Pięćdziesiąt sześć lat, zawód lekarza, dwie córki, wiele związków za sobą. I głęboka, dobrze skrywana pustka. Arek przez całe życie uczył się, że emocje są czymś niewygodnym, a może nawet niebezpiecznym. Dziś, z pomocą mentorów, robi coś, czego nie robił od lat - zaczyna czuć.

Są ludzie, którzy potrafią wypełnić swoją samotność obowiązkami po brzegi. Arek jest jednym z nich. Lekarz rodzinny z małego miasta, 56 lat, od trzech lat sam.
Za nim kilka zakończonych związków. Czasem to on odchodził, czasem partnerka. Bywało burzliwie. Dziś ma dwie córki, z dwiema różnymi kobietami, i poczucie, że miłość to coś, co mu po prostu nie wychodzi. Ale chciałby to zmienić.
"Chciałbym bardziej otworzyć się na ludzi i zyskać łatwość w nawiązywaniu kontaktów" - mówi wprost.
Kiedy Paulina Biernat, psycholożka i mentorka, pyta Arka, kiedy ostatni raz płakał, odpowiada: "Chyba na pogrzebie ojca. Dziewięć lat temu".
To zdanie mówi bardzo wiele. Pokazuje, jak głęboko emocje zostały u niego zamknięte. Kiedy pada pytanie o matkę, Arek stwierdza krótko: "Raczej była skryta emocjonalnie". Ojciec? "Jak to w latach 80., nie stronił od alkoholu. Mama nas chroniła przed tym wszystkim. Jak ojciec wracał do domu, to zazwyczaj już spaliśmy".
Dla Jakuba B. Bączka, twórcy Akademii Trenerów Mentalnych, ten obraz jest czytelny od razu: "Arek jest mocno odcięty od emocji. Dzieciństwo ukształtowało go tak, żeby kojarzyć emocje z czymś niewygodnym, niebezpiecznym, zbyt wrażliwym. Chłopaki nie płaczą".
To mechanizm, który zna wielu mężczyzn jego pokolenia. Efekt? Człowiek, który świetnie funkcjonuje na zewnątrz, a w środku nie wie już, co czuje.
Paulina Biernat widzi w Arku kogoś, kto jest gotowy na zmianę, choć sam jeszcze do końca o tym nie wie: "To jest mężczyzna, który chciałby żyć pełnią życia i więcej czuć, dlatego myślę, że te narzędzia, które przygotowaliśmy, przybliżą go do tego".
Ale Jakub B. Bączek zwraca uwagę na coś, o czym rzadko się mówi wprost: "Osobom, które emocje mrożą, wydaje się, że są odcięte tylko od smutku, złości czy lęku. Ale to jest miecz obosieczny. Kiedy się mrozimy emocjonalnie, nie mamy też dostępu do radości, euforii, a nawet miłości".
Emocjonalne zamrożenie nie działa wybiórczo. Nie można schować bólu, zostawiając sobie szczęście. Kiedy zamykamy się na jedno, tracimy dostęp do wszystkiego.
Mentorzy przygotowują dla Arka kąpiel w lodowatej wodzie.
"Chodzi o to, żeby wywołać w nim pewnego rodzaju wstrząs, żeby zobaczył, że jego ciało czuje" - tłumaczy Paulina Biernat.
Arek zanurza się. I po chwili - na jego twarzy pojawia się uśmiech. "Zrobiłem to!" - mówi z dumą. To zadanie udowadnia, że gdzieś pod zbroją zamrożenia jest człowiek, który potrafi się cieszyć.
Drugie zadanie jest bardziej symboliczne, ale równie poruszające. Arek dostaje plecak wypełniony kostką brukową. Paulina Biernat wyjaśnia: "Każdy dźwiga jakiś ciężar. Sęk w tym, że większość tych ciężarów nie jest uświadomionych. Wchodzimy w kolejne relacje, bardzo często powielając schemat. My byśmy chcieli zawalczyć o swoje życie, ale ten bagaż jest za ciężki".
Pyta wprost: "Co było w dzieciństwie takim głazem, który ci ciąży?".
Arek nie musi długo szukać odpowiedzi. Wstyd z powodu zachowań ojca. Kiedy jako nastolatek musiał jeździć po niego do pracy, bo ojciec nie mógł prowadzić. Kolejny kamień to pierwsze rozczarowanie miłością. Ostatni - samotność i poczucie, że znalezienie bratniej duszy jest dla niego nieosiągalne.
Jeden po drugim, Arek wyciąga kamienie z plecaka. Nazywanie ciężarów to pierwszy krok do tego, żeby przestały nas przytłaczać.
Na koniec pracy z mentorami Arek otrzymuje voucher o wartości 25 000 zł na dalszy rozwój w Akademii Trenerów Mentalnych. Ale ważniejsze niż voucher jest to, co mówi sam zainteresowany: "Chętnie podążę dalej drogą miłującego pokój wojownika".To zdanie człowieka, który poczuł, że zmiana jest możliwa.
Odmrożenie emocji nie wydarzy się w jeden dzień. To długa droga, która krok po kroku prowadzi do celu. A Akademia Trenerów Mentalnych Jakuba B. Bączka to miejsce, gdzie taki proces można kontynuować z narzędziami i wsparciem specjalistów.