Weekend spędziliśmy w Zatorze, skąd wyruszyliśmy na dalsze odkrywanie Małopolski. Spotkaliśmy się z Iwoną Gibas, członkinią zarządu województwa małopolskiego, by porozmawiać o lokalnych smakach, tradycjach i miejscach. Zdradziła nam również mniej oczywistą perełkę regionu, której nie znajdziemy w większości przewodników.

Naszą podróż rozpoczęliśmy w Zatorze. To miejsce większość turystów kojarzy z Energylandią - największym parkiem rozrywki w Polsce - jednak warto zostać tu na dłużej. Okolica jest doskonałym punktem wypadowym do poznawania całej Małopolski, regionu pełnego kontrastów, w którym jednego dnia możemy spacerować po górskich szlakach, a następnego odkrywać zamki, jeziora czy zabytkowe miasteczka.
Jak podkreślała Iwona Gibas, właśnie różnorodność jest największym atutem województwa. Obok Tatr, Pienin i Gorców znajdziemy Jurę Krakowsko-Częstochowską, Pustynię Błędowską - jedyny obszar pustynny tego typu w Polsce i jeden z największych w Europie - a także niezwykłe zabytki, kopalnie soli i węgla oraz Szlak Architektury Drewnianej, z których część obiektów została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. "Ta zieleń, pagórki, góry i krajobrazy sprawiają, że człowiek jest po prostu szczęśliwy" - mówiła nasza rozmówczyni.
Podróż po Małopolsce trudno wyobrazić sobie bez regionalnej kuchni. W Zatorze króluje słynny karp zatorski, nieco dalej można spróbować pstrąga ojcowskiego, a w innych częściach regionu czekają sery owcze, tradycyjnie kiszona kapusta czy soki tłoczone z owoców dojrzewających w sadach Nowosądecczyzny.
Mówiąc o jedzeniu, nie sposób pominąć również słynnej wadowickiej kremówki. To deser, który od lat pozostaje częścią lokalnej tradycji i dla wielu turystów jest obowiązkowym punktem każdej wizyty w Małopolsce.
Coraz większą popularnością cieszą się również małopolskie winnice, które pokazują, że region ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko tradycyjne potrawy. Latem podróżni mogą podziwiać pachnące pola lawendy oraz wszechobecną zieleń.
Rozmawiając z Iwoną Gibas, usłyszeliśmy, że regionalizm przenika właściwie każdy zakątek Małopolski. Latem niemal każde miasto i wiele mniejszych miejscowości zapraszają na jarmarki, festyny, koncerty oraz wydarzenia plenerowe. Na ulicach słychać orkiestry dęte i kapele ludowe, a lokalni twórcy prezentują rękodzieło.
Coraz więcej turystów szuka dziś właśnie takich autentycznych doświadczeń. Chcą poznawać ludzi, ich zwyczaje i historię, próbować regionalnych potraw oraz uczestniczyć w wydarzeniach, które tworzą niepowtarzalny klimat miejsca. Małopolska udowadnia, że tutaj tradycja nie jest muzealnym eksponatem, a elementem codziennego życia.
Zapytaliśmy Iwonę Gibas o jej ulubione miejsce w regionie. Zdradziła, że prywatnie uwielbia wracać do Żegiestowa-Zdroju, uzdrowiska położonego w malowniczej dolinie Popradu.
- W 20-leciu międzywojennym i wcześniej było cudownym zakątkiem wkomponowanym w dolinę Popradu, a w tej chwili odżyło i oferuje wspaniałe uzdrowisko z wodami zdrojowymi Anna, ciszę, Poprad i piękne widoki. Jestem tym miejscem zachwycona, bo od czasu do czasu potrzebuję spokoju - mówi Gibas.
To właśnie takie mniej oczywiste miejsca często okazują się największym odkryciem podczas podróży. Małopolska wciąż skrywa wiele mniej znanych perełek i nie sposób poznać jej podczas jednej wizyty. To region, który zachęca, by zjechać z głównych tras, zatrzymać się w niewielkich miejscowościach, spróbować lokalnych specjałów i porozmawiać z mieszkańcami. Szczególnie że ułatwia nam to dobrze rozwinięta sieć dróg oraz transport autobusowy i kolejowy.
Małopolska udowadnia, że potrafi zachwycić nie tylko spektakularnymi krajobrazami, lecz także smakami, tradycjami i niezwykłą gościnnością. To właśnie one sprawiają, że chce się tu wracać i odkrywać miejsca, których nie znajdziemy w żadnym innym regionie Polski.
Projekt sfinansowano ze środków Województwa Małopolskiego.