Wyruszyliśmy w okolice Bochni, by zajrzeć do zamkowych komnat, obejrzeć niezwykłe polichromie, spróbować smaków przygotowywanych według rodzinnych receptur oraz poczuć energię skał, na których przesiadywał romantyczny poeta. Małopolska ma znacznie więcej do zaoferowania, niż początkowo sądziliśmy.

Naszą podróż zaczęliśmy w Bochni, jednym z najstarszych miast Małopolski. Od ponad siedmiuset lat jego historia jest nierozerwalnie związana z solą. W 1248 roku rozpoczęła się historia najstarszej kopalni soli w Polsce. Przez kolejne stulecia jej rozwój był ważnym elementem dziejów miasta i Królestwa Polskiego. Kopalnia Soli w Bochni została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Okazuje się jednak, że podziemne korytarze nie są jedyną atrakcją tych okolic.
Kolejnym przystankiem był XIV-wieczny zamek w Wiśniczu, jedna z najpiękniejszych magnackich rezydencji w Polsce. Pod koniec XVI wieku zamek przeszedł w ręce Lubomirskich, którzy rozbudowali go i przekształcili w imponującą magnacką rezydencję obronną. Z zamkowych tarasów rozpościera się piękna panorama Wiśnicza i Pogórza, a przy dobrej pogodzie można dostrzec nawet odległe Tatry.
Co ciekawe, właśnie na dworze Lubomirskich w Wiśniczu działał Stanisław Czerniecki, autor "Compendium Ferculorum" - pierwszej zachowanej w całości polskiej książki kucharskiej, wydanej w 1682 roku. Znalazło się w niej ponad 300 przepisów. Wśród nich był między innymi staropolski bigos, który w dawnej wersji… nie zawierał kapusty!
Dzisiaj w zamku historia spotyka się z nowoczesnością. Dzięki technologii VR możemy przenieść się do XVII wieku i zobaczyć zamek w czasach jego największej świetności. Wirtualny lot nad warownią pozwala spojrzeć na jej fortyfikacje z zupełnie innej perspektywy.
Z Wiśnicza ruszyliśmy do Lipnicy Murowanej, która w tym roku świętowała 700-lecie lokacji. Najważniejszym zabytkiem miasteczka jest drewniany kościół św. Leonarda, wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i stanowiący ważny obiekt na Szlaku Architektury Drewnianej. Początki tego kościoła sięgają już roku 1141, ale został on przebudowany w XV wieku i niemal w niezmienionym stanie zachował się do dziś. Wnętrze świątyni pokrywają niezwykłe polichromie.
Aneta Florek, oprowadzająca nas przewodniczka, zwróciła uwagę na to, że w kościele brakuje okien od północy. Powody były praktyczne - związane z klimatem, ale znaczenie miały również dawne wierzenia, według których północ kojarzyła się z ciemnością i złem. Przewodniczka pokazała nam również podporę znajdującą się za głównym ołtarzem, która może być tzw. słupem Światowida. Prawdopodobnie jest ona pozostałością dawnego pogańskiego miejsca kultu, może zatem liczyć nawet 1000 lat.
Z Lipnicą Murowaną związani byli między innymi św. Szymon oraz św. Urszula i bł. Maria Teresa z Ledóchowskich. W Sanktuarium św. Szymona, wzniesionym w miejscu jego rodzinnego domu, można poznać kolejną część duchowego dziedzictwa regionu.
Najbardziej rozpoznawalną tradycją Lipnicy jest konkurs palm wielkanocnych. Jego historia sięga 1958 roku, kiedy Józef Piotrowski, miejscowy społecznik, poeta i wieloletni sołtys, postanowił odnowić zwyczaj wykonywania palm i uczynić z niego wydarzenie jednoczące lokalną społeczność. Palma była czymś więcej niż świąteczną ozdobą. Jej wysokość dawniej świadczyła o zamożności gospodarza i wielkości jego pola. Przypisywano im także funkcję ochronną - miały chronić domostwa i zwierzęta. Tradycja kultywowana jest po dziś dzień.
Naszą podróż po Lipnicy uzupełniliśmy o wizytę w rodzinnej manufakturze lodów, gdzie poznajemy historię sięgającą 1966 roku, kiedy Szymon Kawalec rozpoczął produkcję lodów dla miejscowej spółdzielni. Gdy spółdzielnia się rozpadła, odkupił jedną z maszyn i rozpoczął własną działalność.
Receptura pozostała niezwykle prosta: jajka, mleko, cukier i owoce. Przez kolejne lata rodzinna tradycja była rozwijana, a w 2021 roku lodziarnię przejęło drugie pokolenie - córka pana Szymona z mężem. W ofercie pojawiły się także lody miodowe przygotowywane z miodu pochodzącego z rodzinnej pasieki.
Na koniec skierowaliśmy się w stronę Pogórza Wiśnickiego, którego krajobraz różnił się od tego, co wcześniej oglądaliśmy w Bochni, Wiśniczu czy Lipnicy. Wśród wzgórz odkryliśmy malownicze ostańce skalne, w tym Kamienie Brodzińskiego, nazwane na cześć Kazimierza Brodzińskiego, romantycznego poety, który stworzył w tym miejscu swoją "świątynię dumania".
Jak opowiadał nam Czesław Anioł, pisarz, geograf, poeta, w obrębie zespołu skał ma przebiegać strumień pozytywnej energii, który - jak wierzą niektórzy - korzystnie wpływa na samopoczucie. Dlatego mieszkańcy i odwiedzający przychodzą w to miejsce nie tylko po to, by odpocząć fizycznie, ale także psychicznie.
Każde z odwiedzonych miejsc w okolicach Bochni ma własny charakter, ale wszystkie łączy jedno: małopolska gościnność i historia, która wciąż żyje.