Śmietanka Hollywood potrafi uczynić z mało znanej aktorki gwiazdę w ciągu jednej nocy. Potrafi też szybko skierować uwagę na kogoś innego. Joanna Pacuła doskonale poznała obie strony tego świata. Na początku lat 80. była jedną z najbardziej obiecujących nowych twarzy amerykańskiego kina. Pisano o niej za oceanem, zapraszano ją do kolejnych produkcji, a jej nazwisko zaczęło pojawiać się obok nazwisk aktorek, które wkrótce miały stać się ikonami. Dziś w Polsce jej historię często opowiada się przez pryzmat tego, czego nie zagrała. A przecież lista jej rzeczywistych osiągnięć jest znacznie dłuższa.
Wyjechała z Polski i błyskawicznie zwróciła uwagę Hollywood
Joanna Pacuła urodziła się w Tomaszowie Lubelskim. Ukończyła warszawską Państwową Wyższą Szkołę Teatralną, występowała na scenie i pojawiała się w popularnych produkcjach telewizyjnych. Widzowie mogli ją oglądać między innymi w serialach "Dom" i "Jan Serce". Pod koniec 1981 roku wyjechała do Paryża, a niedługo później przeniosła się do Stanów Zjednoczonych.
Za oceanem nie zaczynała od zera, choć musiała odnaleźć się w zupełnie nowej rzeczywistości. Przełom przyszedł w 1983 roku, gdy zagrała Irinę w "Parku Gorkiego" Michaela Apteda. Wystąpiła u boku Williama Hurta i Lee Marvina, a jej kreacja została zauważona przez amerykańską branżę filmową. Pacuła otrzymała nominację do Złotego Globu dla najlepszej aktorki drugoplanowej.

To był moment, w którym o Polce zaczęto mówić naprawdę głośno. Jej zdjęcia pojawiały się na okładkach "Vogue'a", "Harper's Bazaar" i "Cosmopolitana". Zainteresowanie nie ograniczało się do promocji jednego filmu. Pacuła stała się jedną z twarzy, które miały wyznaczać przyszłość kina lat 80.
Skalę tego fenomenu przypomniała Marta Górna, autorka biografii "Pacuła. Najsłynniejsza Polka na świecie". W rozmowie z PAP podkreślała, że w tamtym okresie aktorkę promowano na równi z Nastassją Kinski i Isabellą Rossellini. Wspólny materiał o trzech gwiazdach opublikował magazyn "Time". Trudno więc mówić o karierze, która od początku była skazana na niepowodzenie. Przez chwilę Pacuła rzeczywiście znajdowała się w centrum zainteresowania Hollywood.
"9 i pół tygodnia" i "Nagi instynkt". Dwie role, które mogły zmienić wszystko
Wokół Joanny Pacuły przez lata narosła legenda aktorki, która miała wielkie szanse, ale pozwoliła im przejść obok siebie. Najczęściej wracają trzy tytuły: "Pogromcy duchów", "9 i pół tygodnia" oraz "Nagi instynkt". W dwóch ostatnich przypadkach chodzi o produkcje, które zapisały się w historii kina również dzięki swoim głównym aktorkom.
W "9 i pół tygodnia" wystąpiła ostatecznie nie Joanna Pacuła, a Kim Basinger. Film z 1986 roku stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych dramatów dekady, a rola Elizabeth Parker na trwałe wpisała się w ekranowy wizerunek Basinger.
Jeszcze głośniejsza jest opowieść o "Nagim instynkcie". W thrillerze Paula Verhoevena z 1992 roku Sharon Stone zagrała Catherine Tramell - pisarkę, która prowadzi niebezpieczną grę z policją. Film stał się światowym przebojem, a Stone jedną z najbardziej rozpoznawalnych aktorek swojej generacji.
Joanna Pacuła rzeczywiście miała szansę na tę rolę. Potwierdzenie znalazło się w biografii Marty Górnej, która dotarła do reżysera. Jak wynika z relacji autorki, Verhoeven był Polką zachwycony i chciał obsadzić ją w filmie. Aktorkę miała jednak zniechęcić duża liczba odważnych scen.

Czy to miłość była przeszkodą?
Wokół kariery Joanny Pacuły przez lata narosła opowieść o zazdrosnym mężu, który miał wpływać na jej zawodowe decyzje. Jej ówczesnym partnerem, a później mężem, był Howard Koch Jr., znany w branży jako Hawk Koch. Sam również pracował jako producent filmowy, a jego ojciec, Howard W. Koch, należał do wpływowych postaci amerykańskiego przemysłu filmowego - był m.in. prezesem Amerykańskiej Akademii Filmowej.
Czy partner rzeczywiście miał wpływ na decyzje aktorki? W jednym z wywiadów Pacuła opowiedziała o sytuacji, która rzuca na tę historię nowe światło. Wspominała, że zrezygnowała z udziału w "9 i pół tygodnia", choć kontrakt czekał już na biurku jej agenta.
"Uległam namowom mężczyzny, z którym byłam" - przyznała. Nie oznacza to jednak, że wszystkie jej niewykorzystane szanse można przypisać jednemu człowiekowi. Co więcej, gdy pojawiła się propozycja zagrania w "Nagim instynkcie", Pacuła nie była już związana z Kochem Jr. - podkreślała Marta Górna, autorka biografii aktorki.
Czy przyjęcie tych ról uczyniłoby z Pacuły gwiazdę formatu Sharon Stone albo Kim Basinger? Tego nie da się rozstrzygnąć. Można jednak powiedzieć, że Polka znalazła się w orbicie projektów, które później stały się ważnymi punktami w karierach innych aktorek. I właśnie dlatego te historie tak mocno działają na wyobraźnię.
Nie została drugą Sharon Stone. Ale czy naprawdę nie zrobiła kariery?
W Polsce przez lata opowieść o Joannie Pacule miała dość prosty schemat - wyjechała do Hollywood, miała wielką szansę, a potem coś poszło nie tak. Tyle że taka wersja pomija znaczną część jej zawodowego życia.
Po "Parku Gorkiego" aktorka występowała w kolejnych produkcjach. Zagrała między innymi w filmie "Ucieczka z Sobiboru", horrorze "Pocałunek" i westernie "Tombstone", w którym partnerowali jej znani aktorzy, w tym Val Kilmer. Pracowała zarówno przy filmach amerykańskich, jak i europejskich. Jej filmografia obejmuje kilkadziesiąt tytułów, a kariera nie skończyła się wraz z początkiem lat 90.
Problem polega również na tym, że w przypadku Pacuły medialne zainteresowanie często skupiało się na plotkach, jej życiu prywatnym i niezrealizowanych szansach. Znacznie rzadziej przypominano filmy, w których rzeczywiście wystąpiła, oraz ludzi, z którymi pracowała. Jej osiągnięcia schodziły na dalszy plan, choć w latach 80. była jedną z najbardziej promowanych nowych twarzy światowego kina.
Co stało się z Joanną Pacułą?
Joanna Pacuła od lat stroni od rozgłosu w Polsce i rzadko udziela wywiadów krajowym mediom. Nie oznacza to jednak, że porzuciła aktorstwo. Nadal mieszka w Stanach Zjednoczonych i pojawia się w zagranicznych produkcjach. W ostatnich latach wystąpiła między innymi w filmach "Break Even" i "Buckle Up". Jest również związana z projektem "Love & Karma", w którym wciela się w prawniczkę.
Choć dziś nie cieszy się taką rozpoznawalnością jak na początku hollywoodzkiej kariery, jej historia wciąż intryguje. Nominacja do Złotego Globu, okładki amerykańskich magazynów i propozycje ról w głośnych produkcjach sprawiły, że była jedną z najbardziej obiecujących polskich aktorek za oceanem. Nie została drugą Sharon Stone, ale też nie zniknęła z branży. Jej kariera potoczyła się inaczej, niż zapowiadał spektakularny początek. A pytanie, jak wyglądałaby, gdyby przyjęła niektóre z głośnych propozycji, do dziś rozpala wyobraźnię.

Zobacz też:
Na ekranie była zakochana w Ivie. Jej prawdziwy związek trwa już ćwierć wieku







