Czy po bolesnym rozstaniu można jeszcze zaufać, pokochać i uwierzyć, że szczęście jest wciąż przed nami? Historia 52-letniej Agnieszki pokazuje, że największą przeszkodą często nie są kolejne relacje, lecz przekonania, które nosimy od dzieciństwa. Gdy nauczymy się patrzeć na siebie z czułością, łatwiej otwieramy się na nowe możliwości i przestajemy szukać miłości za wszelką cenę.

Po rozwodzie Agnieszka przez siedem lat żyła nadzieją, że były mąż wróci do niej i dzieci. Dopiero po długim czasie pozwoliła sobie na nową relację. Niestety i ona zakończyła się rozstaniem. Partner przyznał, że przytłaczają go jej problemy. Dla Agnieszki był to bolesny cios i kolejne potwierdzenie przekonania, że nie zasługuje na szczęśliwy związek.
Takie historie nie są odosobnione. Wielu z nas po trudnych doświadczeniach zaczyna wątpić w siebie, a każdą porażkę traktuje jako dowód własnej niewystarczalności. Tymczasem warto zatrzymać się i zadać sobie pytanie: skąd naprawdę biorą się nasze lęki?
Podczas spotkania z psycholożką i mentorką Pauliną Biernat oraz Jakubem B. Bączkiem, twórcą Akademii Trenerów Mentalnych specjalizującym się w pracy z osobami doświadczającymi kryzysów emocjonalnych, Agnieszka wróciła wspomnieniami do dzieciństwa. Nigdy nie usłyszała od ojca, że jest kochana. Nie doświadczała czułości ani pochwał. Bardzo szybko nauczyła się, że na uwagę trzeba sobie zasłużyć. To właśnie ten mechanizm przeniósł się później do dorosłych relacji. Zamiast wierzyć, że miłość należy się każdemu, Agnieszka nieustannie zabiegała o akceptację partnerów.
Specjaliści podkreślają, że podobny schemat pojawia się u wielu osób. W dorosłości często odtwarzamy wzorce wyniesione z domu rodzinnego. Dopóki ich nie zauważymy, łatwo wchodzimy w podobne relacje i powielamy te same błędy.
Jednym z największych przeciwników Agnieszki okazał się wewnętrzny krytyk. To właśnie on podpowiadał jej, że jest niewystarczająca, zbyt słaba albo za stara na nowe marzenia.
Podczas jednego z ćwiczeń miała spojrzeć na siebie z taką czułością, z jaką patrzy na własne córki. Następnie wyobraziła sobie siebie jako kilkuletnią dziewczynkę i przeprosiła ją za lata życia w przekonaniu, że potrzeby innych są ważniejsze niż jej własne.
Pojawiły się łzy, a to doświadczenie uświadomiło Agnieszce, jak ważna jest umiejętność okazywania sobie życzliwości. Dopiero wtedy można zacząć budować zdrowe poczucie własnej wartości.
Kolejnym etapem pracy było zapisanie przekonań, które blokują zmianę. Na kartce pojawiły się słowa: "Jestem za stara na spełnianie marzeń", "Małe miasto", "Co powiedzą ludzie?", "Znowu się nie uda".
Każda z tych myśli symbolicznie otaczała Agnieszkę, tworząc ograniczającą twierdzę. Dopiero kiedy odsunęła je od siebie, mogła zobaczyć, że to właśnie one odbierały jej przestrzeń do działania. Często to nie wiek, miejsce zamieszkania czy wcześniejsze porażki zatrzymują nas przed zmianą, a wymówki - blokujące przekonania.
Jednym z ćwiczeń było także symboliczne przewrócenie się do tyłu na materac. Wymagało zaufania i odwagi. Po jego wykonaniu Agnieszka przyznała, że poczuła lekkość i wolność.
Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, ale możemy zdecydować, że nie pozwolimy lękowi kierować naszym życiem. Często właśnie po drugiej stronie strachu czekają marzenia, których od dawna nie mieliśmy odwagi realizować.
Na zakończenie Agnieszka powiedziała, że da sobie szansę znaleźć osobę, z którą jeszcze zatańczy boso w deszczu. Najważniejsza zmiana dokonała się jednak wcześniej, odzyskała przekonanie, że zasługuje na miłość i szczęście.
Otrzymała również voucher na półroczny proces edukacyjny w Akademii Trenerów Mentalnych, gdzie będzie mogła dalej rozwijać umiejętność budowania pewności siebie, pracy z przekonaniami i radzenia sobie z emocjami.
Historia Agnieszki przypomina, że niezależnie od wieku możemy rozpocząć nowy rozdział. Kiedy przestajemy walczyć o cudzą akceptację, a zaczynamy troszczyć się o siebie, otwieramy drzwi do relacji opartych na wzajemnym szacunku, bliskości i prawdziwej miłości.