą własne kulinarne zwyczaje. Powidła wysmażano w kotle z buraków cukrowych. Z kolei dzięki stolicy w kuchni mazowieckiej pojawiły się flaki po warszawsku, czyli zupa na wywarze wołowym z podrobami i pulpetami cielęcymi. W XIX wieku można było spotkać je zarówno w miejskich jadłodajniach, jak i dobrych restauracjach. I po dziś dzień potrawa obecna jest w menu.
Kurpiowski rejbak przypomina o czasach, gdy podstawą gotowania były dostępne na miejscu składniki. Pieczony w piecu placek z tartych surowych ziemniaków z dodatkiem cebuli, marchwi, mąki, czasami również mięsa jest prostym i sycącym daniem. Jego nazwa pochodzi od słowa "rejbować", czyli trzeć. W takiej potrawie możemy zobaczyć coś więcej niż dawny przepis - również historię regionu o niezbyt żyznych glebach, w którym ziemniaki musiały być wykorzystywane na dziesiątki sposobów.
Podróżowanie za smakiem ma jeszcze jedną zaletę: prowadzi poza najbardziej oczywiste atrakcje. W Świętokrzyskiem tradycje sadownicze sięgają wielu stuleci, a jabłka są częścią miejscowego krajobrazu i gospodarki.
Możemy też ruszyć na Ponidzie. W Mikułowicach koło Buska-Zdroju działa rodzinna olejarnia, w której powstaje ponad 20 rodzajów rzemieślniczych olejów. W tym miejscu możemy ich spróbować oraz zobaczyć proces produkcji, w tym pracę ponad 150-letniej prasy hydraulicznej.
Z kolei Szydłów słynie ze śliwek i wielowiekowej tradycji ich suszenia oraz podwędzania. Dziś regionalne owoce pojawiają się również w bardziej współczesnych odsłonach, na przykład ręcznie oblewane gorzką czekoladą.
Jeszcze inną historię kulinarną poznamy w Łódzkiem. Możemy tam skosztować niezwykle ostrego chrzanu nadwarciańskiego. To produkt mocno zakorzeniony w lokalnym rolnictwie i świątecznych zwyczajach.
Z południową częścią województwa związana jest natomiast zalewajka. Ziemniaki zalane żurem na żytnim zakwasie, uzupełnione między innymi grzybami, cebulą czy skwarkami, były kiedyś po prostu sycącym posiłkiem kuchni chłopskiej i robotniczej. Region słynie również z pikli, czyli ogórków w zalewie octowo-wodnej z odrobiną cukru i musztardą.
Są też potrawy, których znaczenia nie da się oddzielić od rodzinnych zwyczajów. Śląska rolada wołowa z kluskami i modrą kapustą jest jednym z najbardziej oczywistych przykładów. Przez pokolenia pojawiała się na niedzielnych obiadach, weselach i podczas świąt. Jej przygotowanie wymaga czasu, podobnie jak ugotowanie śląskiego żuru, którego smak zaczyna się od zakwasu dojrzewającego przez kilka dni.
Jeśli jednak ograniczymy się do najbardziej znanych dań, łatwo przegapimy mniej oczywiste produkty. Warto spróbować choćby oblatów - cienkich i kruchych wafli wywodzących się z tradycji klasztornego wypiekania opłatków. Później związały się ze świeckimi zwyczajami, odpustami i niedzielnymi spotkaniami przy kawie.
Planując kolejną podróż po Polsce, możemy więc zmienić podejście. Obok pytania o zabytki, szlaki i punkty widokowe postawmy kolejne: co jada się właśnie tutaj? Z czego słynie okolica? Czy możemy odwiedzić gospodarstwo, sad, olejarnię albo niewielką manufakturę? Czy jest produkt, którego nie spróbujemy w takiej formie nigdzie indziej?
Wtedy nawet niewielka miejscowość może stać się celem wyjazdu, a nie tylko punktem mijanym po drodze. Poznawanie Polski przez jej smaki pozwala spojrzeć na Polskę i poszczególne regiony z innej perspektywy. Za lokalnymi produktami i potrawami kryją się historie ludzi, wielopokoleniowe tradycje i zwyczaje, które nadają każdemu miejscu niepowtarzalny charakter. Warto więc podczas kolejnych podróży odkrywać nie tylko zabytki i krajobrazy, ale również miejscowe specjały, poznawać ich pochodzenie i ludzi, którzy je wytwarzają. Każdy zakątek Polski ma bowiem własną kulinarną opowieść, którą warto poznać, a przede wszystkim - posmakować.